Raport o sytuacji obornickiego szpitala i jego zajadła krytyka

Raport o sytuacji obornickiego szpitala i jego zajadła krytyka

OBORNIKI. Rada Społeczna SP ZOZ zebrała się po dłuższej przerwie w ubiegłym tygodniu, aby wysłuchać raportu dyrektor Małgorzaty Ludzkowskiej o sytuacji ekonomicznej obornickiego szpitala i powiązanych z nim przychodni.

Przy stołach zasiedli fachowcy w swym fachu i znawcy zagadnień służby zdrowia, starosta Zofia Kotecka, były starosta Gustaw Wańkowicz, dyrektor szkoły i samorządowiec Jarosław Łatka, nauczyciel zagadnień biznesu i też samorządowiec Piotr Neter, Urszula Bak prezes PCK, zajmująca się od dekad zagadnieniami służby zdrowia, podobnie jak samorządowiec z gminy Ryczywół Barbara Boch, Renata Tomaszewska samorządowiec i była dyrektor, a do obradujących dołączyła bardzo spóźniona, będąca przedstawicielem wojewody w tym gremium, Katarzyna Urbańska.

Przybyła spóźniona, by na wejściu stwierdzić, że: Sytuacja finansowa szpitala jest w stanie fatalnym. Zapytana o to czy przeczytała raport, odparła: Nie, bo aż boję się do niego zajrzeć. Zapytała jeszcze o straty, jakie spowodowało zamkniecie oddziału chirurgicznego. Nie było to jednak zdanie pytające, lecz zdecydowanie twierdzące.

Prowadząca obrady starosta, przewidując zamiar pani Katarzyny, ucięła spór i oddała głos dyrektor lecznicy.

Małgorzata Ludzkowska wyliczyła, że w roku minionym aktywy lecznicy przekroczyły kwotę 38,44 mln, a główne należności należą się ze strony NFZ. Najważniejszą informacją było to, iż kolejny raz pojawił się zysk szpitala i wyniósł on 1,228 mln zysku netto, zwiększając kapitał SP ZOZ o 1,216 mln.

Wyliczenia, jak i cały raport, został sporządzony przez dwie niezależne instytucje biegłych i ani profesjonalny rewident ani kancelaria wykonawcy audytu nie miała zastrzeżeń.

W ich ocenie można było przeczytać, że: „został przedstawiony w raporcie jasny obraz finansów szpitala i przychodni. Wszelkie treści są w nim zgodnie z przepisami i standardami, nie było żadnych zastrzeżeń, pomimo zawodowego sceptycyzmu”.

Starosta Zofia Kotecka, która zapoznała się z dokumentami stwierdziła, że dla niej: Najważniejsze są początek i koniec raportu. Pytań ani uwag po jego odczytaniu nie było, a sprawozdanie zostało przyjęte przez Radę Społeczną jednogłośnie. W czwartek na sesji zostanie przedłożony radnym.

Małgorzata Ludzkowska wyjaśniła sprawę zamknięcia oddziału chirurgicznego. Z jej słów wynikało, że odział chirurgii był zamknięty przez dziewięć dni, co nie spowodowało jednak żadnych strat.
Powodem zamknięcia był brak lekarzy. Jej zastępca do spraw lecznictwa wszczął wśród kolegów, jak to określiła, bunt na tle płacowym. Lekarze zatrudnieni są z jednym wyjątkiem na kontraktach, będących rodzajem pracy zleconej. Mimo to zażądali sześciu tygodni płatnego urlopu wypoczynkowego w roku i astronomicznych stawek, na które szpitala nie stać.

Dyrektor podniosła i tak lekarzom stawki za ich wszelkie czynności. Trójka z nich to zaakceptowała, jeden z lekarzy nie i po dobie przemyśleń się zwolnił.

