Żenująca brakiem powagi sesja w Rogoźnie

Żenująca brakiem powagi sesja w Rogoźnie

ROGOŹNO. Ubiegłotygodniowa sesja rady miejskiej Rogoźna została zwołana w trybie nadzwyczajnym i zaraz po ogłoszeniu jej terminu wydawała stać się nadzwyczajna też z innego powodu.

Radnym zaproponowano salę nr 20, a na prośbę przewodniczącego Łukasza Zaranka burmistrz oddał radzie do dyspozycji też pokój biura rady, a nawet swój sekretariat. Renata Tomaszewska zaproponowała swoje biuro, by radni mogli dysponować w dobie dystansu społecznego maksymalną ilością wolnego miejsca wokół siebie.

Tu stało się coś dotąd niespotykanego.

Każdy znalazł takie miejsce, które pozwalało być z dala od radnego Henryka Janusa. To, że radni koalicji odizolowali się od radnego to jedno, ale zastanawiać musi fakt, że radni z opozycyjnego klubu „Aktywni dla Gminy Rogoźno”: Maciej Kutka, Sebastian Kupidura, Paweł Wojciechowski oraz Hubert Kuszak też opuścili swojego kolegę, izolując się skutecznie od jego osoby.

Tym oto sposobem, w dniu sesji radny Henryk Janus pozostał samiutki na ogromnej sali i rozglądając się bezradnie po jej pustym wnętrzu, stwierdził przy włączonym mikrofonie: Są jakieś jaja robione.

Pytał Łukasza Zaranka o to: Dlaczego nie ma w sali nr 20 żadnych radnych? Ten odparł: Sesja jest prowadzona w trybie zdalnym i każdy radny może być tam gdzie zechce, nawet na końcu świata. Ja nie odpowiadam za to, kto gdzie zechce przebywać.

Przewodniczący wybrał sekretariat burmistrza, a inni pomieszczenia wolne od kolegi Janusa. Rozsierdziło to pana Henryka do tego stopnia, że złapał za telefon, aby sfilmować tę sytuację.

Tymczasem mijał czas, a sesja nie mogła ruszyć z miejsca. Paweł Wojciechowski podejrzewał, że ktoś go zdalnie wyłącza. Obserwujący go na ekranach komputerów, widzieli jednak radnego na tle kolorowych segregatorów, nie dowierzając więc jego teorii spiskowej o wyłączaniu. Zasugerował też, że w jego ocenie regulamin został złamany, bo mieszkańcy nie mogli przebyć na sesję jako goście.

Czas płynął, a do dyskusji włączał się głównie Henryk Janus i dawnym zwyczajem obaj panowie dali popis obstrukcji hamującej obrady. Dość rzec, że samo ustalanie quorum trwało ponad pół godziny, bo pan Henryk starał się wszystkich „zobaczyć”.

Pojawił znowu się problem braku obecności mieszkańców. Sekretarz Marek Jagoda wyjaśnił, że: Nie ma przeciwwskazań, by przy zachowaniu środków bezpieczeństwa gościć podczas sesji, jednak nikt tego dnia z tego nie skorzystał.

Gdy kończyły się powody obstrukcji i kolejne kwadranse mijały na niczym, Henryk Janus zgłosił kolejny problem. Okazało się, że nie wiedział on gdzie jest… laska przewodniczącego. Od emanującego spokojem Łukasza Zaranka dowiedział się, że: Laska jest przy przewodniczącym.

Wreszcie po niemal 50 zmarnowanych minutach sesja formalnie się rozpoczęła. Jednak już na samym początku Paweł Wojciechowski wyraził wątpliwość, co do jej legalności, sugerując przerwanie sesji. Gdy Łukasz Zaranek się na to zgodził, Wojciechowski się natychmiast wycofał.

Kolejnym problemem okazał się być brak w programie sesji (nadzwyczajnej) punktu o wolnych wnioskach, co znów w ocenie Pawła Wojciechowskiego łamało regulamin. Burmistrz Roman Szuberski nie zgodził się na „wolne wnioski”, bo pomimo upływu tym razem już półtorej godziny, sesja nadal nie ruszyła z miejsca, więc łatwo było zgadnąć, że owe „wolne wnioski” rozciągnęłyby ją do nocy. Radnym przypomniał: Moja skrzynka mailowa jest czynna całą dobę i można tam składać wnioski dotyczące wszelkich problemów, a ja odpowiem.

Wojciechowski nie rezygnował z opóźniania sesji, nalegając na ponowne głosowanie tego, co zostało już podczas poprzedniej sesji przegłosowane. Cały czas popierał go Henryk Janus.

Dobiegała trzecia godzina pustego przebiegu sesji, gdy przewodniczący Zaranek zorientował się, na czym polega gra opozycjonistów i po raz pierwszy stanowczo zaoponował. Poparła go w tym Katarzyna Erenc Szpek, namawiając piątkę koleżeństwa z opozycji na rozpoczęcie sesji.

To co tutaj przekazujemy działo się w dumnym z królewskich korzeni mieście Rogoźno. „Kompromitujący je spektakl”, byłby zapewne najmniej bolesnym komentarzem do poczynań części rady miejskiej. Brak podczas jej obrad publiczności dowodzi jedynie tego, że niewielu ma ochotę oglądać tak żałosne widowiska.

Nigdy wcześniej przewodniczący Zdzisław Hintz, czy Roman Szuberski – prowadzący całą sesję stojąc – nie pozwoliliby na tego rodzaju obstrukcję. Łukasz Zaranek, grzeczny i ułożony pozwala i dopuszcza. Opozycja jego dobre maniery rozumie jako słabość i to wykorzystuje.

Obserwatorzy obrad zastanawiają się nad ich powagą, a prestiż rady miejskiej Rogożna pikuje ostro w dół.

Podobne artykuły