Słowo o tych, którzy chcą uchronić przed zapomnieniem miejsce straszliwej zbrodni

Słowo o tych, którzy chcą uchronić przed zapomnieniem miejsce straszliwej zbrodni

ROŻNOWO. W 130-letnim lesie sosnowym, na powierzchni 1,5-3 hektarów rozsiane są groby kryjące prochy około 12 tysięcy osób bestialsko zamordowanych przez hitlerowców w latach 1939-1941.

Wśród zamordowanych znalazło się blisko1,2 tysiąca pacjentów szpitala psychiatrycznego w Owińskach, 100 jeńców brytyjskich, a także liczne osoby pochodzące z Poznania, Bydgoszczy czy Torunia. Osoby te bestialsko rozstrzelano, a następnie złożono i zakopano w zbiorowych mogiłach. W roku 1943 w celu zamaskowania śladów zbrodni mogiły te rozkopano, a zwłoki spalono.

Miejsce to, choć położone nieopodal ruchliwej drogi, jest mało znanym pomnikiem zbrodniczej działalności hitlerowców, a szkoda, bo to drugie co do wielkości (z pominięciem obozów koncentracyjnych) takie miejsce kaźni i martyrologii w Polsce.

Gospodarzem terenu jest Nadleśnictwo Oborniki, a nadleśniczy Jacek Szczepanik właśnie kolejny raz tłumaczy kontrolerom, dlaczego nie rąbie dorodnych sosen w 130-letnim lesie.

Jacek Szczepanik jest człowiekiem mądrym i potrafi wytłumaczyć potrzebę trwania świadectwa hitlerowskiego bestialstwa, ale jak sobie poradzi z historią kiedyś jego następca?

Zastanawiali się nad tym członkowie Towarzystwa Miłośników Ziemi Obornickiej oraz ich koledzy ze Stowarzyszenia Historyczno-Rekonstrukcyjnego „Kraina Warty”.

Martwi się tym Ryszard Nawrocki, znany w Obornikach piekarzy i cukiernik, a do tego człowiek wrażliwy na historię i jej kontynuację. Pan Ryszard własnym sumptem umył i odnowił w rożnowickim lesie krzyże, groby, naprawił zniszczenia, zadbał o ich trwałość, za każdym razem ryzykując, że zostanie upomniany za „szwendanie” się po lesie bez pozwolenia.

Jest jeszcze jedna osoba, dla której rożnowski Katyń (bo oborniczanie często tak zowią to miejsce) jest szczególnie ważny. Burmistrz Tomasz Szrama od dawna czynił starania o przejęcie tego tragicznego skrawka lasu od Lasów Państwowych, by jako gospodarz gminy objąć go specjalną troską. Znalazł w tym sojuszników w osobach już wyżej wymienionych. Napisał w tej sprawie do wojewody. Odpowiedzi nie otrzymał.

W tej sytuacji ciężar formalnego przekazania rożnowskiego Katynia wziął na siebie nadleśniczy, jednocześnie proponując członkom Towarzystwa Miłośników Ziemi Obornickiej oraz ich kolegom ze Stowarzyszenia Historyczno-Rekonstrukcyjnego „Kraina Warty” specjalne przepustki, by bez oporu mogli zadbać fizycznie o ten fragment lasu.
Wszyscy spotkali się w ubiegły piątek, bo porozmawiać o zasadach, przepisach i sposobach ochrony wyjątkowego leśnego cmentarzyska, a przy tym miejsca kaźni.

Służby nadleśnictwa dbają o to miejsce z ogromnym pietyzmem, robią to też członkinie i członkowie stowarzyszenia Włóczykije, harcerze i inne osobny.

Niemniej i tak trzeba zadbać o całokształt, jak i o wiele szczegółów.
Dziś to miejsce jest z pewnością nazbyt sakralne, a zbyt mało pomnikiem ofiar terroru i kaźni.

Tablice informacyjne wymagają poprawy, wiato-kapliczka ma już swój najlepszy czas dawno za sobą, a część krzyży po prostu spróchniała. Artur Wróblewski, wiceprezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Obornickiej martwi się o to, że miejsce to jest wciąż mało znane.

Przytakiwał mu Jacek Skowroński, sam zaskoczony tym, że dziennikarze mediów ogólnopolskich nic o nim nie wiedzą. Ryszard Nawrocki chciałby, aby grzybiarze nie zrobili sobie tam parkingu, bo choć na wjeździe do rożnowickiego lasu stoi zakaz wjazdu, to sytuacja tam ma się za miesiąc, dwa zmienić i część dróg leśnych zostanie częściowo w całym kraju otwarta i upubliczniona.

Gdyby udało się nakłonić wojewodę Zielińskiego do przekazania gminie tych dwóch do trzech hektarów, teren byłby bezpieczny, a nadleśniczy nie spowiadałby się z braku pozysku drewna.

Gdyby tak konserwator zabytków zechciał się zainteresować tym miejscem, które choć samo w sobie zabytkiem nie jest, ale jest symbolem historii, która się w nim wydarzyła.

Gdyby tak zainteresował się tym miejscem straszliwej kaźni jeszcze IPN, powołany by dbać o narodową pamięć, to może wysiłki obornickich stróżów historii byłyby zbędne.

Podobne artykuły