Gdy ktoś zginie, to się naprawi sygnalizację?

Gdy ktoś zginie, to się naprawi sygnalizację?

OCIESZYN. Przejazd pod wiaduktem w Ocieszynie był bardzo niebezpieczny, bo brak widoczności i zabezpieczeń już co najmniej raz doprowadził tam do zderzenia pociągu z samochodem.

Monitowana o poprawę bezpieczeństwa kolej przyznała, że warto by tam postawić choć światła ostrzegawcze, ale musiałaby to sfinansować choć w połowie gmina.

Skutek był taki, że gmina ufundowała częściowo drogie światła i te zostały zamontowane.

O tym, jak działają, poinformował radny Henryk Brodniewicz, który w tej sprawie interweniował: Te światła tak szaleją, że byłem zmuszony dzwonić na numer alarmowy, bo było non stop czerwone, a gasło, gdy jechał pociąg. W odpowiedzi usłyszał diagnozę, że to chyba wina czujki!

Henryk Brodniewicz nie kryje, że wolałby usłyszeć raczej datę naprawy sygnalizacji i to wcześniejszą niż potencjalnie kolejny wypadek.

Podobne artykuły