Kombajnem za dzikiem?

BOGDANOWO. Pewien handlarz żelastwem z Rogoźna rodem, najwyraźniej znudzony do cna swą robotą, postanowił poszukać adrenaliny. Był myśliwym, miał strzelbę i sporą kolekcję naboi, więc ruszył na polowanie. Postanowił zorganizować sobie tym razem safari.
Safari w Rogoźnie raczej sensu nie miało, wpadł więc na szatański pomysł, by strzelać do zwierza z pędzącego za nim pojazdu. Od znajomego usłyszał, że w podobornickim Bogdanowie pojawiły się. paskudne, żarłoczne i warte strzału dziki. Ponadto żerują na polach, a to dla safari znacznie lepsze niźli polowanie w lesie, bo jak po lesie pędzić pojazdem?
Jesienny chłodek i grząska gleba utrudniały szarżę przez kukurydzą autkiem, zdecydował się na pojazd bardziej podchodzący, znaczy się…kombajn. Myśliwy wsiadł w pełnym rynsztunku do kabiny kombajnu, prowadzonego przez 30-letniego syna swego znajomego, zawołał – naprzód, na zwierza! i ruszyli.
Pędzący kombajn, wypłoszył dzika obżerającego się bezwstydnie kukurydzą, myśliwy wypatrzył intruza i wydał na niego wyrok. Chwycił strzelbę, załadował, przeładował, próbował się złożyć… ale jak tu przyjąć pozycję do strzału w jednoosobowej kabinie kombajnu, w której są dwie osoby i broń z długą lufą?
Kombinując, jak ten przysłowiowy koń pod górkę, nawet nie zauważył, jak kombajn podskoczył i broń wypaliła. Pocisk wystrzelony w zamkniętej kabinie uderzył raz czy dwa rykoszetem o jakiś metal i na końcu paskudnie rozharatał nogę kombajniście.
Dzik oddalił się gdzieś spokojnie przeżuwać, kombajnista trafił do szpitala z poważną i zagrożoną zakażeniem raną nogi, a myśliwy ruszył wprost przed oblicze prokuratora. Fakt, że czasami człowiek robi z nudów dziwne rzeczy, ale tak idiotycznego pomysłu jak polowanie z kukurydzianego kombajnu dawno nikt nie wymyślił.

Podobne artykuły