Jeden z chirurgów miał operację i był na zwolnieniu lekarskim, dwóch zaplanowało sobie na ten czas wczasy, czego dyrektor im zabronić nie mogła. Zatrudniona na oddziale rezydentka wzięła sobie wolne, bo miała do niego prawo. Teraz rezydentka wyprowadza się do Warszawy, więc liczyć na nią jest trudno.
Jedyny wolny chirurg przyjmował w poradni chirurgicznej i tak oddział został bez obsady. Przesunięto planowane operacje, nikt nie został bez opieki. Straty dodatkowej z tego powodu nie było. Straty na chirurgii są zawsze, bo jak twierdzi Małgorzata Ludzkowska NFZ źle nalicza pieniądze za poszczególne procedury i to w całym kraju.

Teraz pani dyrektor szuka dyrektora do spraw medycznych i nowego personelu. Na razie jest dobrze, ma już prawie komplet. Jak będzie, nie wiadomo, bo to problem ogólnopolski.

Zgłosiła się lekarka z Ukrainy, jest „opiekunką” na chirurgii, a druga Ukrainka pracuje na oddziale wewnętrznym. Trzecia lekarka, to na razie rezydentka. Sama już operuje, państwo do niej dopłaca, a ona jest zobowiązana do pracy z w szpitalu przez kolejnych pięć lat.

Dyrektor zauważyła, że na rynku pracy pojawiło się wielu ukraińskich medyków, jednak oni wolą pracować w dużych miastach.

Trzeba zauważyć, że zamknięcie w marcu oddziału chirurgicznego nie było ewenementem. W czasie trwania kwadranty covidowej oddział już bywał zawieszany. Za każdym razem Małgorzata Ludzkowska uzyskiwała na to wszelkie zgody, w tym od wojewody wielkopolskiego. W okolicy bywało zamkniętych kilkadziesiąt oddziałów, na przykład w Grodzisku Wlkp. oddział nie przyjmował przez rok.

W czasie tych dni, gdy oddział chirurgiczny był wyłączony, izba przyjęć przyjmowała, choć do pełnej normalności jeszcze sporo brakowało. Jak wyjaśniła pani dyrektor: Niestety, lekarze dyżurujący w izbie nie chcieli pracować i personel odsyłał pacjentów do innych jednostek.

Przy okazji sprostowała niektóre informacje o rzekomym zamknięciu oddziału intensywnej opieki medycznej (oiom), bo takiego w szpitalu nie ma, a jego rolę spełnia właśnie izba przyjęć.

Kwestie personalne, to nie jest jedyny problem szpitala, bo ważna jest też poprawa infrastruktury wokół lecznicy.

Gdy na terenie szpitala zaczął już działać wart milion złotych rentgen, lecznica jest doposażona całkiem przyzwoicie. Inaczej wygląda jej zewnętrze.

Zofia Kotecka w imieniu zarządu powiatu złożyła już do wojewody wielkopolskiego wniosek o przyznanie środków na budowę prosektorium i towarzyszące temu prace budowlane, rozbiórkowe i drogowe.
Powstanie też od strony ogródków szczelny parkan. Oddzieli on część parkową od szpitala. Potrzeba na to wszystko około 2,6 mln złotych. Czy powiat dostanie takie pieniądze, tego dziś nie wiadomo.

Katarzyna Urbańska otrzymawszy głos zakwestionowała raport, który parę minut wcześniej w pełni poparła. Zażądała od Małgorzaty Ludzkowskiej, by ta: Wyjaśniała, że zysk spadł szpitalowi z nieba. W jej mniemaniu: Szpital nie stara się być atrakcyjny.

Mówiła wiele, bardzo impulsywnie. Wylała swój żal spowodowany odejściem z lecznicy, gdzie była kiedyś położną i choć odchodziła na własną prośbę, to najwyraźniej tkwi w niej wciąż jakaś zadra. Stwierdziła: O lekarzach nie chce nawet słuchać.

Próbowała obalić raport, myląc wszelkie kwoty, zamiast 500 tys. twierdziła, że to 5 mln. Stawiała głównej księgowej zarzut kreatywnej księgowości. Chciała, by informacje o szpitalu pojawiały się Facebooku.

Opowiedziała szeroko o przypadku córki leczonej w obornickim szpitalu, krytykowała obsługę szpitalną. Negowała potrzebę istnienia w lecznicy informatyki, bez której już żaden szpital dziś działać nie może. Twierdziła, że Ludzkowska kieruje karetkami.

