Ten chodnik, to nie chodnik?

Ten chodnik, to nie chodnik?

RYCZYWÓŁ. W ubiegłym roku informowaliśmy na naszych łamach o problemie wąskiego chodnika wzdłuż ulicy Czarnkowskiej, na środku którego stoi na domiar złego znak „stop”.
Jak pieszy szczuplutki, to się sprytnie prześliźnie. Gdy raczej tęższy, przejdzie tam z problemem, ale prawdziwy kłopot mają matki pchające wózki ze swymi pociechami. Znak sterczy w chodniku od lat, mamy przeciskają się z wózkami jezdnią, a najtęższa głowy pracują nad rozwiązaniem tego problemu. Radny powiatowy z Ryczywołu Michał Bogacz uzyskał już dawno zgodę właściciela budynku przy znaku, aby przenieść zawalidrogę wraz z mocowaniem na mur.
Droga jest w gestii władz powiatowych, więc problemem zajął się starosta Waldemar Cyranek i wyjaśnił, dlaczego od tylu lat problem rury w chodniku istnieje. – To nie jest takie proste. Trzeba wykonać projekt, opisać sytuację i ustalić, gdzie ten znak ma stanąć. To musi potrwać, a trzeba jeszcze zasięgnąć opinii policji. Jeżeli ta opinia będzie pozytywna, wtedy będzie można przystąpić do zmian – tłumaczył radnym ryczywolskim podczas ubiegłotygodniowej sesji. Jeżeli mogło się wówczas wydawać, że kwestia znaku pociągnie się przez kolejne lata, nagle problem rozwiązała radna Anna Nowicka. Oświadczyła (a może zażartowała), że ów chodnik nie jest chodnikiem, a ustawienie tam znaku „stop” było konsultowane, a tak zwany „chodnik” został utwardzony betonową kostką, aby nie rosły tam chwasty.
Choć wygląda, jak każdy chodnik, to nim nie jest, bo ma tylko połowę wymaganej przepisami szerokości.
Tu trzeba wyjaśnić, że obecne przepisy nakazują budować chodniki o szerokości minimum dwóch metrów, co określa w swym rozporządzeniu z dnia 2 marca 1999 r. Minister Transportu i Gospodarki Morskiej. Owe normy nie dotyczą dróg wybudowanych przed rokiem 1999, bo większości węższych chodników poszerzyć się nie da.
Wśród siedzących w sali sesyjnej informację o chodniku, który chłodnikiem nie jest, „kupił” chyba jedynie radny Adam Sobociński, który stwierdził, że: Trzeba tam postawić znak zakazujący wejścia na to miejsce pieszym. Wtedy piesi znak zobaczą i przejdą na drugą stronę ulicy.
Myśl Sobocińskiego podchwycił starosta Cyranek, proponując mu: Proszę złożyć wniosek o taki znak, wtedy się ustosunkujemy. Jak ktoś tam pójdzie, a dostanie mandat, to będzie nasza wina. Wolimy więc mieć to na piśmie.
Tak całkiem serio wąskich chodników, zwłaszcza na starówkach miast, jest tyleż samo ile szerokich. Przykładem może być ul. Powstańców w Obornikach, niedaleko wiaduktu, czy ulica Ogrodowa lub kilka podobnych w Rogoźnie, gdzie także jest wąski chodnik. Tamte różnią się od ryczywolskiego tylko tym, że nie sterczy w żadnych z nich rura ze znakiem.
W rozmowie z naszą redakcją starosta Waldemar Cyranek obiecał zająć się osobiście problemem zawalidrogi.

Podobne artykuły