Debatowali o obornickiej służbie zdrowia

Debatowali o obornickiej służbie zdrowia

OBORNIKI. Z inicjatywy radnych Renaty Małyszek i Andrzeja Walkowskiego (PiS) podczas ostatniej sesji rady miejskiej Obornik odbyła się debata na temat stanu i kondycji obornickiej służby zdrowia. Według inicjatorów debaty: Długie terminy u specjalistów, kolejki od samego świtu na zapis do lekarza, to codzienność osób chorych.
Renata Małyszek wyliczyła: Mieszkańcy pytają o lekarzy, o szpital oraz o przychodnie, bo tak o świcie o 6 rano trzeba odstać na dworze, nawet 90-latka musiała przybyć sama do lekarza, bo nikt nie liczył się z jej sytuacją rodzinną. Krytykowali: Oczekiwanie od 6 do 7:30 na numerek. Potem do domu i znów czekanie. Dotyczy to dwóch przychodni, a pacjenci chcą usprawnienia. Czy można coś z tym zrobić?
Andrzej Walkowski stwierdził: Najważniejszy jest dostęp do specjalistów. Do przychodni się dzwoni, nikt nie odbiera. Jeden z uczestników dysputy skarżył się na swoją sytuację w rodzinie. Chwalił za to przychodnię w Poznaniu i w Suchym Lesie, z których chętnie i bez problemu korzysta.
Odpowiadał im kierownik referatu skarg w pilskim oddziale NFZ: Są postępowania, są środki, białe plamy na mapie usług medycznych są systematycznie wypełniane i choć jest dobrze, to lepiej nie będzie, bo wszystkim się nie dogodzi. Gdy powstaje nowa poradnia, to pacjenci nadal stoją w kolejce do tej starszej, bo się przyzwyczaili. Jako przykład podał poznański szpital ortopedyczny im. Degi: Tam się chorzy kierują, a kolejka jest tam bardzo długa. Natomiast w Obornikach na zabiegu ortopedyczny kolejka jest kilka razy krótsza. Trzeba pytać, gdzie będzie krócej. NFZ się stara znaleźć takie miejsca. Jest informacja o lekach, których brakuje, na stronie NFZ jest prosty portal informacyjny kierujący na konkretne terminy do lekarzy specjalistów. Warto z tego korzystać.
Andrzej Walkowski przyznał, że korzystał z rehabilitacji w Galerii Młyńska, a po jej zakończeniu kolejny termin dostał za rok, podczas gdy w sąsiednich gminach oczekiwani trwa tylko miesiąc, a w nieodległym Poznaniu jeszcze krócej. Aż chciałoby się zapytać, to po co czekać rok na to, co można uzyskać niedaleko i niemal od ręki?
Pan Tomasz z NFZ zapewniał: Fundusz monitoruje sytuację, ale gdy jedna gmina dostanie środki, to druga ich nie dostaje. Poradnie w gminach składają konkretne zapotrzebowania, a Fundusz stara się je realizować.
Podczas gdy dwójka radnych krytykowała służbę zdrowia ogółem, radny Marek Lemański skrytykował ją w szczególe. Co prawda zaczął od oświadczenia, że: Utworzenie przez rząd sieci szpitali okazało się błędem, doprowadzając je do zadłużenia. Potem przeszedł do problemu osobistego dotyczącego spółki lekarskiej Medix. – To przychodnia największa, ale ma kiepskie warunki. Ciasno tam i bez klimatyzacji. Gorsze od tego jest chamskie i niekulturalne zachowanie jednej z pań, zwłaszcza wobec osób starszych.
Wtórowała mu Renata Małyszek: Medix ma złą organizację. Osoba starsza chce sama jechać do lekarza, ale nie ma jak, a lekarz nie przyjedzie. Można zmienić lekarza, ale nie każdy pacjent chce, bo ma zaufanie do swojego. Na koniec pani Renata przyznała, że sama zmieniła już przychodnię i jest z niej bardziej rada.
