Z listy na razie niewiele wynika

OBORNIKI. Wielu oborniczan studiowało w ostatnich dniach tak zwaną Listę Wildsteina, która stała się największym przebojem czytelniczym III RP. Tych, którzy jej nie widzieli, informujemy że jest to kilkusettysięczny spis nazwisk, obok których znajduje się sygnatura akt Instytutu Pamięci Narodowej.

Na liście, rzecz jasna, da się odnaleźć dane, które można by przypisać różnym mieszkańcom Ziemi Obornickiej. Sami wykryliśmy trzech czynnych polityków, dwie osoby pełniące wysokie funkcje w naszych instytucjach publicznych a nawet jednego dziennikarza. Na wyrywki sprawdziliśmy także dane kilku dawnych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa z naszego regionu, ale tylko w jednym przypadku odnaleźliśmy identyczne imię i nazwisko. Wynika to z prostego faktu, że lista obejmuje tylko niewielką część wszystkich akt wytworzonych przed laty przez SB.

Prawie we wszystkich tych przypadkach pod określonymi imieniem i nazwiskiem odnajdujemy kilka osób i sygnatur. Nie ma więc żadnej pewności, że nie kryją się pod nimi zupełnie inne osoby, pochodzące z drugiego końca Polski. Nie można więc na podstawie słynnej listy określić, że chodzi w niej o osoby z Obornik czy Rogoźna.

Przypomnijmy także, że znalezienie się na spisie nie oznacza wcale, że dana osoba była tajnym współpracownikiem komunistycznych służb bezpieczeństwa, a jedynie, że akta dotyczące tej osoby znajdują się w posiadaniu IPN. Jedyną osobą z Obornik, która dotychczas została przez IPN uznana za pokrzywdzoną przez system komunistyczny i która otrzymała swoją teczkę jest, jak już pisaliśmy, Błażej Stasiak. Przypomnijmy też, że w tajnych operacjach przeciwko niemu uczestniczyło trzech agentów umieszczonych w strukturach obornickiej Solidarności oraz sześciu współpracowników SB działających na terenie Zakładów Mięsnych. Stasiak zwrócił się do IPN o oficjalne ujawnienie ich nazwisk, a gdy to się stanie, my będziemy się starać o możliwość podania ich do publicznej wiadomości na naszych łamach.

Podobne artykuły