Sąsiedzki spór o zapachy z próbą szantażu w tle?

Sąsiedzki spór o zapachy z próbą szantażu w tle?

GMINA OBORNIKI. Pan Jędrzej mieszka wraz z żoną i dzieckiem w Poznaniu, a z zawodu jest hodowcą. W Wychowańcu prowadzi gospodarstwo, nazwane przez siebie folwarkiem. W nim ma hodowlę trzody chlewnej.
Hodowla idzie mu dobrze, równie dobrze radzi sobie z całym gospodarstwem zaprojektowanym i zorganizowanym na miarę XXI wieku, z największym bodaj w całym powiecie osadnikiem na to, co po świnkach zostaje i brzydko śmierdzi. Zbiornik może pomieścić gnojówkę z 11 miesięcy, w ilości 4,6 tys. metrów sześciennych. Nowoczesna chlewnia wygląda bardziej jak supermarket – przystrojony zielenią z klombem z róż i innym kwieciem.
Osiągnął w chlewni już maksymalną wydajność i bez nowego budynku dalej farmy rozwijać prawidłowo nie może. Dotąd trzymał świnki do wagi 50 kilogramów. Potem przenosił je do innego budynku, gdzie odbywał się tucz.
Szło mu dobrze, ale do czasu. Pewnego dnia w budynku pojawił się ogień i go zniszczył – pisaliśmy o tym na naszych łamach. Nie ustalono przyczyny pożaru, ale uparty pan Jędrzej zgliszcza odbudował.
Ma w folwarku także stary zabytkowy budynek hodowlany, w którym nie może jednak trzymać pięciu tysięcy sztuk trzody, bo skropliny źle działają na chlewnię, panoszy się grzyb, więc dla zwierząt to zdrowe nie jest.
Problemem tego typu hodowli są zapachy, głównie gnojowicy. Pan Jędrzej magazynuje ją we wspomnianym, ogromnym zbiorniku, z którego odbierają ją rolnicy do nawożenia swych pól. Przed takim pobraniem trzeba włączyć mieszadło i wtedy prawie cała wieś wie, że podjechał kolejny beczkowóz, bo odór rozchodzi się niemiłosiernie.
Od wiatru zależy do jakiej części Wychowańca, a nawet Popowa smrodek dociera, bo gdy jedni sąsiedzi go czują inni twierdzą, że nie.
Tak czy inaczej, smrodek stał się przyczyną sąsiedzkiego protestu, który przeniósł się do gmachu urzędu miejskiego.
Pan Jędrzej złożył w urzędzie wniosek o wydani mu warunków budowy nowej chlewni, do której chciałby przenieść trzodę. Ma być ona nowoczesna i bardziej odsunięta od zabudowań wsi.
Do urzędu przybyło także dwudziestu mieszkańców Wychowańca i Popowa, żeby zaprotestować przeciwko wydaniu mu tych warunków w ogóle lub choćby do czasu, aż śmierdzieć przestanie.
Pan Jędrzej wydaje się człowiekiem bardzo ugodowym i tak też o sobie mówi. Chce minimalizować przykre zapachy, o ile mieszkańcy będą go rzetelnie informować, gdzie śmierdzi i kiedy. To pozwoli mu na ułożenie programu redukcji odorów. Jednym z punktów tego programu byłoby przykrycie zbiornika z gnojówką. Koszt takiej pokrywy, to ponad 100 tysięcy złotych, więc musi mieć pewność, że to coś da. Ma też wydajny system wentylacji, który może uzupełnić montażem dyfuzorów, które wyziewy z kominów rozrzedzą, wyślą wyżej i rozproszą.
Bez informacji od sąsiadów trudno mu się zdecydować na potężne inwestycje o wątpliwym skutku. Tak przynajmniej tłumaczył to radnym, zebranym na posiedzeniu komisji gospodarki i bezpieczeństwa publicznego rady miejskiej.
Sąsiedzi twierdzą, że zapach czuć każdego dnia, zależnie od kierunku wiatru. Gorącym latem nie mogli otwierać okien. Urzędnik z obornickiego magistratu jest wśród tych, którym zapachy chlewni utrudniają życie. Inny mieszkaniec wsi mieszka 850 metrów od świniami i czuje odór tylko wtedy, gdy wieje wiatr zachodni. W kolejnym przypadku mieszkaniec Wychowańca niczego nie czuje. Najstarszy z mieszkańców przyznał, że śmierdzi mu tylko raz w roku, choć mieszka 400 metrów od chlewni.
