Awantura o halę w szkole, która wypuszcza na świat pokraki

OBORNIKI. O tym, że zespół szkół – zwany wciąż tradycyjnie „zawodówką” – nie ma sali sportowej, wiadomo jest od ponad ćwierć wieku. Młodzież odbywa w niej lekcje wuefu korzystając z boiska, stadionu czy sali przy straży pożarnej. Hala sportowa, choć niewątpliwie potrzebna, stała się teraz przede wszystkim monetą przetargową dla lokalnych polityków. 

Przed poprzednimi wyborami pochwalono się zakupioną za niemal 100 tysięcy dokumentacją na nowoczesną salę sportową. Politycy ruszyli do wyborów z salą na transparentach. Opłaciło się. Sala, jak niepotrzebny już gadżet wyborczy, wylądowała w koszu na śmieci. 

Ale niebawem znów będą wybory. Rozpoczęła się więc gra salą. Tym razem pojawiła się na transparentach lewicy. Do radnych Molskiego i Netera przyłączył się Przemysław Gronostaj (Samoobrona), bo nie ma jak na razie innego wsparcia w wyborach. Jan Molski, jako członek zarządu, nie zdołał wprowadzić do budżetu środków na budowę, jednak udało mu się zabezpieczyć 250 tysięcy rezerwy celowej, będącej w dyspozycji zarządu. Co prawda skarbnik obiecała, że w tym przypadku cała rada będzie decydować o inwestycji, jednak Kazimierz Zieliński (PSL) wyraził obawę, że za te pieniądze zarząd zacznie budowę, a potem postawi radę przed faktem dokonanym. Sytuację uspokoił nieco starosta Wańkowicz twierdząc, że to starczy tylko na dokumentację. 

Członek lokalnych władz SLD, dyrektor szkoły Waldemar Molski, wspierany przez wiceprzewodniczącego partii Netera, oświadczył podczas spotkania, że nie jest synem swego ojca, lecz funkcjonariuszem publicznym i zaraz szybko policzył: do naszej szkoły uczęszcza 700 uczniów razy dwoje rodziców to… Tu trzeba przyznać, że dobrze zna wyborczą matematykę.  

W sukurs przyszedł Gronostaj, powiewając gotowym „planem budowy” sali za „maleńkie” półtora miliona złotych. Dokument był kartką z informacją, iż za kwotę 1,490 mln zł brutto firma Tomasza Kubonia z Kowanówka wybuduje salę po kosztach, rezygnując z dochodu. Warunkiem jest budowa już w pierwszej połowie przyszłego roku, bo potem ma się poprawić koniunktura i sypnąć intratnymi zleceniami. Druga kartka to był rysunek podłogi z obietnicą, iż będzie się ona wentylować pod wpływem biegania. Gronostaj rozdał owe kartki i szybko wyszedł z sali. 

Kazimierz Zieliński przypomniał, że zarząd miał pozyskać pieniądze na salę z zewnątrz. Zapewnił, że jego komisja jest pozytywnie ustosunkowana do samej idei budowy. – Chcemy tylko, by zarząd pozyskał środki z zewnątrz. Myśl tę kontynuował Waldemar Molski: przyszliśmy tu, bo mamy wrażenie, że jesteśmy wśród osób dobrze życzących oświacie. Naszym zdaniem zapał wokół szkoły jednak ostygł. Mamy wiedzę, że nasz powiat jest biedny. Byliśmy dotąd cierpliwi. 

Następnie znów zabrał się do liczenia: za starosty Żuromskiego projekty bilansowały się nawet do 6 mln. Wskazywali mu źródła finansowania sali z zewnątrz. W zaszłym roku było już tylko 5 mln. Komisja społeczna była u nas, ale z propozycją półtora mln. Teraz słyszę, że jest problem z 250 tysiącami. Uważam, że gdybyśmy dostali swoją subwencję w całości, to by sala stanęła w dwa lata. 

Tu głos zabrał niechętny od pewnego czasu lewicy ex-starosta Antoni Żuromski, po raz pierwszy oficjalnie wyjawiając przyczynę swej nieprzychylności wobec zawodówki. –  Szkoła ta powstała w czasach komunistycznych i nie wiadomo po co. Była inna filozofia nauczania, bo w warsztatach mieli się uczyć. Młodzież winna być sprawna fizycznie, by potem iść na rusztowania. Potem wyjaśnił, że szkoła ta nie musi uczyć innych rzeczy, niż zawodu. Uczniowie powinni być jednak na tyle silni, by nie pospadać z dachów.

Waldemar Molski nie zareagował, lecz oddał głos swemu zastępcy Rezlewiczowi. Ten niemal natychmiast ostro i bez ogródek skrytykował radnych. Mówił i łajał. Gdy Paweł Bździak (SiG) wyprosił sobie obrazę, Rezlewicz skrytykował władze powiatu, iż te nie podjęły współpracy z gminą podczas budowy sali w Objezierzu. Oświadczył: mam cztery fakultety i znam się na tych sprawach najlepiej. Oberwało się też mediom, które nie radzą się go, co mają pisać: ukazują się w prasie różne artykuły, a ja nie widzę redaktorów u mnie w szkole, więc piszą głupoty wyśmiewając salę balonową.  