Doktor Renata Siwecka z Medixa na początek przeprosiła Lemańskiego, w imieniu firmy, za doznane tam ujmy. Obiecała też poprawę organizacji pracy w swojej placówce. Następnie zachęcała do rejestracji on-line. Wyjaśniła, że: Pracownicy pokierują pacjenta, trzeba jedynie założyć sobie kartę elektroniczną. Przychodnia zatrudnia sześciu lekarzy. Przyjmują od 8 do 18. Zaczynają o 7:30, pacjenci przed 7 już stoją. Po co stać na deszczu i chłodzie? Rejestracja wydaje po 30 numerków na każdego z lekarzy. Nie odsyłamy nikogo do wieczorynki. Jak kto woli jednak iść tam, to jego sprawa. Są dwie rejestratorki, odbierają telefony. Czasem przez telefon rejestrują, a pacjenci się złoszczą, że nie oni są pierwsi mimo czekania od świtu. Zapotrzebowania na leki przełożyliśmy na inną godzinę, by nie blokować recepcji. Żadne skargi do nas nie docierają, więc chyba nie jest źle? Mimo tego, obiecała pracować nad dalszą poprawą obsługi pacjentów.
Błażej Pacholski skrytykował dla odmiany przychodnię Vita KK. Krytykował istniejący w niej system obsługi, a także sam wystrój. – Byłem pierwszy w kolejce, a często wchodziłem kilkunasty. Nie wiem czemu służy rejestracja? Ludzie czekają na lekarza, a lekarz się spóźnia. Obsługa przed wizytą jest tak fatalna, że wypiszę się i wybiorę Poznań.
O ile był krytyczny w stosunku do lekarza pierwszego kontaktu, to już szpital bardzo sobie chwalił: Jak babcia złamała rękę w łokciu, a dobiega setki, musiałem wozić ją od lekarza i do rentgena na wózku. Przez to zwiedziłem szpital i jestem nim zachwycony. Babci tak się tam spodobało, że nie chciała wracać do domu, bo w szpitalu była lepsza obsługa.
Podczas całej debaty o służbie zdrowia, szpital w krytyce zawsze omijano, co najwyżej padały pytania dotyczące opieki paliatywnej, o której wiele mówiono, a której jak nie było, tak nie ma i raczej nie będzie, bo okazało się to jedynie pobożnym życzeniem.
Przedstawiciel NFZ wyjaśnił: Opiekę paliatywną mamy w Wielkopolsce zabezpieczoną do roku 2022 przez cztery wyznaczone do tego szpitale. NFZ nie ma planów, by cokolwiek w tym układzie zmieniać, bo wymóg takiej opieki jest zabezpieczony w 100%, a nawet więcej. Dwa z tych podmiotów mają jeszcze wolne miejsca, a skoro tak jest, to kolejny podmiot nie ma już sensu. Dyrekcja NFZ zna problem Obornik i rozumie, że każdy chciałby mieć do takiej opieki blisko. Ośrodek opieki paliatywnej najlepiej lokować jest w każdej gminie. To jednak jest kwestia środków.
Wicestarosta Waldemar Cyranek miał zdanie odmienne: Byliśmy u dyrektor Pachciarz, rozmawialiśmy o potrzebie paliatywu w Obornikach, liczymy na oddział, liczymy na panią dyrektor, która nas przyjęła bardzo ciepło. Jest światełko w tunelu.
Mniej optymizmu wykazała starosta Zofia Kotecka: To światełko w tunelu wciąż jest niedościgłe. Z paliatywem jest zabawa w kotka i myszkę. Złożyliśmy wniosek na karetkę, ale odpowiedź odmowna. Czekamy teraz na wyrok sądu, a wyroku wciąż nie ma. Mam wiedzę, że w innych krajach też nie jest wszystko dobrze. Pewien Niemiec czekał na wizytę u laryngologa aż miesiąc.
Wreszcie głos zabrała dyrektor SP ZOZ Małgorzata Ludzkowska: Agnieszka Pachciarz potwierdziła nam, że ośrodek opieki paliatywnej w Obornikach by się przydał. Na koniec września miał być konkurs, ale go nie będzie. Mieliśmy obiecane, choć 10 łóżek. Te cztery placówki to najbliżej Chodzież i Poznań. Mamy tam daleko.