Im dłużej mówiła, tym bardziej w niej buzowały emocje: Obywatele mają konstytucyjne prawo się leczyć.

Najczęściej atakowała Małgorzatę Ludzkowską. Ta z trudem, ale skutecznie powstrzymywała się od ripost.

Gdy starosta, słuchając tego, poprosiła Urbańską, aby ta nie prowokowała pani dyrektor, Katarzyna Urbańska zawołała: Pani ogranicza mi wolność i moje prawa konstytucyjne! Dyrektor Małgorzacie Ludzkowskiej zarzuciła: Pani nie ma pojęcia o kierowaniu szpitalem.

Wreszcie prowadząca obrady Zofia Kotecka przekazała głos Małgorzacie Ludzkowskiej. Ta wyjaśniła, że karetkami kieruje centrum z Poznania, a nie dyrektor szpitala. System tak działa, że nawet gdyby przed bramą szpitala miał miejsce wypadek, to karetka forlanie nie może wyjechać, bo dyspozycje wydaje centrum pod 112.

Jeżeli łóżko córki Urbańskiej nie było poprawnie zaścielone, to nie dyrektor winien, a wszelkie pretensje trzeba było kierować do ordynatora oddziału, który zajmuje się jego organizacją. Prostowała twierdzenia przedstawicielki wojewody. Szpital ma na czas potrzebne leki. Oddział paliatywny działa, jest tam stale dwóch lekarzy, są jeszcze wolne miejsca. Wojewoda owszem przekazał szpitalowi na tlenownię 100 tys., bo tak zrobić musiał, ale i tak o 44 tys. za mało. W zysk szpitala nie wlicza się żadnych dotacji ni kredytów.

Gdy po tych wyjaśnieniach rewelacje Katarzynie Urbańskiej się wyczerpały, ta wstała, obraziła się i sugerując swe zainteresowanie stanowiskiem dyrektora obornickiego szpitala, opuściła posiedzenie.

Pani Katarzyna dzień później spotkała się z Małgorzatą Ludzkowską w sali sesyjnej podczas posiedzenia rady powiatu obornickiego. Nie doczekała punktu, w którym dyrektor lecznicy przedstawiła radnym sytuację szpitala, tylko wyszła najwyraźniej czegoś pobudzona, podeptała kwadransik po parkingu i cichutko zniknęła.

Wracając jednak do obrad Rady Społecznej SP ZOZ, po opuszczeniu ich przez przedstawicielkę wojewody, w sali zrobiło się znacznie spokojniej, atmosfera do swobodnej dyskusji wróciła, a zebrani zaczęli zadawać racjonalne pytanie.

Jednym z nich było to, jak otwarcie nowego szpitala dziecięcego w Poznaniu wpłynie na oddział dziecięcy w Obornikach. Małgorzata Ludzkowska stwierdziła, że nowy szpital w Poznaniu nie zabiera pacjentów Obornikom. Matki wolą mieć pociechy bliżej domu, sale są w Obornikach większe, przeszklone. Wciąż bywa na oddziale po kilkanaścioro dzieci.

Pytana o obłożenie oddziału paliatywnego wyjaśniła, że wciąż są tam wolne miejsca. Z jakiejś przyczyny pacjenci paliatywni omijają obornicką lecznicę, kierowani do innych ośrodków. Tymczasem w Obornikach warunki są doskonałe, a leczenie bardzo często skuteczne.

Obaliła twierdzenie, że pobyt na oddziale paliatywnym, to dla ciężko chorych onkologicznie ostatnie miejsce na tym łez padole. Na oddziale paliatywnym leczyło się 46 pacjentów w różnym stanie rozwoju choroby. Znaczna część chorych wraca do domów w stanie zdecydowanie poprawianym.

W całym szpitalu zmarło w ubiegłym roku 120 osób. Pamiętać jednak trzeba, że był covid, a chorzy często docierali do szpitala zbyt późno.

Spotkania takiej rady społecznej szpitala są bardzo pożyteczne, bo dają nie tylko wiedzę, ale też prostują i wyjaśniają to, co się czasem słyszy na mieście, a niekoniecznie jest prawdą.

Podobne artykuły