Żeby się zabawić trzeba kogoś zabić?

Żeby się zabawić trzeba kogoś zabić?

LIPA. Jak bardzo covidowe ograniczenia w spotykaniu się i wszelakich zabawach dokuczają młodym ludziom, zwłaszcza tym o inteligencji bezobjawowej, świadczyć może zdarzenie, do którego doszło w ubiegłym tygodniu w Lipie.

Grupa młodych mężczyzn spotkała się w ustronnym miejscu, by się zabawić, jak relacjonował jeden z nich.

Na dobry początek zapalili „coś” na humorek, wciągnęli po ścieżce na jeszcze lepszy nastrój, potem to wszystko popili alkoholem. Gdy już poczuli się mogącymi fruwać Batmanami, rozpoczęli zabawę. Była to odmiana głupiego sportu zwanego PunchDown, polegającego na biciu się wzajem po policzkach.

W ich wykonaniu polegało to na tym, że stanęli w dwóch rzędach naprzeciwko siebie i zaczęli się najnormalniej w świecie walić po pyskach. Z liścia, ale solidnie – relacjonował nasz rozmówca.

Gdy nadal stali na własnych nogach, utrzymując równowagę dzięki wypitej gorzale i osłabionych bodźcach mózgowych po zażytych środkach odurzających, znalazł się jeden taki, który stojącego naprzeciw kolegę walnął w głowę z taką siłą i celnością, że ten „wreszcie” upadł.

Najpierw były brawa, salwy śmiechu i serdeczne gratulacje.

Lipskie „bystrzaki” wciąż nie wiedziały co naprawdę się stało. Dopiero po pewnym czasie dotarło do nich to, że ich 26-letni kolega jest wciąż nieprzytomny.

Zawlekli go na ubocze i powiadomili kogoś z rodziny, by zabrać go do domu.
Mężczyzna trafił do domu. Tam rodzina wezwała pogotowie. Ratownicy zawieźli obitego do szpitala, gdzie okazało się, że doszło do czegoś w rodzaju obrzęku mózgu.

Młody, bo zaledwie dwudziestoparoletni mężczyzna, po trzech dniach walki o życie zmarł.

Prokuratura bada sprawę, a nasz rozmówca już się obawia, że: Znów będzie w Lipie nudno.

Podobne artykuły