Postrzelony kombajnista cierpi i jest więcej pytań niż odpowiedzi

BOGDANOWO. W poprzednim numerze Ziemi Obornickiej przekazaliśmy zasłyszaną informację o myśliwym, który wybrał się na dzika, a postrzelił kombajnistę.
Po artykule skontaktowała się z nami rodzina rannego, przedstawiając wersję, jakoby inicjatorem polowania w kukurydzy był sam rolnik, który dostrzegł podczas prac polowych dzika i powiadomił o tym fakcie znajomego myśliwego. Myśliwy z Rogoźna miał przybyć niezwłocznie na pole. Podczas odstrzału owego dzika rykoszet zranił w nogę rolnika pracującego na kombajnie. Ze zranioną nogą odwieziono go do szpitala. Jego rana jest na tyle poważna, że trzeba było wykonać już cztery zabiegi.
Ci, którzy informowali nas o tym, że strzał został oddany z kabiny kombajnu mają silny argument, iż nie może być mowy o rykoszecie na polu kukurydzy. Nie ma tam bowiem żadnych elementów metalowych, o które mógłby się odbić pocisk. Byłoby to możliwe jedynie wówczas, gdyby myśliwy strzelał w stronę kombajnu, myląc go, na przykład z dzikiem. To jednak nie wydaje się być możliwe w przypadku doświadczonego strzelca. Myśliwy nie mógł pomylić kombajnu z dzikiem, ani strzelać do niezidentyfikowanego celu. Jedyną możliwością mógł być strzał z samego kombajnu, oddany bez kontroli i niefortunnie.
Obie wersje bada obecnie policja. Jak poinformowała nas rzecznik komendy powiatowej policji starszy sierżant Izabela Leśnik: Myśliwy posiadał wszystkie niezbędne uprawnienia. Obaj panowie byli też trzeźwi. Policja prowadzi w tej chwili czynności wyjaśniające całe to zdarzenie. Są przesłuchiwani świadkowie. Broń myśliwego została zabezpieczona do badań.
Jeżeli się ostatecznie wyjaśni kto i gdzie był w czasie fatalnego strzału, poinformujemy o tym czytelników.

Podobne artykuły