GMINA OBORNIKI. Gdyby budżet gminy Oborniki był uczniem, to już we wrześniu dostałby uwagę: nosisz zbyt ciężki tornister. A w tym plecaku zdecydowanie dominuje jeden przedmiot — oświata. Tegoroczna sesja budżetowa rady miejskiej pokazała, że szkolny tornister samorządu pęka w szwach, a zeszyty z innych przedmiotów ledwo się w nim mieszczą.
Na funkcjonowanie szkół i wszystkich okołooświatowych przedsięwzięć gmina planuje wydać 112 mln zł. Tymczasem od rządu, w ramach tego, co dawniej nazywano dotacją oświatową, a dziś nosi bardziej subtelną nazwę „potrzeby oświatowej”, do Obornik trafi 74,5 mln zł. Różnicę — czyli około 37,5 mln zł — gmina musi dopłacić sama.
Najlepiej skalę problemu widać przy nauczycielskich pensjach. W 2026 roku nauczyciele mają dostać 75,5 mln zł. To oznacza, że cała „potrzeba oświatowa” nie wystarcza nawet na same pensje i brakuje do nich około 1 mln zł. O ogrzewaniu szkół, remontach czy kredzie do tablicy lepiej już w tym momencie nie wspominać — to wszystko idzie z tej samej, coraz cieńszej kieszeni oborniczan.
Przewodniczący rady miejskiej Paweł Drewicz słusznie zauważył, że jeśli uznamy, iż inne potrzeby mieszkańców gminy Oborniki są równie ważne, to czeka nas poważna rozmowa o ograniczaniu wydatków. Poważna rozmowa o cięciach w dziedzinie, w której już teraz wszystko wygląda jak po solidnym przystrzyżeniu, zapowiada się jednak co najmniej… edukacyjnie.
Burmistrz Obornik ujął sprawę jeszcze bardziej obrazowo. Oświata i opieka społeczna pochłaniają około trzech czwartych budżetu gminy. To, co zostaje, to klasyczna „resztówka”, którą trzeba podzielić między drogi, inwestycje, sport, kulturę i wszystkie inne potrzeby mieszkańców. Trochę jak na przyjęciu, na którym większość pizzy zjedli już najwięksi głodomorzy, a reszta gości musi się jakoś dogadać.
Co ciekawe, obecne narzekania są w dużej mierze skutkiem wcześniejszych ambicji. Przez lata gmina Oborniki mocno inwestowała w oświatę. Powstawały nowe budynki, sale gimnastyczne i boiska, zatrudniano kolejnych nauczycieli, a gmina przejęła nawet szkołę w Objezierzu od powiatu. Wtedy była to inwestycja w przyszłość. Dziś przyszłość upomniała się o raty.
W tym kontekście szczególnie szczerze zabrzmiała wypowiedź burmistrza, który podczas budżetowej sesji rady miejskiej wprost przyznał, że dotychczasowa samorządowa polityka wobec oświaty zwyczajnie przestaje się spinać. Skoro edukacja zjada większość budżetu, a rachunki rosną szybciej niż uczniowie w pierwszych klasach, to — jak zasugerował — być może nadszedł moment, by oddać ją w całości na garnuszek ministra edukacji. Można to odczytać jako rzadkie w samorządowej debacie wyznanie: ambitna strategia inwestowania w szkoły doszła do ściany i dalej już bez pomocy państwa po prostu się nie da.
A dzwonek? Na razie jeszcze nie zadzwonił. Ale kartkówka z finansów publicznych dla obornickich władz i radnych zbliża się wielkimi krokami.























