OBJEZIERZE. Pani starosta obornicka Zofia Kotecka w oficjalnym proteście raczyła wyrazić stanowisko, które mogłoby zostać cytowane w podręcznikach: świnie w Objezierzu mogą przeszkadzać przyszłym rolnikom, którzy uczą się hodować trzodę chlewną. Tak, dobrze czytacie – zwierzęta, które kiedyś były codziennym elementem wsi, dziś mają zakłócać edukację młodych adeptów rolnictwa z Technikum Rolniczego w Objezierzu.
Protesty mieszkańców wsi trwają od wielu miesięcy, a teraz zyskały nieoczekiwane wsparcie ze strony pani starosty. W Objezierzu zaczyna się więc ciekawa symfonia sprzeczności: młodzież wiejska, która w dawnych czasach spokojnie mieszkałaby przy folwarku, stała się – zdaniem starosty – delikatniejsza niż dawna szlachta z pałacu Turnów. Tak, ci sami dziedzice, którzy śmiało znosili zapachy i hałas z folwarku, teraz mogliby tylko przewracać oczami ze zdumienia.

Dawny folwark stał w zgodzie z pałacem, a świnie były elementem krajobrazu. Dziś pałac stoi dalej, internat zajmuje dawny budynek biur PGR, młodzi rolnicy zdobywają wiedzę… i według oficjalnego protestu starosty, już nie mogą dzielić przestrzeni z trzodą. Kto by pomyślał, że delikatność przyszłych rolników może wywołać większe kontrowersje niż kiedyś ambicje dziedziców?
Burmistrz Obornik Tomasz Szrama musi teraz balansować między prawem, które sprzyja produkcji rolnej, a protestami mieszkańców i kuriozalnym wsparciem starosty. Z jednej strony – spokój wsi i zdrowy rozsądek, z drugiej – świnie, które mają przynosić podatki i miejsca pracy.
Objezierze pokazuje, że historia potrafi płatać figle: świnie, które dawniej nikomu nie przeszkadzały, dziś stały się bohaterkami oficjalnego sporu, a młodzież wiejska… delikatniejsza niż szlachta z pałacu. I wszystko wskazuje, że jeszcze długo będą tematem rozmów przy wiejskich płotach i przy kominku w pałacu Turnów.























