Weszli na działkę, bo musieli, ale obudzili furię

Weszli na działkę, bo musieli, ale obudzili furię

GMINA OBORNIKI. Pewna mieszkanka gminy Oborniki zwróciła się do naszej redakcji z takim oto problemem. Ma jak twierdzi sama: Z Obornikami i powiatem do czynienia od 42 lat i z przykrością stwierdza, że upływ prawie pół wieku nie zmieniło nic w mentalności mieszkańców tej ziemi.

Tu musimy zaprotestować, bo mamy o oborniczanach zdanie zgoła odmienne i nader pozytywne.

Nasza respondentka skarży się na spółkę Enea, a dokładnie na rejon dystrybucji Szamotuły i w spór swój wciągnęła już wojewodę wielkopolskiego, prokuraturę, policję, straż pożarną, pogotowie ratunkowe, naszą redakcję i na deser starostę obornickiego, z którym to urzędem, jak sama twierdzi: Toczę batalię od 30 grudnia.

Problem zasadza się na tym, że jak pisze nasza respondentka: Starosta Obornicki, wydaje bezprawne, oparte na nieprawdziwych przesłankach decyzje, pozwalające na dowolne niszczenie posesji, której jest współwłaścicielką.

Faktem jest, że starosta wydała w jej sprawie decyzję, ale słuszną, opartą o przepisy, prospołeczną i konieczną dla ratowania sytuacji.

Nasza respondentka, będąc jeszcze żoną pewnego wielce szanownego oborniczanina, nabyła w Sycynie niedrogą działkę. Piszemy, że niedrogą, bo grunt ten był nieforemny o kształcie trójkąta i obarczony przebiegiem nad nim linii wysokiego napięcia oraz transformatora, z którego rozchodzą się dwa przewody niskiego napięcia dostarczające prąd do pobliskiej wsi. Kto i kiedy je tam zamontował, tego już dzisiaj nie sposób jest dociec.

Działka jest kwalifikowana jako grunt rolny, choć ogrodzona prowizoryczną siatką leśną. Na działce stoi wybudowany tam prawem kaduka domek mieszkalny i rosną wysokie drzewa.

Te drzewa stały się współwinne problemowi, do którego doprowadziły niedawne wichury.

Rozhuśtane na wietrze przewody czyniły zwarcia, odcinając część wsi od prądu. Na domiar złego, wśród mieszkańców odciętych od energii elektrycznej był mężczyzna wspierany oddechowo respiratorem.

Pierwsi na pomoc przybyli strażacy z OSP Nieczajna. Przecięli łańcuch kłódki na furtce, weszli na działkę i przycięli niebezpiecznie wysokie drzewa.

Zaraz za nimi przybyli energetycy i wymienili stare nieizolowane przewody na nowe i zaizolowane w bezpiecznym oplocie.

Działając w warunkach zagrożenia i trybie wyjątkowym rozwiesili owe przewody na drzewach do czasu zainstalowania ich w dogodniejszym czasie na odpowiednich słupach energetycznych.

W tym czasie inni druhowie zainstalowali w domu chorego agregat, by miał zapewnione zasilanie respiratora. Agregat prądotwórczy pracował tam przez 30 godzin, aż mężczyzna będzie już bezpieczny.
Nasza respondentka jest jedyną, która nie pochwaliła sprawnej akcji ratunkowej, a wręcz przeciwnie, była wobec niej wielce krytyczna. Skarży się, że: Nie ma chętnych do pokrycia kosztów zniszczeń dokonanych główne 20 lutego 2022 r. przez pijanego pracownika spółki energetycznej.

Owe zniszczenia, to przecięty łańcuch kłódki przy furtce i przycięte drzewa.

Łańcuch strażacy przeciąć mieli prawo, a drzewa właścicielka działki winna była sama przyciąć we właściwym czasie.

Wreszcie, skąd jej przyszedł do głowy poskarżyć się na „pijanego pracownika spółki energetycznej”. – Sprawdziła go alkomatem, gdy wymieniał przewody? – zastanawiał się jeden z powiatowych urzędników.