Mogło to być zaskakujące dla osób, które codziennie jeżdżą do Poznania do pracy, bo dla nich to nie jest daleko. Małgorzata Ludzkowska nie kryła, że chce, aby zabrano kontrakty dwóm szpitalom, które ich nie wykonały i przeniesiono je do Obornik. Będzie interweniowała w Warszawie, bo są, w jej opinii: Jakieś prywatne animozje.
To, co mówiono podczas debaty o opiece paliatywnej, można włożyć miedzy strony niekończącej się opowieści. Ważniejsze było oświadczenie pani dyrektor w sprawie dostępności do lekarzy. Małgorzata Ludzkowska stwierdziła: Kolejek do specjalistów i na zabiegi w Obornikach nie ma.
W szczegółach wyglądało to tak: Kontrakt endokrynologii został już wykonany, są nadróbki i kierujemy pacjentów do innych placówek. W szpitalu w kolejkach się nie czeka. Wydaje się numerki i przestrzeganie ich likwiduje kolejki. Paru specjalistów przyjmuje przed południem, bo tak chce płatnik. W rejestracji są cztery panie, a jak nie odbierają telefonów, to znaczy, że biegają. W czasie dwóch lat były tylko cztery skargi w NFZ. Jeżeli kolejki są
(te co ich nie ma – dop. red.) winni są pacjenci, bo nie słuchają lekarzy, a przychodzą kiedy im wygodnie. Wielu blokuje kolejkę, korzysta gdzie indziej, a miejsca nie zwalnia. Szpital ma miejsce na dodatkowe poradnie, ale po wstępnych rozmowach specjaliści twierdzili, że do nas przyjdą, a jak przyszedł czas konkursu, to lekarze zrezygnowali. Wolą przyjmować u siebie i trzech poradni w Obornikach nie będzie. Nie będzie neurologa czy dermatologa. Jak się komuś nie podoba jego przychodnia, to w szpitalu może zostać przyjęty na określona godzinę, bez kolejek. Do Obornik z Czarnkowa kierują na ginekologię, dziecięcy, położnictwo z neonatologią, bo tam szpital zamknął trzy oddziały. Okoliczne szpitale są zadłużone, powiaty do nich dokładają miliony, a tylko obornicki sam sobie radzi.
Podczas wygłaszania ostatniego zdania pani dyrektor wyraźnie zerkała w stronę obornickich starostów.
Radni nie mieli pytań do dyrektor Ludzkowskiej, a jedynym wyjątkiem był przewodniczący Obornickiej Rady Seniorów Eugeniusz Kierstan, proszący ją o wyjaśnienie, czym różni się SOR od izby przyjęć. Małgorzata Ludzkowska wyjaśniła: SOR do oddział ratunkowy, gdzie specjaliści diagnozują, opatrują, a pacjent nie musi trafić na oddział. SOR musi mieć choć cztery łóżka. Taki SOR w Obornikach nie powstanie, bo brak jest lądowiska. Jeżeli jest sytuacja przymusowa, to pomagają strażacy. Najbliżej SOR jest w szpitalach w Szamotułach, Wągrowcu i na Lutyckiej w Poznaniu. Oddział przyjęć to miejsce, gdzie lekarz diagnozuje pacjenta i kieruje go na oddział na choćby parę godzin aż problem ustanie.
Debata ma temat stanu obornickiej służby zdrowia nie wniosła absolutnie niczego i można by ją nazwać czystą stratą czasu. To, że ktoś kogoś gdzieś obraził, komuś nie podoba się jakaś przychodnia, a innemu podoba się szpital, to żadne tematy na poważną debatę.
Jedyne co udało się z pewnością ustalić, to że mądry człowiek nie czeka na lekarza tam gdzie go nie ma, ale jedzie tam, gdzie lekarza zastanie. Że chętka na dochodową opiekę paliatywną zostanie tylko chętką bez większych szans na powodzenie. Ustalono też, że lekarz specjalista wybierze na miejsce pracy gminę, do której dotrze z domu w kwadrans i zrezygnuje z tej, gdzie trzeba jechać ponad godzinę. Na koniec udało się wypracować myśl, że gdy ruszy kolej metropolitalna łatwiej będzie dotrzeć choremu do lekarza albo lekarzowi do pacjenta.

Podobne artykuły