UŚCIKOWO. W Uścikowie budowa drogi pieszo–rowerowej. Inwestycja, która ma ułatwić życie pieszym i rowerzystom, wywołała niemałe poruszenie — i to nie tylko na placu budowy. Ku zdziwieniu mieszkańców i radnych, w ramach prac zrywano bowiem niedawno położony asfalt. – Przecież tam był dobry asfalt! – komentowali zdumieni radni.
Jak wyjaśnił wicestarosta obornicki Waldemar Cyranek, cała sytuacja ma swoje korzenie w przeszłości. Projekt ścieżki powstał bowiem wiele lat temu, a przez ten czas w terenie zaszły zmiany, których dokumentacja nie uwzględniała. Gdy rozpoczęto prace, okazało się, że właściciel przyległego gruntu sprzedał działkę, na której dziś stoją firmy.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, ścieżka rowerowa powinna mieć co najmniej 3 metry szerokości. Niestety, po sprzedaży gruntów na miejscu zostało tylko 2,7 metra. Starostwo stanęło więc przed wyborem: wykupić fragment terenu od nowych właścicieli i przesuwać ogrodzenia, albo… przesunąć samą drogę. Ostatecznie zdecydowano się na to drugie rozwiązanie – 30 centymetrów w bok.
– Chcąc wybudować ścieżkę, trzeba było przesunąć drogę – tłumaczy wicestarosta Cyranek.
I jak to często bywa przy drogowych niespodziankach, na tym nie koniec historii. W trakcie przesuwania drogi okazało się, że wcześniejsza nawierzchnia została położona na gruntach nienośnych, co oznacza, że nie wytrzymałaby długo. W efekcie konieczna była pełna przebudowa konstrukcji jezdni.
Prace potrwają do końca października. Tymczasowa organizacja ruchu obowiązuje w dniach od 4 do 25 października, a kierowcy muszą liczyć się z utrudnieniami.
Choć sytuacja może wyglądać jak przykład drogowego paradoksu — zrywamy dobry asfalt, by zrobić miejsce na ścieżkę — efekt końcowy ma być wart zachodu. Nowa infrastruktura ma bowiem poprawić bezpieczeństwo i komfort pieszych oraz rowerzystów na trasie łączącej drogę krajową nr 11 z drogą wojewódzką Oborniki–Szamotuły.
Całość inwestycji współfinansowana jest ze środków Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg, który pokrywa połowę kosztów – 848 980,95 zł.
Pozostaje więc mieć nadzieję, że gdy kurz opadnie, asfalt znów zabłyśnie — a rowerzyści i piesi zyskają bezpieczną trasę. Choć droga do tego celu, jak widać, dosłownie i w przenośni, musiała nieco zmienić kierunek.























