Festiwal dań i wysokich cen

Festiwal dań i wysokich cen

OBORNIKI. W sobotę przyjechały do Obornik food trucki i zostały tam jeszcze przez niedzielę. W ramach festiwalu szybkich potraw serwowanych wprost z mobilnych lodówek i kuchni na obornickich Żwirkach pojawili się ci, co ostatnio mobilni gastronomicy oraz dojechało kilku nowych.

Było kolorowo i niewątpliwie smacznie. Organizatorzy zadbali także o najmłodszych. Stanęły stoliki z krzesełkami oraz malowankami i kredkami.

Obok stanęły dmuchane zamki, niestety płatne i to całkiem słono. Drożyzna była głównym tematem odwiedzających festiwal. Wielu oglądało i wracało do domów. Stosunkowo niewielu siadało do przekąsek.

Jeden ze sprzedających zachęcał do czytania menu. Takie czytanie jest darmowe, na razie, bo nie wiadomo co będzie niedługo.

Wybór potraw był generalnie duży, a królowały jak zwykle pierożki i hamburgery. Mielone kotlety w bułce ukazywały się pod różnymi nazwami i w towarzystwie przeróżnych dodatków.

Ceny dla wielu były wręcz porażające, bo gdy przyszła rodzinka z dwójką dzieci, to portfel trzeba było mieć gruby. Jeżeli zasadą ulicznego jedzenia jest szybkość przygotowania i taniość, to w tym przypadku ten drugi warunek się w żaden sposób się nie sprawdzał.

Aby nie być gołosłownym, prezentujemy tu przekrój cen za potrawy serwowane na festiwalu food trucków na Żwirkach.

Za pan boazi, czyli chińskie bułeczki z różnymi nadzieniami, trzeba było zapłacić 35 złotych. Lemoniada cytrynowo-pomarańczowa kosztowała 12 złotych za plastikowy kubeczek. Burgery o nazwach brzmiących z wiejska, sprzedawane w wersji „duży” kosztowały od 34 do 42 złote. Najmniejsze burgery u innego sprzedawcy kosztowały od 26 do 30 złotych.

U Gruzina można było spróbować pierożki chinkali z rosołkiem w środku, które kosztowały od 22 do nawet 39 złotych za porcję. Nieco dalej kusiły zapiekanki w cenie od 32 do 37 złotych, a przecież to tylko kawałek bułki paryskiej z sosem pomidorowym, serem i różnymi tanimi raczej dodatkami. Food truck Mała Odessa serwował pierożki typu pielmieni. Dziewięć takich pierożków kosztowało zależnie od nadzienia od 28 do 38 złotych.

Frytki belgijskie sprzedano w dwóch rozmiarach – małe po 12 złotych i duże po 17 złotych. Tyle za ziemniaka nikt jeszcze chyba nie płacił, bo za tyle to można mieć ich cały worek, a jak ktoś chciał do tego ziemniaka sos do pomaczania, to trzeba było dopłacić jeszcze 3 złote.

Pomimo cen trudno było sobie odmówić w gorący dzień tajskich lodów, przygotowywanych od podstaw w zaledwie trzy minuty. Bogatą ofertę miał browar Amber, ale tylko ofertę, bo kupujących trudno było mu znaleźć.

Nie dziwi niestety niewielka frekwencja. W niedzielę około 13-tej, więc w porze obiadowej, naliczyliśmy… ośmiu jedzących. Stoliki dla dzieci i dmuchane zamki świeciły pustkami, jeżeli nie liczyć bileterów ze stoperami w dłoniach.

Jeżeli porównać ten ubiegłotygodniowy festiwal z tym pierwszym, jeszcze na obornickim Rynku, różnice widać we wszystkim.

Festiwal Food trucków czy każdy inny festiwal jest w letni dzień sam w sobie poszukiwaną atrakcją. Jednak panie i panowie organizatorzy opanujcie się z tymi cenami!

Podobne artykuły