Jarmark przez wielkie „J”

Jarmark przez wielkie „J”

OBORNIKI. Niedzielny Jarmark Świąteczny był tak udany, że nawet aura nie miała odwagi kaprysić i zapowiadany wcześniej deszcz nie dotarł nad obornicki Rynek.
Od wczesnego przedpołudnia było tam rojno, kolorowo i świątecznie. Symbole świąteczne grały główną rolę, więc w wielkim namiocie członkowie Stowarzyszenia Historycznego Grodu Radzim „produkowali” z jedliny i świerczyny choinki, ozdoby i inne elementy świątecznego wystroju. W namiocie obok uczniowie Zespołu Szkół w Objezierzu dekorowali i uczyli dzieci dekorować pierniczki. Nieco dalej uczennice tej samej szkoły serwowały gorący barszczyk i pierogi z kapustą oraz grzybami, dokładając do każdej porcji promienny uśmiech. Warto tu dodać, że szkoła w Objezierzu jest jedną w najaktywniejszych w całej chyba Wielkopolsce, a jej stoisk nigdy nie zabrakło na żadnej masowej imprezie. Nauczyciele i uczniowie promują swą szkołę doskonałymi wyrobami własnej kuchni i dziełami własnych kuchmistrzów.
To nie jedyna szkoła wystawiająca świąteczne przysmaki czy ozdoby. Obok stanęły namioty Liceum Ogólnokształcącego z Obornik, obornickiej „trójki” i zespołu Szkół w Rożnowie. Po drugiej stronie Rynku ulokowały swoje stoiska koła gospodyń wiejskich z Tłukaw, z bardzo smaczną lokalną ofertą, z Uścikowa czy Górki. To ostatnie stoisko przypominało przytulną kawiarenkę, a uścikowianki przybrane w swe tradycyjne fartuszki zachęcały do próbowania własnych wyrobów.
Pani Maria z Ogrodów im Dobrzyckiego nie tylko pokazywała własne ozdoby, ale też tłumaczyła jak się je robi. Warte zatrzymania się choć na chwilę było też stoisko Spółdzielni Socjalnej „Uciec Dystrofii” Rabbuni, prezentujące ozdoby świąteczne i dekoracyjne wykonane przez własnych członków.
Głodnych karmiła restauracja Markus, był stragan z góralskimi serkami i podobny z „serami nizinnymi” o ile można tak nazwać twarogi korytowskie. Dla spragnionych było gorące reńskie winko z korzeniami i cytrusami, grzane przez firmę Luwina z Rożnowa.
Można by jeszcze długo wymieniać dziesiątki stoisk, było ich bowiem wiele i bardzo różnorodnych.
Pomiędzy stoiskami przechadzały się anioły na szczudłach i święci Mikołaje. – Tylko jeden z nich był autentyczny, bo miał prawdziwą brodę – twierdziła pani Mariola z Agroturystycznej zagrody w Sycynie mówiąc o panu Ryszardzie, na co dzień wypiekającym pyszne sycyńskie chleby, a tego dnia częstującego dzieci słodyczami.
Na dzieci czekała prawdziwa karuzela atrakcji. Jedną z nich była prawdziwa karuzela wenecka, wciąż pełna mniejszych i nieco większych obywateli Obornik. Przygotowano stoiska dla żywych zwierząt (były w nich lamy) oraz wspaniałe występy skrzatów i leśnych duszków. Ze sceny płynęła muzyka, a skrzaty zabawiały dzieciarnię jak mogły. Zabawa była pyszna i żadne z dzieci nie mogło się skarżyć na nudę.
Organizatorom Jarmarku udało się wyeliminować wszelkie stoiska handlowe „nie na temat” świąt i chwała im za to. Na płycie Rynku było pełno gości, a jednocześnie panował ogromny porządek. Nad całością dominowała tradycyjna choinka, choć w tym roku zupełnie inna od poprzedniczek. Była wielka, osadzona na specjalnej konstrukcji i wyjątkowa. Robiła wrażenie i zbierała pochwały.
Uczestniczy sobotniego wyjazdu dzień wcześniej na podobny Jarmark do Torunia twierdzili zgodnie, że torunianie mogliby się wiele od oborniczan nauczyć. Ich jarmark był mały, mdły i bez wyrazu, jaki miał dla odmiany Jarmark obornicki, okazały, żywy, zdobny muzyką, animacjami i bardziej świąteczny.

Podobne artykuły