Ludzie listy piszą…

Ludzie listy piszą…

POWIAT OBORNICKI. Nikt nie lubi tak donosić jak Polak na Polaka, twierdzą Europejczycy i najwyraźniej coś w tym jest.

Podczas weryfikacji ubeków, ci bili się w piersi, że nikogo nie werbowali do informowana, bo chętni do donoszenia ustawiali im się sami w kolekcie.

Dziś nie jest tak bardzo inaczej. Piszą do władz wszelakich, skarżą się i donoszą.

Burmistrz Obornik, Tomasz Szrama, składa donosi do specjalnej szuflady, by mieć na długi dni przyszłej emerytury coś wesołego do poczytania. Zabawne jest w tym to, że skargi na postępowanie burmistrza Obornik często są wysyłane do… burmistrza Obornik.

Inni włodarze mają podobnie. Podobnie mają też miejscy rajcy, raz bardziej lubiani, raz mniej.

Radny gminy Ryczywół Roman Trzęsimiech z racji postawy opozycyjnej wobec obecnie rządzących w gminie co jakiś czas otrzymuje anonimy. Ostatni z nich odnosił się do aktualnej sytuacji w jego gminie.

Co prawda forma języka – jak twierdzi radny – do złudzenia przypomina tę, którą do dzisiaj posługują się brazylijscy potomkowie XIX w. emigrantów z Polski, ale da się to przeczytać. Czyta zatem z uporem i czeka na kolejne tego typu perełki, publikując je w mediach społecznościowych.

O skargach i doniesieniach często informują opozycyjni radni rady miejskiej Rogoźna. Tam jednak nikt nic nie publikuje, więc trzeba na słowo wierzyć w istnienie owych skarg i doniesień.

Gdy burmistrz Roman Szuberski zastanawiał się nad lokalizacją masztu z flagą narodową fundowaną gminie przez rząd, zanim ogłosił swoją decyzję, już do jednego z radnych opozycji pisali różni mieszkańcy, że lokalizacja jest niewłaściwa, bowiem są lepsze.

Bywały też skargi publiczne, choć często żenujące i wręcz obsceniczne. Mieszkanka Obornik skarżyła się podczas sesji rady miejskiej, że burmistrz nie pozwolił jej opchnąć kupionego za grosze od gminy mieszkania z ominięciem przepisów i naruszeniem prawa, a jej była szefowa, to nic nie robi tylko je cukierki.

W Rogoźnie pewien dżentelmen skarżył się na żonę, co mu odeszła do innego, a z nim już nic a nic. Jako świadków swej krzywdy przywiódł na sesję swoich rodziców i miał żal do burmistrza, że ten na to spokojnie patrzy.

Takich przykładów mamy dziesiątki i tylko jedną pociechę, że sztuka epistolarna dzięki donosom wciąż nie umiera.

Podobne artykuły