POWIAT OBORNICKI. Raporty środowiskowe mają to do siebie, że zwykle usypiają szybciej niż herbata z melisy. Tabelki, wskaźniki, procenty, skróty, od których mięknie mózg. Tym razem jednak dokument dotyczący stanu środowiska w powiecie obornickim działa raczej jak zimny prysznic. A właściwie jak kubeł wody, niezbyt już czystej, wylany prosto na głowę.
Z lektury raportu wynika, że żyjemy w miejscu, gdzie powietrze konsekwentnie pozostaje takie sobie, woda powoli traci reputację, a śmieci rozmnażają się szybciej niż króliki. I choć wszystko to zapisane jest językiem urzędowym, to sens jest prosty: poprawy specjalnej nie widać, a w kilku miejscach wręcz widać pogorszenie.
Zacznijmy od powietrza, bo ono dotyczy każdego, nawet jeśli ktoś uważa, że „oddycha tylko od święta”. Od lat głównym bohaterem tej części raportu pozostaje benzo(a)piren – substancja, której nazwa brzmi jak lek, ale niestety jest raczej zaproszeniem do problemów zdrowotnych. Jego stężenia w pyle PM10 wciąż przekraczają normy i, co istotne, dotyczy to wszystkich gmin powiatu. Źródło? Klasyka gatunku: domowe piece i transport. Zimą jest gorzej, latem trochę lepiej, ale generalnie bez fajerwerków. Raport nie dramatyzuje, nie krzyczy, tylko spokojnie stwierdza fakt. My natomiast możemy dodać, że skoro od lat jest tak samo, to znaczy, że system działa – tylko nie w tę stronę, w którą byśmy chcieli.
Kiedy już przestaniemy oddychać, możemy się napić wody. I tu również pojawia się lekki zgrzyt. Wody podziemne, które dotąd uchodziły za względnie bezpieczną rezerwę, zaczynają obniżać swoją klasę jakości. Punkt monitoringu w Nieczajnie zanotował spadek z II do III klasy. W języku raportowym oznacza to przejście z „dobrej” do „zadowalającej”. W języku potocznym: jeszcze się da, ale trend niepokoi. Przyczyny nie są wprost wskazane, ale nie trzeba być hydrologiem, żeby domyślić się, że intensywna działalność człowieka rzadko poprawia stan wód podziemnych. Jeśli ktoś liczył, że studnia to gwarancja spokoju na dekady, raport delikatnie sugeruje: niekoniecznie.
Dalej mamy kanalizację, czyli temat, który zawsze wygląda dobrze w procentach, a gorzej w terenie. Owszem, sieć się rozbudowuje i liczba podłączonych mieszkańców rośnie, ale równolegle rośnie też liczba zbiorników bezodpływowych i przydomowych oczyszczalni. W ciągu dwóch lat przybyło ich naprawdę sporo. Każde takie urządzenie jest teoretycznie rozwiązaniem, a praktycznie potencjalnym problemem, jeśli nie działa idealnie. A idealnie, jak wiadomo, nie działa nic. Na terenach wiejskich ponad 40 procent mieszkańców nadal funkcjonuje poza siecią kanalizacyjną. Można więc powiedzieć, że rozwijamy się dwutorowo: trochę nowocześnie, trochę na własną rękę, z różnym skutkiem dla środowiska.
Na deser zostają śmieci, bo nic tak nie podsumowuje współczesności jak odpady. Raport pokazuje jasno, że wymagane poziomy recyklingu są dla gmin trudniejsze niż się wydaje. W 2023 roku tylko jedna gmina spełniła ustawowe minimum, w 2024 roku nie udało się to żadnej. Normy rosną, a wyniki – delikatnie mówiąc – nie nadążają. Jednocześnie produkujemy coraz więcej odpadów, w tym zmieszanych, czyli takich, z którymi potem wszyscy mają problem. Segregujemy, owszem, ale najwyraźniej bardziej w teorii niż w praktyce. Kolorowe pojemniki stoją, deklaracje są składane, a procenty w tabelach pozostają uparcie poniżej celu.
Cały raport nie jest sensacją ani aktem oskarżenia. To raczej spokojny zapis tego, że środowisko w powiecie obornickim nie wali się z hukiem, ale też nie idzie ku lepszemu. Powietrze wciąż nas nie rozpieszcza, woda zaczyna wysyłać sygnały ostrzegawcze, kanalizacja rozwija się wolniej niż potrzeby, a system gospodarowania odpadami wyraźnie nie nadąża za rzeczywistością. Można to czytać bez emocji, można wzruszyć ramionami, można też potraktować jako sygnał, że odkładanie problemów na później właśnie zamienia się w „tu i teraz”. Raport swoje zrobił. Teraz pytanie, czy ktoś poza urzędową półką naprawdę go przeczyta.























