Sprawa obornickiego targowiska w prokuraturze: główny wykonawca oszukał podwykonawców

Sprawa obornickiego targowiska w prokuraturze: główny wykonawca oszukał podwykonawców

OBORNIKI. Ryszard P. to przedsiębiorca branży budowlanej, prowadzący działalność gospodarczą w jednej z gmin w sąsiedztwie Poznania, który wygrał przetarg na przebudowę obornickiego targowiska.

Gdy prace na targowisku trwały, Ryszard P., przystąpił do ogłoszonego przez gminę Oborniki przetargu na remont budynku przyszłego domu seniora przy ulicy Jagiellońskiej.

Tu warto dodać, że był to już trzeci przetarg, ogłoszony decyzją burmistrza Obornik – po tym, gdy w pierwszym przetargu oferowana kwota znacznie przekraczała przeznaczony na ów remont budżet, a i w drugim przetargu była ona o 40 tysięcy wyższą niż ta zapisana i zabezpieczona w gminnym budżecie.

Ryszard P. zaoferował kwotę zdecydowanie najniższą, mieszczącą się w możliwościach gminy i po podpisaniu umowy przestąpił do remontu.
Prace na targowisku i na Jagiellońskiej przez pewien czas prowadził równolegle.

Lista niedociągnięć na obu budowach była długa, choć żelazny reżim nałożony na wymogi techniczne dotyczące owych prac, a nałożony przez inspektorów nadzoru oraz dział inwestycyjny urzędu miejskiego spowodował, poprzez liczne poprawki, prowadzenie ich w miarę prawidłowo.

Innym problemem były przestoje i ciągłe niedotrzymywanie terminów, zwłaszcza przy budowie targowiska. Informowaliśmy o tym nieraz, jak burmistrz Tomasz Szrama, co pewien czas jeździł do Urzędu Marszałkowskiego, z prośba o prolongatę terminu oddania obiektu do użytku, bo ten nie był z zasady dotrzymywany.

Gmina znalazła się w klinczu, bowiem wykonawca dał popis niesolidności, a nie można go było „pogonić”, bowiem gmina uzyskała na tę inwestycję ponad milion złotych dopłaty. Gdyby wykonawca zszedł z placu budowy, to ów milion by gmina bezpowrotnie straciła i Ryszard P., doskonale o tym wiedział.

Podobnie było zresztą także z przebudową obiektu przy ulicy Jagiellońskiej, gdzie władze Obornik też zdobyły wysoką dopłatę i byłaby katastrofą jej utrata.

Ryszard P., indagowany o terminy zawsze miał jakąś wymówkę, a najczęściej był to chroniczny brak pracowników. Faktycznie był taki dzień, że na budowie targowisk nie stawił się żaden z ośmiu pracowników pochodzenia ukraińskiego.

Stało się tak, bowiem pan Ryszard miał wielki problem z płaceniem swym pracownikom. Ukraińcom obiecał zapłacić co tydzień, potem zmienił to na płatność po dwóch tygodniach, gdy nadszedł trzeci tydzień i pieniędzy nie było, pracownicy woleli stracić dotychczasowy zarobek, niż pracować dalej darmo.

Podobnie było też z innymi pracownikami, bowiem szybko się rozniosło, że Ryszard P. ma ogromne zaległości płatnicze, a to z kolei spowodowało, że jeszcze trudniej było mu znaleźć pracowników.

Nie inaczej było z podwykonawcami. Tym także nie płacił. Części z nich oferował zlecenia „na gębę”, z innymi podpisywał umowy, ale zamiast płacenia faktur skarżył się, że gmina mu nie płaci i prosił o cierpliwość.
Naszej redakcji udało się dotrzeć do młodego podwykonawcy z Puszczykowa. Kupił materiał, narzędzia i zatrudnił trzech pracowników. Jeździł do Obornik także w weekendy, by wykonać na czas zlecone mu prace stolarskie.

Owo zlecenie było ustne. Ryszard P. obiecywał za to lepsze warunki finansowe. Młody rzemieślnik potężnie się zadłużył, a gdy przyszedł do pana Ryszarda po pieniądze, ten oświadczył, że ich nie ma, bo władze Obornik nie zapłaciły za wykonane prace.

Rzemieślnik udał się do wiceburmistrza, usłyszał od niego zapewnienie, że cała należność już dawno została przelana na konto głównego wykonawcy, a na dowód przedstawił mu polecenie zapłaty.

W tej sytuacji rzemieślnik z Puszczykowa złożył na policji skargę na oszustwo zleceniodawcy.

Okazało się, że policjanci mają już takich skarg mnóstwo. Do obornickiego magistratu zgłaszali się kolejni podwykonawcy, których Ryszard P. zapewniał, że mu gmina nie zapłaciła.

Pełniący wówczas obowiązki burmistrza Piotr Woszczyk wyjaśniał, tłumaczył i zapewniał, że gmina otrzymała dotację, wywiązała się z obowiązków, a na koniec zebrał dokumentację i przekazał ją wraz z oficjalną skargą obornickiej prokuraturze.

Na jaką kwotę Ryszard P. oszukał podwykonawców jest nadal ustalane. Trudniej jest ustalić, na jaką kwotę oszukał pracowników.

Z nieoficjalnych ustaleń naszej redakcji wynika, że do końca maja ustalono kwotę ponad 410 tysięcy złotych, a może to być znacznie więcej.

Prokuratura bada sprawę, policja przesłuchuje kolejnych poszkodowanych, przesłuchany też został zgłaszający skargę Piotr Woszczyk, a lista krętactw i zobowiązań Ryszarda P. wciąż rośnie.

Na dodatek trzeba dokonać paru napraw elementów, które sknocił nierzetelny wykonawca.

Odzyskanie od niego za to należności może okazać się w przyszłości problemem.

Podobne artykuły