Kłopoty z Arrivą –  po wypadkach autobusów tego przewoźnika w Warszawie. Czy spółka wygra przetarg w Obornikach aż na siedem lat?

Kłopoty z Arrivą – po wypadkach autobusów tego przewoźnika w Warszawie. Czy spółka wygra przetarg w Obornikach aż na siedem lat?

OBORNIKI, WARSZAWA. Cała Polska obserwowała wiszący autobus komunikacji miejskiej, który wypadł z warszawskiego mostu Grota Roweckiego. Jak zostało już oficjalnie potwierdzone, kierowca był pod wpływem amfetaminy. Zginęła jedna osoba, a kilkadziesiąt zostało rannych.
Nim opadł kurz, kolejny kierowca autobusu miejskiego skasował inne samochody będąc pod wpływem pochodnej efedryny.

Oba autobusy należały do spółki Arriva, która zajmuje się także komunikacją w gminie Oborniki.

Warszawski ratusz zawiesił współpracę z firmą Arriva, obornicki magistrat będzie niebawem oceniał oferty potencjalnych przewoźników, z którymi chce podpisać umowę na najbliższe siedem lat.

Czy wydarzenia warszawskie odbija się echem na obornicki przetarg? Jest zbyt wcześnie, by to dziś ocenić.

Optymalnym wyjściem byłaby oferta jakiejś obornickiej firmy przewozowej, ale żaden z obornickich przewoźników nie ma nawet w przybliżeniu takiego taboru, ni odpowiedniego potencjału, by do tego rodzaju zadania przystąpić. Władze gminy muszą przeprowadzić przetarg i wybrać najtańszą z ofert, inaczej naruszą porządek prawny i przetarg przestanie być ważny.

Co zrobić, gdy przetarg wygra spółka Arriva?

Z jednej strony dwa podobnego rodzaju wypadki w Warszawie, a z drugiej fakt, że spółka obsługuje wiele miast i nic podobnego się tam nie wydarzyło.
Jak już wcześniej informowaliśmy, Arriva to brytyjska spółka zajmująca się transportem publicznym. W Polsce funkcjonuje głównie jako przewoźnik autobusowy. Działa na kilkunastu rynkach w Europie, i choć została założona w 1938 r. w Wielkiej Brytanii, to jest własnością niemieckiego giganta transportowego Deutsche Bahn.

Swoje usługi Arriva świadczy na 12 rynkach europejskich, zatrudnia ponad 47 tys. osób. Firma chwali się, że przewozi rocznie 1,5 mld pasażerów za pomocą pociągów, autobusów i tramwajów. Autobusy stanowią największą część jej floty. Jej roczne przychody szacowane są na ok. 3 mld euro, czyli ok. 13,2 mld zł.

W Polsce Arriva, w postaci spółki Arriva Bus Transport Polska, funkcjonuje od 1998 r. W naszym kraju rozwijała się m.in. poprzez przejęcia kilkunastu lokalnych przedsiębiorstw PKS (w Łańcucie, Sanoku, Kędzierzynie-Koźlu, Mielcu czy Toruniu). W 2010 r. spółka przejęła także grupę Veolia Transport Polska.

W latach 2013-2019 Arriva zawiesiła jednak działalność w kilkunastu polskich miejscowościach z powodów ekonomicznych, m.in. w Mielcu, Kętrzynie, Sanoku czy Prudniku.

Do Obornik trafiła po ogłoszeniu bankructwa spółki, która wykonywała usługi transportowe na obornickim rynku niedoszacowawszy właściwie kosztów owej działalności. Przejęła komunikację gminną na zasadzie umowy tymczasowej opartej na prawie unijnym, dopuszczającym przejęcie usług po bankrucie.

Teraz stara się o siedmioletni kontrakt na przewozy komunikacji gminne i powstaje pytanie, czy jest powód aby się bać?

Zapytaliśmy o to znawcę tematu, wiceburmistrza Piotra Woszczyka.

Przypadki z Warszawy skłaniają przede wszystkim do pytania, czy i jak rozwiązać problem wynagradzania kierowców. Niezależnie czy miasto zleca usługi w przetargu jak w Obornikach, czy ma „własną” spółkę, która realizuje zadanie na rzecz miasta/gminy zawsze jest problem wydatków budżetowych. Kontraktowanie przez spółki zewnętrzne powoduje zdecydowany spadek kosztów, choćby z uwagi, że nie musimy inwestować ciągle w tabor i utrzymywać bazy. Oborniki, szykując się do nowego przetargu, bardzo wnikliwie analizują sytuację. Wierzymy też w możliwość zainteresowania lokalnych firm przetargiem, rzecz jasna bardzo dużym, ale i jego atutem jest czas trwania. Dodatkowe wymogi w zakresie wchodzących przepisów środowiskowych oraz pewności co do autobusów, które przejeżdżają miliony kilometrów nie ułatwiają zadania nikomu.

Po tym wyjaśnieniu wiceburmistrza można ze spokojem czekać na rozstrzygniecie przetargu, w którym udział weźmie prócz spółki Arriva firma Mobilis.

Gdyby tak jeszcze któryś z lokalnych przewoźników zdołał sprostać wymogom, a trzeba na sam tabor wydać kilkanaście milionów, to byłoby jeszcze milej.

Podobne artykuły