Pomysł rogozińskiej opozycji na zmarnowanie kilku godzin czasu

Pomysł rogozińskiej opozycji na zmarnowanie kilku godzin czasu

ROGOŹNO. Jeżeli chce się zmarnować kilka godzin, to nie wystarczy spać do południa, bo to dobre chociażby dla zdrowia. Radni rogozińskiej opozycji znają lepszy sposób na marnowanie czasu bez żadnego zysku.

Rajcy miejscy wzięli podczas ostatniej sesji błahy temat i wałkowali go niemal bez końca. Była to sprawa – jak ją sami określili – niewłaściwego obiegu dokumentów w urzędzie miejskim. Już sam tytuł zakładał niewłaściwość zanim ją jeszcze zbadano.

Radny Paweł Wojciechowski narzekał na generalnie zły obieg dokumentów w rogozińskim magistracie. Skarżył się, że jakieś pisma do niego nie docierają. Składał już w tej sprawie wnioski do komisji rewizyjnej, ta jednak niczego nie stwierdziła, on zatem nalega na wnikliwszą kontrolę.

Narzekał na to, że mieszkańcy piszą do burmistrza, a oni (radni opozycyjni) tych pism nie otrzymują – co może zaskakiwać, bo jak ktoś zachce napisać do burmistrza, to przecież adresatem jest Roman Szuberski, a nie Paweł Wojciechowski. Ten ostatni skarżył się też na to, że ani on ani jego koledzy nie otrzymują również pism, które są wysyłane z różnych wydziałów do petentów.

Nawet, gdy jakieś pisma do nich trafią: To w nich pełno nieprawdy i kłamstw – stwierdził Wojciechowski. W jego opinii większość tych domniemanych pism jest dla władz niewygodna, dlatego do opozycji nie trafiają.

Jako przykład pozytywny przytoczył fakt, iż pismo od Bractwa Kurkowego do burmistrza i przewodniczącego rady miejskiej trafiło też do radnych, bo jego treścią przewodniczący się podzielił.

Jako selekcjonera owych enigmatycznych pism „ukrywanych” przed opozycją, radny podejrzewa sekretarza Marka Jagodę.

Wtórujący mu Henryk Janus jeszcze bardziej podejrzewa, że sekretarz Jagoda kryje niektóre pisma także przed burmistrzem.

Henryk Janus zakomunikował, że część pism napisała pewna pani, z tym, że on podejrzewa, że nie ona je pisze. On oraz ta pani, co to nie pisząc pisze, dziwią się, że nikt na owe pisma nie odpowiada. Radny Janus podejrzewa też, że jest w obiegu wiele pism, o których on nic nie wie.

Burmistrz Roman Szuberski wsłuchując się w te wypowiedzi, zarzucił opozycji brak choćby cienia precyzji. Stwierdził, że mówią, iż coś jest, a nie mówią co. Z góry wyrokują, że niektóre pisma miały błędny obieg, choć brak im na to jakiegokolwiek dowodu.

Samo sformułowanie „niektóre” zdegustowało burmistrza, bo jak policzył: Rocznie urząd miejski otrzymuje ponad 30 tysięcy pism, więc trudno wyłuskać te, które was interesują. Trudno mi zatem będzie odpowiedzieć.

Obiecał zlecić kontrolę, gdy uda się ustalić o jakie pisma chodzi i po określeniu konkretnego okresu czasu, a najlepiej, gdyby były to wszystkie kadencje burmistrza. Zaznaczył na koniec, że pisma są kierowane do konkretnych osób i to one je otrzymują. Każde z pism trafia do rejestru głównego i rejestrów wydziałowych.

Nie potrafił odpowiedzieć Wojciechowskiemu na jego zarzut, który brzmiał: To jest niewłaściwa problematyka dostarczania pism. Prosił radnego o wyjaśnienie, co on jako autor miał na myśli.
Wiele te wyjaśnienia niestety nie wniosły.

Sekretarz Marek Jagoda też złożył wyjaśnienia, z których wynikało, że nic nikt nie naruszył.

Żeby nie brnąć w szczegóły Jagoda stwierdził, patrząc na Henryka Janusa: Pan strzela z armaty do kurczaka, nie sprawdziwszy nawet, czy kurczak tam jest.

Radny Maciej Kutka próbował tłumaczyć i wyjaśniać niezrozumiałe dla innych słowa kolegów. Gdy dysputa weszła już na „wyższy poziom”, wysiadły mikrofony i trzeba je było dostroić.

Pawła Wojciechowskiego dziwiło, że pozostali radni problemów nie widzą. Faktem jest to, że żaden z radnych koalicyjnych nie ma problemu z pismami, jeśli chcą któreś przeczytać a treść jest taka, że mogą, to po nie sięgają i nie mają z tym żadnych problemów.

Radni opozycji dla odmiany trwają w niemal pewności, że krąży „gdzieś jakaś” korespondencja, do której nie mają dostępu, a chcieliby ów dostęp posiadać.

Adam Nadolny przypomniał swemu adwersarzowi, Henrykowi Janusowi, że: Gdy to pan przewodniczył radzie miejskiej pisma ciągle ginęły i trzeba się czasem uderzyć w pierś.

Radny Krzysztof Nikodem zaproponował opozycji, dla ucięcia bezpłodnej dyskusji: Zróbcie spis pism, które chcecie przeczytać, bo mówienie ogólnikami was do nich nie przybliża. Lepsze to niż parogodzinne bicie piany.

Poparł go Roman Szuberski: Takie mielenie w koło nie ma sensu, dlatego najlepsza byłaby lista pism, z którymi radni chcieliby się zapoznać.

Podobne artykuły