Urzędnicze przepychanki wokół wędrującego zamku

Urzędnicze przepychanki wokół wędrującego zamku

STOBNICA POZNAŃ. O perturbacjach zwianych z zamkiem w Stobnicy piszemy już od pewnego czasu, bo zamek jest powodem do dumy oborniczan, a zadrą dla paru poznańskich urzędników.

Zaczęło się od tego, że pewien ważny urzędnik Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ), wydał pozytywną decyzję w sprawie wpływu stobnickiego zamku na środowisko.

Ów ważny urzędnik stał się jednak po pewnym czasie bardzo krytycznym wobec trwającego wówczas wyrębu Puszczy Białowieskiej.

Stracił za to stanowisko, a ten, który go zastąpił, wydał nową decyzję w sprawie zamku w Stobnicy, która podważyła tę pierwszą, stwierdzając niekorzystny wpływ budowli na ekosystem.

Jednym z elementów owego złego wpływu jest założenie, że zamek źle wpłynie na płynący sobie obok potok Kończak. Potok wpada do wykonanego przez połączenie paru stawów jeziorka i dalej z niego wypływa prosto do Warty.

Są ogólnie dostępne badania dowodzące, że woda Kończaka płynąc w stronę Stobnicy jest zanieczyszczona przez ścieki z Połajewa. Woda wypływająca ze Stobnicy jest jednak czystsza od wpływającej. Stało się tak dlatego, że przyzamkowy staw stał się wielkim ostojnikiem, co dobrze wpływa na czystość wody strumienia.

Co do innych czynników, to trzeba pamiętać, że zamek stoi w obecnym kształcie już od wielu lat i jeżeli mógł zaszkodzić środowisku, to już to zrobił.

Na koniec warto zauważyć, że zamek „wędruje” zależnie od mediów, które go sadowią.

Raz warszawscy dziennikarze twierdzą, że zamek stanął w sercu puszczy, inni lokują go w puszczańskiej otulinie, a jeszcze inni są zdania, ze stoi na obrzeżach puszczy.

Podobnie jest z jego wpływem na środowisko. Raz pozostaje bez wpływy, innym razem wpływa bardzo, a jeszcze innym, może wpłynąć albo i nie.

Podobne artykuły