Respondentka krytykuje też: Na gałęziach moich drzew luźno rozmieszczone są kable energetyczne przez, które płynie prąd o napięciu 400V (0,4 kV – dop. red.). Nie ma tam żadnych izolatorów, kable ocierają się o gałęzie i w każdej chwili może dojść do porażenia kogokolwiek jak i pożaru.

Tu uspakajamy, przewody są izolowane, więc całkowicie bezpieczne. Izolatorów się do drzew nie montuje, a cała instalacja jest tymczasowa wymuszona wichurą z końca grudnia.

Oberwało się też pani staroście, która formalnie musiała wydać decyzję sankcjonującą awaryjne wejście strażaków i energetyków na wspomnianą działkę. Jej właścicielka zagroziła: Nie zgadzam się z takim stanem rzeczy i zwrócę się do wojewody wielkopolskiego. Nie tylko zagroziła, ale i napisała taką właśnie skargę.

Służby wojewody zbadały rzecz całą, a on sam ustalił, co następuje: „Enea Operator sp. z o.o. wnioskiem z 27 grudnia 2021 r. wystąpiła do Starosty Obornickiego o potwierdzenie zaistnienia przesłanek uzasadniających czasowe zajęcie nieruchomości położonej w Sycynie, motywując to nagłą potrzebą zapobieżenia powstaniu znacznej szkody w postaci braku energii elektrycznej, spowodowaną zerwaniem przewodów linii nn 0,4 kV, zasilanej ze stacji transformatorowej. Nieruchomość została zajęta w dniu 27 grudnia 2021 r. i w tymże dniu wykonano prace naprawcze przy użyciu podnośnika koszowego zlokalizowanego w pasie drogi poza terenem działki. W przypadku siły wyższej lub nagłej potrzeby zapobieżenia powstaniu znacznej szkody, starosta, wykonujący zadanie z zakresu administracji rządowej, udziela, w drodze decyzji, zezwolenia na czasowe zajęcie nieruchomości na okres nie dłuższy niż 6 miesięcy, licząc od dnia zajęcia nieruchomości”.

Dalej wojewoda uzasadnił swoją opinię opierając się na przepisach oraz wyjaśnił użyte przez siebie definicje i pojęcia ze szczególnym podkreśleniem pojęcia „siły wyższej” i nagłej potrzeby zapobieżenia powstaniu znacznej szkody. Na koniec stwierdził: Utrzymuję zaskarżoną decyzję starosty w mocy, uznając ją za ostateczną.

Zanim opinia wojewody dotarła do starostwa, była tam już nasza respondentka. Wykrzyczała swoją „krzywdę”, nie dając dojść innym do głosu, obraziła kilka osób, zażądała odsunięcie od „sprawy” część urzędników, których opinie się jej nie spodobały, na koniec zażądała diagnozy i lekarskiego uzasadnienia podłączenia do respiratora chorego mężczyzny z Sycyna, dołączając swoje powątpiewanie w to, czy ów respirator był słuszny.

Przy okazji wizyty posługiwała się pokrętnymi insynuacjami na temat uczciwości i rzetelności urzędników oraz ich kompetencji.

W rezultacie doprowadziło to do formalnego wystąpienia jednego z naczelników do starosty Zofii Koteckiej o ochronę prawną dóbr podległych jej urzędników.

Kobiecie wciąż było mało, więc jak twierdzi: Zainteresowałam się wiadomościami umieszczanymi na fanpage Starostwa Powiatowego na FB i umieszczałam tam swoje komentarze.

O owych komentarzach wolimy zamilczeć, choć część czytających je miało inne zdanie odpowiadając tej pani dość ważko, antagonistycznie, a raz nawet bardzo niepochlebnie.

Nasza respondentka na owe „komentarze” odpowiadała swoimi „komentarzami”, aż administrator zablokował jej dostęp do komentowania i dokonywania wpisów.

To ciągle nie koniec historii, bo respondentka ostrzegła w liście do naszej redakcji: Teraz kolejną skargę złożę do Rzecznika Praw Obywatelskich o naruszenie moich praw obywatelskich przez administratora strony.

Pomyśleć tylko, że wszystko przez wiatr, który rozbujał drzewa i zerwał stare przewody. Służby uratowały sytuację, a potem potoczyła się lawina złości, nietolerancji i małoduszności.

A wystarczyło po akcji powiedzieć „dziękuję”.

Podobne artykuły