Zarządowi powiatu i radnym Rezlewicz zarzucił:  nie byliście przez 15 lat w stanie podjąć żadnych decyzji, co do sali. Nie możemy robić zielonych lekcji, bo nie wiemy, co tam będzie planowane. Widząc zdumioną minę starosty przypomniał mu: nie mamy tu Afryki i jest zima, więc po trawie biegać nie mogą. Na koniec rzucił do całego zarządu: chcecie zarżnąć złotą kurę i rozbić jej złote jaja, a dyrekcja jest poniżana na łamach prasy. Sala to prysznice, a uczniowie nie mają się gdzie przebrać, a ja powinienem zmienić nazwisko z Frąckowiak na David Coperfield. Pouczył też radę, jak ta ma myśleć i przyznał, że wicedyrektorem jest on całkiem przypadkowo. 

Wańkowicz ochłonął pierwszy i skwitował to krótko: przyszedł pan i naubliżał radnym, a tyle fakultetów pan niby ma i jest niby taki mądry. To mógłby pan skończyć jeszcze jeden fakultet – z kultury. Zieliński uprzedził Rezlewicza, że takim wystąpieniem wprowadził zniechęcenie, co do pomysłu budowy sali. Przypomniał mu: to nie opozycja rządzi, a  Molski jest w zarządzie. Nie odrzucaliśmy sali i nie odrzucamy, ale chcemy poznać możliwości finansowe ze środków zewnętrznych. Skoro kosztorys jest na półtora, a mamy ćwierć miliona, to pytamy, skąd reszta. 

Bździak poparł starostę słowami: Konrad, nie tędy droga, czujemy się urażeni. Konrad Rezlewicz przeprosił i dalej pytał dlaczego jest, jak jest. Po czym znów przeprosił.

Krzysztof Paszyk (PSL) przyrównał szpital z wuefem w zawodówce i wspomniał o odpowiedzialności. – Trzeba się martwić raczej o szpital, czy bez pomocy powiatu utrzyma minimum kontraktacji. Żuromski powątpiewał, czy Rezlewicz coś zrozumiał z jego wypowiedzi. Przypomniał: są wybory i sprawa sali robi się polityczna. By nie stracić jednak sympatii owych półtora tysiąca wyborców, których wyliczył Molski, dodał: nie jestem przeciw sali, ale pytam o środki. Neter zaś zapytał: czy my, jako nauczyciele, mamy kształcić osoby chrome? Paszykowi zagroził, że trafi do szpitala. Rezlewicz oświadczył na koniec z całkowitą powagą:  nasza szkoła wypuszcza na świat pokraki. 

Tutaj znów głos zabrał Zieliński, kończąc utarczki słowami: rozmawiamy niepoważnie. Budżet jest jaki jest i jako radni, obojętnie gdzie zasiadamy, musimy znać jego konstrukcję. Narada się skończyła a w kuluarach usłyszeliśmy jeszcze jedno zdanie. – Była szansa na wspólne szukanie środków na salę. Jednak wystąpienie Rezlewicza tę szansę całkiem zniweczyło. Posiedzenie komisji zarejestrowaliśmy i będzie można jego fragmenty obejrzeć w TV Oborniki na stronie www.oborniki.com.pl. 


Okładka najnowszego numeru Gazety Obornickiej

Szczenięta 
owczarka niemieckiego
Informacje pod numerem telefonu
509 400 305

Sprzedam działkę budowlaną 2000 m,
pełne media, 
ul. Owocowa Oborniki
tel. 602 571 861,
507 142 755
724 016 319


TANI WĘGIEL
PROMOCJA

Skład opału w Rożnowie poleca:
– Węgiel Kamienny Kostka
LUZ
– Węgiel Kamienny Orzech
Worki LUZ
– Ekogroszki Węgla Kamiennego Worki LUZ
– Miał z Groszkiem Luz
Ekogroszek składujemy w suchym, zamkniętym pomieszczeniu
Rożnowo ul. F. Mickiewicza 5
CENY PROMOCYJNE!!
Nie przepłacaj! Zadzwoń!
Tel. 502 612 399 lub 600 371 366
Transport powyżej 1 tony na terenie gmin 
Oborniki, Rogoźno i Ryczywół GRATIS!


Układanie parkietów, podłóg i paneli,
cyklinowanie, polerowanie bezpyłowe
Oborniki tel. 669 934 242


REDAKCJA

Gazeta Powiatowa Ziemia Obornicka. Tygodnik Informacyjny, Kulturalny i Społeczny. Ukazuje się w każdy wtorek od 1991 roku. Wydawca: Handel-Druk-Kolportaż. ISSN 1427-5848.

Reklamy i ogłoszenia
Dorota Misiorna: tel. 660 875 525, dorota@oborniki.com.pl.

Redaktor naczelny: Marek Misiorny,
tel. 517 146 753.

Mail do redakcji: gazeta@oborniki.com.pl.