Wyniki naszych sond internetowych Czy pójdziesz na jesienne wybory samorządowe? TAK - 41 NIE - 27 6 września 2010 - 26 września 2010 Czy władze wojewódzkie powinny wybudować już w przyszłym roku obwodnicę północną Obornik? TAK - 301 NIE - 40 16 sierpnia 2010 - 5 września 2010 Czy tegoroczne Dni Obornik były imprezą udaną? TAK - 175 NIE - 209 4 lipca 2010 - 15 sierpnia 2010 Czy Bronisław Komorowski wygra ponownie na Ziemi Obornickiej w drugiej turze wyborów? TAK - 216 NIE - 115 21 czerwca 2010 - 3 lipca 2010 Czy Oborniki są dobrze przygotowane na przyjęcie "wielkiej wody"? TAK - 268 NIE - 857 19 maja 2010 - 13 czerwca 2010 Czy Oborniki i Rogoźno należycie uczciły Prezydenta Kaczyńskiego i pozostałe ofiary katastrofy w Smoleńsku. TAK - 175 NIE - 113 12 kwietnia 2010 - 16 maja 2010 Czy nie przeszkadza ci, że wieczorami i w święta z Obornik trzeba jeździć po pomoc lekarską do Rogoźna? TAK - 329 NIE - 74 22 marca 2010 - 4 kwietnia 2010 Czy radni wojewódzcy uchwalą budowę obwodnicy Obornik w 2010 roku? TAK - 38 NIE - 127 8 marca 2010 - 21 marca 2010 Czy Anna Rydzewska jesienią po raz trzeci zostanie wybrana burmistrzem Obornik? TAK - 233 NIE - 221 23 lutego 2010 - 7 marca 2010 Czy wójt Gacek z Ryczywołu jesienią po raz drugi wygra wybory? TAK - 114 NIE - 77 8 luty 2010 - 22 luty 2010
|
 | | OBORNIKI TV |
Podczas gdy reprezentacja Polski rozgrywała swoje spotkania, Lech Poznań rozegrał sparringowy mecz z Wełną Rogoźno. Największą gwiazdą był Bartosz Bosacki. Nie wszedł on jednak na boisko, ale rozdawał autografy i robił zdjęcia ze swoimi fanami. Wynik 11:1 dla Lecha.
 | | NUMER 659 - TEMATY |
 | | W NAJNOWSZYM NUMERZE |
◊
Bogdan i wujek w jednym stali domu. Bogdan po prawej, a wujek po lewej.
Mieszkanie Bogdana W. dzieliła od mieszkania jego wuja zaledwie szerokość korytarza. Obaj krewni mieszkali w pałacu w Gołaszynie, a wygód tam nie było. Tak naprawdę ich lokale były tylko dawnymi pokojami podupadłego gmaszyska.
Bliskość wuja była 36-letniemu Bogdanowi bardzo na rękę, bo nie lubił spędzać czasu ze swą starą, schorowaną matką. Co innego gościna u wuja. Tam zawsze było coś do wypicia, zaś obaj należeli do wyjątkowych amatorów różnorakich nalewek babuni i win owocowo-siarkowych.
◊
Nie inaczej było 23 sierpnia. Pili od dłuższego czasu. Jak długiego, nie udało nam się ostatecznie dowiedzieć, bo szczęśliwi ponoć godzin nie liczą. Wuj siedział plecami do okna, a Boguś na wprost, patrząc raz na wuja, raz na zbierające się za oknem chmury.
Tu trzeba dodać, że pan Bogdan pijał zdecydowanie "na smutno". Pogarszająca się pogoda potrafiła tak bardzo go dosmucić, że aż mu się żyć odechciewało. Rok temu, tak mniej więcej o tej samej porze, patrząc w niebo wpakował sobie w pijanym zwidzie w brzuch nóż kuchenny, aż po samą rękojeść. Mężczyzna wyzdrowiał, lecz humor mu się nie poprawił.
◊
W podobnie pieskim nastroju pił też i tym razem. - Niedługo będzie znów zima, trzeba będzie palić w piecu, jakiś węgiel zamiast nalewki trzeba będzie kupić... - wymieniał powoli wuj, a panu Bogusiowi znów żyć się odechciewało.
Podczas, gdy wuj kontynuował listę niedogodności, jaki niesie za sobą zmiana pory roku, Bogdan W. podszedł do okna i wypatrzywszy tam solidny hak do wieszania karnisza, zawiązał na nim swój pasek od spodni, zrobił w nim pętlę i wsadził w nią głowę.
Wuj kontynuował rozmowę popijając, a Boguś, obsunąwszy się w dół z krzesła, zawisł na tym pasku.
Wuj mówił i mówił. Czasem nasłuchiwał, czy aby Boguś czegoś nie wtrąca, ale nie słysząc jego słów lub sądząc, że coś tam słyszy, mówił dalej.
◊
Rozmawiał tak z wiszącym Bogusiem przez całe dwa dni. Przysypiał nieco, nalewał i gadał dalej.
Wreszcie zaniepokojony brakiem odpowiedzi odwrócił się wreszcie ku oknu i zobaczył wiszącego Bogusia. Miał sino-zieloną twarz i z całą pewnością już nie żył.
Zerwał się tedy wuj, chwycił za nóż i wspiął z nim na krzesło. Odciął biedaka, którego bezwładne ciało upadło na podłogę, tłukąc przy tym szybę. Całkiem bezsensownie, jakby dla zatarcia śladów, obcięty pasek wyrzucił przez okno na podwórze i dopiero potem ruszył po pomoc.
Przybyli lekarz, policja i pani prokurator. Tą ostatnią zaintrygowała plama krwi na parapecie. Przez jakiś czas zastanawiała się nad udziałem wuja w śmierci pana Bogdana. Ostatecznie po przesłuchaniu ustalono, iż nie miał on ze śmiercią wiele wspólnego, jeśli zapomnieć o tym, że jej nie zapobiegł. On sam twierdził, że przez dugi czas tkwił w przekonaniu, że Boguś gdzieś tam trzeźwieje i bawił go rozmową. Nawet nie przypuszczał, że przez dwa dni mówił do nieboszczyka.
Niegdyś w pałacach mieszkali krzewiciele kultury narodowej. Dzisiaj nierzadko jest wręcz odwrotnie. Jak będzie w przyszłości? Tego pan Bogdan już się nie dowie. Pozostała po nim tylko marna pamięć i stara, schorowana matka.
|