SIERAKÓWKO. Szosa z Obornik do Czarnkowa w piątkowe popołudnie wyglądała jak zwykle – trochę ruchu, trochę spokoju, aż tu nagle w Sierakówku pojawił się bohater dnia. Za kierownicą BMW siedział 37-latek pochodzący z naszego regionu, który jednak na co dzień mieszka za granicą. Widocznie zatęsknił za rodzimymi drogami, bo postanowił sprawdzić, czy jego auto potrafi szybciej niż pozwala znak.
Znak mówił: 50 km/h. Licznik w BMW powiedział: 132 km/h. Policjanci powiedzieli: „za szybko”.
Efekt? 2500 zł mandatu, 15 punktów karnych i trzy miesiące przerwy od prowadzenia pojazdów na polskich drogach.
Można by rzec – szybka lekcja pokory. Weekend dopiero się zaczął, a już mamy przypomnienie, że nawet najładniejsza pogoda i pusta droga nie są zaproszeniem do testowania osiągów auta.
Niech więc ta historia z Sierakówka będzie przestrogą: radar mierzy prędkość szybciej, niż noga zdąży oderwać się od gazu.























