Problemom śmieciowym wciąż nie ma końca

Problemom śmieciowym wciąż nie ma końca

OBORNIKI. W ubiegłym tygodniu informowaliśmy o zalegających śmieciach, z których to odbiorem powołana do tego firma najwyraźniej sobie nie radzi. Było wszystko w porządku, gdy śmieci wywoził Remondis.
W wyniku przetargu nowym operatorem śmieciowym na terenie gminy Oborniki jest firma SUEZ. Ta jednak niczego nie wywozi, bowiem scedowała to na swoich podwykonawców.

Wywozem części odpadów komunalnych zajmuje się spółka gminna PGKiM, odpady szklane i komunalne zabiera firma EKO-TOM, a ORDO zajmuje się odbiorem papieru i odpadów posegregowanych do żółtych worków i pojemników.

Te właśnie odpady zalegają najczęściej, a jeżeli są nawet wywożone, to bardzo nieterminowo.

Sypią się skargi, część do władz Obornik, część do przedstawicielki Związku Gminnego GOAP, o ile uda się ją zastać w siedzibie przy ulicy Lipowej.

Zapytany o tę sytuację wiceburmistrz Piotr Woszczyk wyjaśniał: Interweniuję i mam obiecaną poprawę. Kary pójdą swoją drogą, a cały problem polega na tym, że nowi wykonawcy nie znają terenu. Wykonawca dotychczasowy, jakim była firma Remondis, oddał teren Suezowi, a ten poza firmowaniem nie wykonuje bezpośrednio odbiorów, tylko poprzez innych wykonawców. Dodatkowo część frakcji wywozi PGKiM. Często rozmawiam z GOAP-em na temat tej fatalnej sytuacji.

Tu trzeba wyjaśnić, że wywozem odpadów z terenu gminy zajmuje się ZM GOAP i władze Obornik nie mają nad nim żadnej władzy. Nie mogą też przejąć żadnych czynności zleconych Związkowi Międzygminnemu. Gmina ma swego przedstawiciela w GOAP i jest nim wiceburmistrz. Ten może głosować za różnymi rozwiązaniami oraz składać skargi.

W tej sytuacji Piotr Woszczyk składa je i żąda nakładania na wykonawców wywozów kary porządkowe. Ci tłumaczą się brakiem znajomości terenu, choć nieznajomość topografii miasta dziwi szczególnie w dobie GPS-ów.
Faktem jest jednak, że gmina nie może tak do końca zasłaniać się tym, że powierzyła wykonanie podwykonawcy. Ma możliwości prawne egzekwowania praw swych mieszkańców.

Topografia to jedno, a zwyczajna niechlujność, niefrasobliwość oraz brak nadzoru drugie. Pan Piotr z ul. Powstańców Wlkp. napisał do naszej redakcji: Od prawie dwóch miesięcy borykamy się na osiedlu z problemem śmieci przeznaczonych do segregacji.

Problem pojawił i pogłębiał się w momencie spalenia pojemników na odpady segregowane. Na początku nie było nikogo odpowiedzialnego za usunięcie spalonych pojemników. Po ich usunięciu i po kilku telefonach do administracji osiedla, spalone pojemniki zostały usunięte, w ich miejsce dostarczono na początku września trzy pojemniki, a następnie dostawiono kolejne trzy pojemniki.

Niestety, nikt ich do tej pory ich nie opróżnia. Ponadto te kilka pojemników, to raczej zbyt mało na taką ilość bloków przy ulicy Powstańców. Proszę o zajęcie się tym problemem, my mieszkańcy nie mamy już pomysłu, co z tym problemem począć i do kogo się zwrócić o pomoc.

Jednak zaniedbywani mieszkańcy gminy nie muszą być wcale bezsilni. Według wykładni mecenasa Jerzego Kozerskiego z kancelarii Grzybkowski Guzek i Partnerzy: Opłata za wywóz śmieci ma charakter daniny publicznoprawnej. Nie można domagać się jej obniżenia na tej tylko podstawie, że GOAP nie wywiązuje się z nałożonych na niego ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Można jednak wystąpić o odszkodowanie lub zadośćuczynienie.

Można wystąpić o odszkodowanie za koszt usunięcia śmieci na własną rękę, można też żądać zadośćuczynienia za szkodę niemajątkową, jaką są bez wątpienia negatywne przeżycia wywołane zalegającymi śmieciami.
Przyznaje to sam ZM GOAP ustami inspektor Związku Międzygminnego Moniki Iwańskiej: Mieszkańcy mają prawo dochodzić swoich praw przed sądem, ale zdaniem związku roszczenia nie będą zasadne.

Wspominany wcześniej prawnik uważa, że: Pozwy od pojedynczych osób, choćby z racji kosztów obsługi prawnej, mogą nie mieć sensu. Jednak w sytuacji firm, wspólnot mieszkaniowych czy spółdzielni wydaje się to całkiem prawdopodobne. Jeśli GOAP nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, pomimo złożonych reklamacji, taka wspólnota mogłaby zlecić zabranie śmieci prywatnej firmie, a zwrotu poniesionych kosztów domagać się sądownie od GOAP-u.

Włóczenie się po sądach w sprawie zalegających śmieci to już ostateczność, zostają więc skargi. Od początku września wpłynęło do GOAP już 5,5 tysiąca reklamacji dotyczących braku odbioru odpadów.

Ile ich trafiło do uszu przedstawicielki Związku rezydującej w Obornikach, tego nie wiadomo. W minionym tygodniu jej w ogóle nie było, a zastępująca ją koleżanka z Murowanej Gośliny tłumaczyła, że nic nie wie, bo nie jest stąd i nie zna miasta.

Aby to tłumaczenie usłyszeć, trzeba było odstać w sporej kolejce na schodach do budynku PGKiM przy ulicy Lipowej, gdzie przedstawicielka GOAP rezyduje. W południe stało tam 15 osób i większość odeszła z kwitkiem.

Z relacji naszych czytelników wynika jeszcze jeden problem. Są to odpady zielone, których jesienią pojawia się w przydomowych ogrodach szczególnie dużo. Odpady nie mieszczą się w brązowych kubłach, a worków w brązowym kolorze śmieciarze nie odbierają.

Nie ma innego wyjścia jak ładować je na przyczepki lub do bagażników i wieźć do PSZOK. Tam znowu problemy. PSZOK jest czynny jedynie cztery razy w tygodniu. Wpuszczane są dwa pojazdy, reszta czeka w kolejce na zewnątrz, aż ci wewnątrz rozładują swoje odpady.

Tak kręci się ten śmieciowy kołowrotek, a mieszkańcy Obornik pytają, kiedy zapanuje nareszcie porządek. Od zmiany odbiorcy śmieci minął już grubo ponad miesiąc, więc czas na stabilizację.

Podobne artykuły