Burmistrz Szrama wciąż zawieszony

Burmistrz Szrama wciąż zawieszony

OBORNIKI. Burmistrz Tomasz Szrama tkwi nadal w zawieszeniu i coraz więcej wiadomo w tej sprawie.
Jak już informowaliśmy, głównym zarzutem miały być domniemane nieprawidłowości w przetargu na remont dawnych Konsumów milicyjnych przy ulicy Jagiellońskiej. Pierwszy przetarg został odwołany z powodu oferty wyższej o 200 tysięcy ponad kwotę zabezpieczoną w budżecie gminy. Drugi przetarg także burmistrz unieważnił, choć tym razem przekroczenie przez oferenta kwoty w budżecie wyniosło 40 tysięcy. Tomasz Szrama zlecił ogłoszenie trzeciego przetargu i w tym miejscu warto się na moment zatrzymać.
Do urzędu miejskiego w Obornikach zwróciła się Prokuratura Wojskowa w Poznaniu z zapytaniem o to, ile właściwie było tych przetargów na dawne Konsumy? Prokuratura posiada w swych aktach dokumenty dotyczące dwóch przetargów, a ponoć był trzeci.
Gdy jeden z urzędników potwierdził, że był i trzeci przetarg, na dodatek skuteczny, prokuratura poprosiła o przygotowanie dokumentów także z tego przetargu. Prosili o niewysyłanie ich pocztą, obiecując odebrać je osobiście.
Sprawa przetargu miała mieć wątek dotyczący szkody obornickiego przedsiębiorcy budowlanego, który nie wygrał przetargu. Tymczasem ów przedsiębiorca mówi, że takiej szkody nie zgłosił. Twierdzi, że niczego nie utracił, więc pretensji do urzędu ani burmistrza nie ma.
Obecnie pojawił się wątek dotyczący nieprawidłowości w dysponowaniu funduszami sołeckimi przez obornickich sołtysów.
Tu już trudniej burmistrza obronić. Bywało tak, że umowy najmu świetlic sołtysi dostarczali do urzędu nawet trzy tygodnie po najmie. Zdarzyło się, że umowa miała datę niedzielną. Tomasz Szrama powinien takiej umowy nie podpisać, zostawiając opieszałego sołtysa w opałach. Niestety, pogroził palcem, ale z dobroci serca umowę podpisał. W prawie i przepisach nie ma pojęcia „dobroć serca”, jest za to pojęcie fałszowanie dokumentu lub potwierdzenie nieprawdy. Co prawda, ani gmina ani państwo nic przez to nie straciło.
Czasami któryś z sołtysów, mogąc bez żadnych procedur wydać tysiąc złotych, wydawał dwa, dzieląc zlecenie. Kupując dwa stoły po tysiąc złotych każdy, musiałby uzyskać dane o cenach takich mebli w dwóch, trzech źródłach, a potem wybrać najtańsze. Prościej było kupić jeden stół w poniedziałek, drugi we wtorek i po kłopocie. W tym przypadku obowiązkiem burmistrza było taką fakturę odrzucić, zostawiając sołtysa ze stołami. Co tymczasem zrobił Tomasz Szrama, łatwo zgadną ci, którzy go znają. Pogroził palcem, pouczył, ale fakturę podpisał. Niestety, można i z tego postawić zarzut.
Jest powiedzenie, że jeśli się ma miękkie serce, to trzeba mieć twarde siedzenie. Pasuje ono do tej sytuacji jak ulał. Z drugiej strony, zdaniem wielu obornickich samorządowców, zawieszanie burmistrza z takich powodów jest zupełnie nieadekwatne do skali niedopatrzeń. Gdyby zawieszano – jak mówią – w każdej takiej sytuacji burmistrza, wójta czy prezydenta, to w Polsce skończyłyby się samorządy.
Burmistrz Tomasz Szrama wciąż czuje się burmistrzem Obornik. Chętnie spotyka się z mieszkańcami, odwiedza tych, których odwiedzać czasu zwykle nie miał. Choć nie może podpisywać dokumentów, doradza, kieruje i działa. Niedawno można go było spotkać na wyspie w Łazienkach, gdy obserwował budowę wiaty, albo podczas nieformalnej narady na temat podniesienia bezpieczeństwa pieszych na ulicach Obornik.
Urząd miejski pracuje normalnie. Obowiązki Tomasza Szramy przejęli zastępujący go Piotr Woszczyk oraz sekretarz gminy Krzysztof Nowacki. Nie ma żadnych zaległości czy niedociągnięć. Jednak wyraźnie brakuje w urzędzie, mieście i gminie formalnej obecności Tomasza Szramy.
W rozmowach często słychać: Jak wróci burmistrz, to…; lub: Szkoda, że nie ma burmistrza, bo można by…
Kilka jego pomysłów musi poczekać, kilka jego planów odłożono na później, bo bez ich autora trudno je realizować. Prokuratora Wojskowa, zawieszając Tomasza Szramę, jakby trochę zawiesiła też gminę i jej mieszkańców.

Podobne artykuły