Budynek szkoły w Lipie do wyburzenia

Budynek szkoły w Lipie do wyburzenia

LIPA. Podczas prac związanych z budową kanalizacji we wsi Lipa zauważono, że w nieużywanym budynku dawnej szkoły pękł mur i to wzdłuż wszystkich trzech kondygnacji.
– Jesteśmy w fazie ekspertyzy dotyczącej stanu szkoły w Lipie. Koszt remontu byłby wysoki. Trzeba będzie szkołę rozebrać. Niestety jest to zabytek, więc będzie z tym kłopot. Do czasu decyzji, szkoła będzie wymagała zabezpieczenia, co spowoduje kolejne koszty. Budynek nie wróci już do stanu pierwotnego. Mam nadzieję, że Wojewódzki Konserwator Zabytków wyrazi zgodę na rozbiórkę. Wcześniej trzeba będzie odzyskać ubezpieczenie za szkodę – oświadczył wójt Henryk Szrama.
Szkoła ma już swoją historię. To budynek powstały po odzyskaniu niepodległości w ramach budowy serii „czerwonych szkół”. Budowano je z czerwonej cegły, bardzo szybko. Budynek nigdy nie był funkcjonalny. To, że przetrwał tak długo dobrze świadczy o sztuce ówczesnych budowniczych. W roku 2012 rada gminy podjęła decyzję, że szkołę trzeba zlikwidować, bo stara, droga, dzieci w niej uczy się niewiele i to najsłabiej w całej gminie, jeżeli nie w powiecie. Uczniowie szkoły oraz dzieci z przedszkola miały trafić do Ludom, a ówczesny wójt zadecydował o stopniowej likwidacji placówki z datą końcową lato 2014.
Od tego czasu nikt z rządzących nie miał pomysłu na budynek szkoły. Gdy podczas prac ziemnych wody gruntowe zmieniły odwieczne cieki, a do tego doszły wibracje spowodowane zagęszczaniem gruntu, ściana od podwórza pękła na całej swoje długości.
Jest to spory kłopot, ale i wybawienie od innego kłopotu. Teraz nie trzeba się już zastanawiać nad przyszłością budynku, a jedynie wydać nań wyrok i zlecić rozbiórkę.
W gminie zniknie problem, a działka pod szkołą może uzyskać w przyszłości dobrą cenę. Gmina i tak już dostała od ubezpieczyciela 37 tysięcy złotych, a jest to dopiero początek starań o pełne zadośćuczynienie finansowe za stratę.
Czas goni też z innego powodu. Ściana ma widoczne odchylenie od pionu i gdyby się zawaliła, to stałaby się zagrożeniem dla znajdującej się w pobliżu szkoły przepompowni.
Nadszedł też czas innych rozliczeń. Choć co do winy wykonawcy prac ziemnych wątpliwości nie ma, to są wskazania także na współwinnych. Prezes Przedsiębiorstwa Komunalnego Krzysztof Garnetz uważa, że już na etapie planowania kanalizacji planista dopuścił do błędu i ma swą winę w tym, co się później zdarzyło.
Szymon Chmielewski, młody radny z Lipy, który historii szkoły raczej nie zna, okazał się być bardzo krytyczny wobec przeniesienia przedszkola z Lipy do Ludom. Twierdził: Lepiej, by przedszkole zostało w Lipie, bo wtedy by budynku nie uszkodzono. Stwierdzenie na równi niedorzeczne, jak i bezsensowne, bo jak odpowiedziała mu na nie radna Monika Olech: Uszkodzenia szkoły nikt wcześniej nie planował. Co by jednak było, gdyby przedszkole zostawało w Lipie, a budynek i tak by pękł. Dzieci zostałyby z dnia na dzień bez dachu nad głową.
Rozwiązania przeniesienia przedszkola wójt nie krytykuje. Decyzji nie krytykował też Łukasz Krzyśko. Był też w kontrze do radnego, gdyż utrzymanie przedszkola kosztuje znacznie, a w Lipie byłoby drożej. Monika Olech mówiła: Dobra to była decyzja, bo szkoła by pękła i gmina by musiała rozwiązać problem. Inny radny był także krytyczny, bo radny nie myśli o kosztach utrzymania przedszkola w Lipie, bo i nie zna szkoły.

Podobne artykuły