OBORNIKI. W Obornikach znowu będzie bardziej zielono. Wkrótce w aż osiemnastu miejscach pojawią się przystanki z roślinami na dachach. Tak, dobrze czytacie – przystanki z własnymi miniogródkami. Zamiast blachy i szkła, trochę natury: trawy, zioła, może nawet jakaś pszczoła.
Zielone dachy mają pochłaniać pyły, obniżać temperaturę i poprawiać jakość powietrza. W skrócie – chronić lokalny klimat i sprawić, że czekanie na autobus będzie przyjemniejsze. Bo umówmy się, na przystanku w cieniu liści czeka się lepiej niż w cieniu reklamy.
To część większego projektu, którego nazwa zajmuje niemal cały akapit: Wsparcie małej retencji wodnej i rozwój zielono-niebieskiej infrastruktury na obszarze Metropolii Poznań – Etap II. W praktyce chodzi o to, żeby deszczówka nie uciekała do kanalizacji, tylko zostawała tam, gdzie spadnie. Dlatego przy Szkole Podstawowej nr 4 powstanie system zbierający wodę, która potem posłuży do podlewania zieleni.
Na całość gmina przeznaczy ponad dwa miliony złotych, z czego większość pokryje dofinansowanie z pieniędzy Unii Europejskiej. Resztę dorzuci lokalny budżet.
Nie da się też oderwać od kontekstu – kilka miesięcy temu pisaliśmy, że w centrum miasta zniknęły miejsca parkingowe, a na ich miejscu zasadzono zieleń. Teraz zieleń wkracza też na przystanki i boiska.

Można się uśmiechnąć, że za ponad dwa miliony kupujemy trawę na dachy i deszcz w wersji recykling, ale coś w tym jest. Deszcze przychodzą jak chcą, a miasto musi sobie radzić. Więc może faktycznie warto, żeby przystanki były zielone, a deszcz nie marnował się w rurach.
A jeśli autobus się spóźni jadąc po dziurawej drodze gminnej, to trudno – przynajmniej będzie można poczekać w cieniu zielonego dachu i pomyśleć, że klimat właśnie dostał swoje pięć minut w Obornikach.























