Współpraca realna, a nie papierowa i ciężarówka pełna cennych darów

Współpraca realna, a nie papierowa i ciężarówka pełna cennych darów

OBORNIKI LŰCHOW. Kwitnąca i rzeczowa współpraca, jaka istnieje w powiecie obornickim pomiędzy Polskim Czerwonym Krzyżem, a identyczną organizacją (DRK) z Niemiec, a dokładnie z partnerskiego powiatu Lűchow-Dannenberg trwa już niemal 13 lat.

Mówiąc szczegółowo pierwsza wizyta delegacji DRK z Matthiasem Lippe, Michaelem Herrmannz oraz Eberhardem v. Plato przybyła do Obornik 8 sierpnia 2008. Jak to w ubiegłym tygodniu wspominał goszczący kolejny raz w Obornikach Matthias Lippe: Nie spodziewałem się wtedy zastać w powiecie obornickim tak wielu potrzeb. Byliśmy zszokowani, jak ogromne są braki i jak wielkie są potrzeby. Podjęliśmy szybko decyzję o uruchomieniu pomocy.

Rok później zostały zapoczątkowane systematyczne transporty wsparcia medyczno-technicznego dla szpitali w Obornikach i Kowanówku, dla podopiecznych Polskiego Czerwonego Krzyża, Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, Warsztatów Terapeutyczno-Zajęciowych we Warunkach, Ośrodków Pomocy Socjalnej w trzech gminach powiatu oraz na rzecz Ośrodka Monar Markot w Rożnowicach. Dostawy sprzętu wciąż trwają, a kolejna wizyta Niemców miała miejsce w ubiegłym tygodniu.

Kilka dni wcześniej Grażyna Stachowiak, prezes Wspólnoty Wolontariatu Hospicyjnego, spirytus movens wielu działań na rzecz pomocy potrzebującym, zwróciła się do prezes obornickiego zarządu rejonowego PCK Urszuli Bak z prośbą o pomoc w pozyskaniu łóżek pielęgnacyjnych dla osób obłożnie chorych.

Urszula Bak skontaktowała się z Matthiasem Lippe z DRK Lűchow-Dannenberg, a ten obiecał pomóc. Nim minął tydzień do Obornik przybył transport 10 doskonałych łóżek z automatycznym ustawianiem pozycji osoby leżącej oraz wiele innych cennych sprzętów.

Tu warto się odrobinę w tej opowieści cofnąć. Każdy bowiem sprzęt pozyskany przez Fundację pani Grażyny był lokowany, choćby na krótko, w wiacie znajdującej się na tyłach przykościelnej działki, przy Drodze Leśnej, użyczonej stowarzyszeniom pod wiatę rekreacyjną przez proboszcza Zbigniewa Urnego.

Gdy się okazało, że wiata stała się magazynem i to już pełnym po brzegi, Zbigniew Urny przekazał we władanie pani Grażyny i jej ekipy kolejny fragment działki, a na dodatek zakupił drewno i inne materiały potrzebne na kolejną wiatę.

Tym razem stanęła wiata jeszcze pojemniejsza i to w błyskawicznym tempie, by można było w niej zmagazynować nowe sprzęty. Tempo było tak wielkie, że w czasie gdy jedni wolontariusze wyładowywali niemieckie dary, inni wolontariusze kończyli jeszcze wiatę.

To właśnie pod nią cofnęła w ubiegły wtorek ciężarówka z Matthiasem Lippe, Normenem Schaferem i Rene Trittelem. Towarzyszył im niezastąpiony Adam Maliński.

Razem z wolontariuszami oraz panią Grażyną, tym razem w roli tragarza, wyładowano 10 łóżek pielęgnacyjnych z napędem elektrycznym stelaża, piankowe materace, wózki inwalidzkie, balkoniki, szafki pacjenta i kule dla osób z problemami ortopedycznymi.

Matthias Lippe nie musiał nikogo zapewniać, że to nie są sprzęty zużyte, bo większość z nich pachniała jeszcze nowością. Po rozładowaniu darów w przykościelnej wiacie, Matthias Lippe zastrzegł się, że sam nic wspólnego z kościołem nie ma, a pomoc niesie, bo jest potrzebna. Przy okazji wyjaśnił, że Niemiecki Czerwony Krzyż (Deutsches Rotes Kreuz) w jego 50-tysięcznej miejscowości skupia ponad 70 wolontariuszy i ma pod opieką półtrora tysiąca osób.

Grażyna Stachowiak serdecznie gościom podziękowała, podjęła ich kanapkami i kawą oraz zaopatrzyła z przytulne poduszki, dzieło spółdzielni socjalnej Rabbuni. Od siebie dorzuciła jeszcze kilka pęt polskiej kiełbasy, którą Niemcy bardzo sobie chwalili.

Była też okazja zwiedzić placówkę Dziennego Domu Opieki Medycznej i Spółdzielnię Uciec Dysforii. Matthias Lippe wraz z kolegami i Adamem Malińskim odwiedzili jeszcze przed powrotem do domu Rogoźno, gdzie burmistrz Roman Szuberski powitał ich w Ośrodku za Jeziorem.
Oprócz rozmów kurtuazyjnych mówiono też o niedalekiej przyszłości i wspólnych projektach humanitarnych i kontaktach młodzieży obu regionów.

W czasie, gdy Niemcy z Deutsches Rotes Kreuz przygotowywali się do powrotu, Grażyna Stachowiak już rozmyślała, jak rozdzielić dary pomiędzy potrzebujących.

Podobne artykuły