Historia pewnego obornickiego Gruzina

Historia pewnego obornickiego Gruzina

OBORNIKI. Swego czasu informowaliśmy o napaści na młodego Gruzina, mieszkającego w Obornikach.

Gruzin bronił się nożem, prokurator uznał tę obronę za konieczną i uzasadnioną. Gruzin został uwolniony od odpowiedzialności za zranienie napastnika, młodego oborniczanina.

Oborniczanin usłyszał zarzuty mowy nienawiści i zachowania rasistowskiego, w połączeniu z czynną napaścią.

Gdy Temida zajmowała się oborniczaninem, Gruzin postanowił wrócić do swojego kraju. Wybrał lot, ruszył po bilet, gdy okazało się, że samoloty przestały latać, gdyż ogłoszono pandemię.

Był zmuszony przeczekać w Polsce. Skierował się w lubuskie, skąd bliżej do Niemiec, a i liczba zachorowań nie była znacząca tak, jak w innych regionach Polski.

Dowiedział się, że można uzyskać pracę w miejscowości Kargowa. Gdy pracował w tamtejszym zakładzie mięsnym, rozpoczęło się ograniczanie produkcji. Mówiło się coraz częściej o zwolnieniach. Gruzin zaczął rozglądać się za innym miejscem, gdzie mógłby zarabiać na swój byt i przeczekać pandemię.

Wtedy usłyszał od pewnego Ukraińca, że praca jest w Koszalinie. Tamtejsza firma budowlana zatrudni nawet 15 takich jak on. Warunkiem uzyskania owej pracy było wyszukanie 15 takich Gruzinów jak on. Ruszyły poszukiwania, a obywateli dumnego narodu gruzińskiego, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji jak on było wielu. Zebrał więc 15 osobową grupę i ruszyli do Koszalina. Przedsiębiorca zapewnił im skromne warunki mieszkaniowe i tyle pracy ile zdołają wykonać.

Po miesiącu Gruzini zaczęli dopominać się o zapłatę. Wtedy zapewniono ich, że najpóźniej za dwa tygodnie przyjedzie przedstawiciel Ukraińca, który ich zwerbował i ureguluje należności. Gruzini dalej pracowali i czekali. Ukrainiec po tygodniu nagle zniknął, ale faktycznie po sześciu tygodniach przybył pan z walizeczką. Miał w niej dwa tysiące złotych dla owych 16 osób, ciężko pracujących przez półtora miesiąca.

Stwierdził, że on się nie umawiał, uzgodnień nie zna i więcej wypłacić nie może. Gruzini wzięli choć po parę złotych na chleb, a ten obornicki zadzwonił do wiceburmistrza Obornik, prosząc go o pomoc, bowiem jest on jedynym jego znajomym Polakiem, a do tego chętnym do niesienia pomocy.

Piotr Woszczyk najpierw zapewnił byłego obornickiego Gruzina, że to co się dzieje to zwykłe oszustwo i należy je formalnie zgłosić policji. Potem zadzwonił do komendy w Koszalinie i przekazał tam funkcjonariuszom wszelkie informacje o Gruzinie mieszkającym niegdyś w Obornikach. Na koniec skontaktował komendanta koszalińskiej policji z komendantem policji obornickiej.

Po paru dniach do wiceburmistrza Woszczyka zadzwonił przedstawiciel policji w Koszalinie, dziękując mu za wsparcie, jakiego udzielił Gruzinowi i jego kolegom oraz poinformował go, że gdy tylko policja zaczęła wyjaśniać pracy na budowie praktycznie bez zapłaty, znalazł się płatnik. Przyznał, że doszło do „nieporozumienia” i wypłacił Gruzinom wszystko to, co im się należało.

Gruzin już szuka połączeń lotniczych z odległym Kutaisi, a cała ta historia aż prosi o puentę. Niegdyś święcił trumfy film pod tytułem „Na kłopoty Bednarski”, dziś coraz częściej mówią w Obornikach, a i nie tylko tu, „Na kłopoty Woszczyk”.

Podobne artykuły