Radni całkiem bezradni, czyli gołaszyński impas

Radni całkiem bezradni, czyli gołaszyński impas

GOŁASZYN. Właściciel pięknej posesji, jak i połowy Gołaszyna, chce od gminy odkupić część rozwidlonej drogi, tę część, która wiedzie do jego działki i jego domu. W zamian utwardzi całą drogę i wydać by się mogło, że to dla mieszkańców Gołaszyna może być dobry interes, gdyż gmina mało znaczącej drogi do jedynego we wsi sklepu jeszcze długo nie utwardzi, a pan Wojciech i owszem.

Mieszkańcy Gołaszyna, głosami swych przedstawicieli w radzie sołeckiej, taki plan zaakceptowali z ochotą – co potwierdzono na piśmie. Jednak po kilku, nawet kilkunastu miesiącach, ponad setka owych mieszkańców wyraziła odmienne zdanie, nie godząc się na przekazanie panu Wojciechowi drogi.

Powodem sprzeciwu miało być „odcięcie im dostępu do rzeki”, a dokładnie do punktu widokowego na rzekę, bo do samej Warty w opisywanym miejscu i tak dostępu nie ma i raczej nie będzie.

O problemie Gołaszyna już informowaliśmy wcześniej, ale skoro rozwiązania go podjęła się komisja gospodarki i bezpieczeństwa rady miejskiej, to warto do sprawy powrócić.

Wspomniana komisja udała się bowiem osobiście w poniedziałek do Gołaszyna, by popatrzeć z punktu widokowego na rzekę i sprawdzić stan faktyczny sytuacji wsi.

Warty nie zobaczyli, bo z owego punktu widokowego można zobaczyć jedynie trawę na zboczu wału przeciwpowodziowego i co najwyżej rzekę sobie wyobrazić.

Członkowie komisji doszli do wniosku, że pismo z protestem mógł sprokurować ktoś, kto rzeki tam nigdy nie widział, a za to miał talent do namawiania, bo zdobycie ponad setki podpisów talentu wymaga. Komisja zmartwiona brakiem widoku na rzekę przeniosła się kilkaset metrów na drugi koniec osiedla, tam była ścieżka i można było dojść nią do samej rzeki i napatrzeć się na nią do woli.

Radni uznali więc wniosek odmowy sprzedaży panu Wojciechowi drogi za mało zasadny, bo nie ma to nic wspólnego w wyimaginowanym punktem widokowym.

Jednak decyzji o sprzedaży drogi nie podjęli i tu trzeba wyjaśnić. Pan Wojciech jest właścicielem tego wszystkiego co należało niegdyś do RKS Świerkówki. Ze dwa tysiące hektarów gruntu, urządzenia i budynki. Wśród nich świetlice w Świerkówkach i Gołebowie, o boiskach i placach zabaw nie wspominając.

Pozwala z tego dobra korzystać mieszkańcom Świerkówek, Gołębowa i Gołaszyna z dwóch głównych powodów. Po pierwsze, bo ma dobre serce i nie chce owych mieszkańców krzywdzić zabierając im co swoje. Po drugie, nie ma on wielkiego interesu w odzyskaniu swoich gruntów i tego co na tym stoi, bo to zaledwie maleńki procent jego posiadłości.

Członkowie komisji sugerowali, aby zamienić się z panem Wojciechem w stosunki jeden do jeden, proponując mu drogę wartą około 25 tysięcy w zamian za dwie świetlice i trzy place warte ponad ćwierć miliona. Pan Wojciech nie stworzyłby potężnego przedsiębiorstwa, którym sprawnie zawiaduje, gdyby się na taki interesy godził. Ponadto zaproponowali burmistrzowi, aby się z taką propozycją zwrócił do pana Wojciecha. Tomasz Szrama odmówił, bo nie chciał się ośmieszać.

Członkowie komisji brnęli więc dalej, coraz szybciej oddalając się od racjonalności, pragmatyzmu i zdrowego rozsądku. Zaproponowali burmistrzowi, by ten zwołał zebranie wiejskiej i raz jeszcze zapytał mieszkańców Gołaszyna, czy wolą miejsce widokowe bez widoku na rzekę, czy utwardzoną drogę do sklepu?

Tomasz Szrama odmówił po raz drugi. Jak wytłumaczył, byłoby to poważnym wykroczeniem i złamaniem zasad określonych w zaleceniach sanitarnych, czego mu robić nie wolno. Oświadczył: Gołaszyn zamieszkuje ponad 300 mieszkańców, a zgromadzić się może w reżimie sanitarnym jedynie 150. Samo więc zaproszenie wsi na spotkanie, byłoby złamaniem zasad, pod czym się nigdy nie podpiszę.

W tej sytuacji padła konkluzja. Skoro zebrania nie można zwołać, a przewodnicząca komisji chciałaby wiedzieć co autorzy pisma z podpisami mieli na myśli, to niech sołtys obejdzie ową setkę i wypyta ich o co chodzi.
Ten pomysł wydał się radnym niezbyt trafiony, więc go zmodyfikowali. Niech do sali sesyjnej dotrze paru przedstawicieli owej setki, pan Wojciech oraz władze Obornik z grupka radnych i tam ustala co i jak.

Na twarzach radnych pokazał się uśmiech radości na myśl o sytuacji, gdy będą ważnymi sędziemu sporu i naginali zwaśnione strony. Jest jednak pewien problem bo nie wiadomo kto miąłby reprezentować osoby, które podpisały się pod protestem. Jak owe osoby wyłonić i w jakiej liczbie. Mają ciągnąć losy czy wedle starszyzny? Wybrać do grona przedstawicieli wsi radykałów czy raczej osoby zachowawcze?

Ponadto czy pan Wojciech stawi się przed radnymi i zechce wysłuchać ich werdyktu, w co można już teraz zacząć poważnie wątpić.

Optymalnym wyjściem z tej nabrzmiałej w swej formie mocno ponad treść sprawie najlepiej by było, gdyby burmistrz załatwił rzecz całą z panem Wojciechem dla dobra gminy i z należnym wyczuciem, zanim pan Wojciech straci cierpliwość i jednym krótkim pismem pogoni ze swoich świetlic i gruntów dotychczasowych użytkowników świetlic, placów zabaw i boisk.

Podobne artykuły