Najbliżsi sąsiedzi pana Jędrzeja prowadzą hotel dla ludzi i zwierząt. Ich klienci narzekają na intensywny zapach, co dla agroturystyki dobrą wizytówką z pewnością nie jest. Inna sprawa, że hotelarstwem sąsiedzi zajęli się, gdy hodowla już istniała, więc mocno zaryzykowali. Mają też działki budowlane, ale zapach czyni je, w ich opinii, bezwartościowymi. Chcą, aby sąsiad nadal hodował trzodę, ale swojej produkcji nie rozwijał.
Pan Jędrzej przyjął te warunki i zapewnił, że hodowli nie powiększy: Nadal będzie ta sama obsada, ale w nowym budynku, by było łatwiej i lepiej. Potrzebuję do tego dwa razy więcej miejsca, aby świń nie przenosić. – Osiągnąłem już maksymalną wydajność i bez nowego budynku dalej farmy rozwijać nie mogę. Obecny budynek się nie nadaje, bo są skropliny i panuje wilgoć oraz problem z zagrzybieniem. Obsada chlewni pozostanie nadal ta sama, ale w nowym budynku – powiedział.
Według gminnych urzędników budowlanych, wydających warunki zabudowy: Nasza opinia jest pozytywna. Ilość planowanej trzody jest zgodna z przepisami i może tam być prawie 6000 jednostek dorosłych zwierząt. Mieszkańcom wsi nie podoba się zapach świń. Brak jest jednak ustawy odorowej, co nie pozwala nam ocenić intensywności zapachu. Oni twierdzą, że jest to inwestycja uciążliwa, a gmina nie ma podstaw do przyjęcia protestu, bo gospodarstwo już od dawna istnieje. Inwestor przeniesie produkcję z jednego budynku do drugiego. Ma też umowy z rolnikami na wywóz gnojowicy na 300 hektarów pól, więc my formalnie nie mamy żadnych zastrzeżeń.
Mieszkańcy Popowa i Wychowańca w znaczącej części inwestycję popierają. Dziesięć osób podpisało nawet zgodę w tej kwestii.
Pan Jędrzej twierdzi, że zapachy niweluje w chlewni ruchoma podłoga i odpowiednia wentylacja, która rozwiewa zapach kominami na kalenicy, choć o to właśnie mieszkańcom chodzi, by ich nie rozwiewać. Życie z zapachem gnojowicy w sąsiedztwie nie jest z cała pewnością przyjemne. Sąsiadka pana Jędrzeja ma problem z wywieszeniem prania, sąsiad ma astmę i źle mu się oddycha.
Inna rzecz, że gdzieś te świnki hodować jednak trzeba, a wieś wydaje się być na to miejscem najodpowiedniejszym. Pan Jędrzej ma wszystkie pozwolenia, może hodować i nikt mu tego nie zabroni. Jednak problem jest we współżyciu międzysąsiedzkim.
Mieszkańcy wsi żądają, by pan Jędrzej zamieszkał razem z rodziną w Wychowańcu, pan Jędrzej odmawia, bo żona pracuje w Poznaniu. Deklaruje, że zadba o zmniejszenie odoru. Cały ten problem ma spory ładunek emocjonalny, jest w nim wiele elementów irracjonalnych, no bo jak sąsiad sąsiadowi może wyznaczać gdzie i z kim ten ma zamieszkać? Zapach z chlewni nie jest oceniony, dopóki nie ma ustawy odorowej. Jego odczuwanie może być subiektywne i jest niemierzalne.
Choć problemem zajęli się radni, to warto by się zastanowić, dlaczego?
Żaden z nich nie jest rolnikiem, żaden hodowcą. Żaden z nich nie dowiódł też swych kompetencji negocjacyjnych. Mimo to podjęli się rozstrzygnąć spór dotyczący hodowli trzody, który od samego początku wydawał się być nierozstrzygalny. Przewodniczący wspomnianej komisji ostrzegł hodowcę: Zgłoszę zastrzeżenia dotyczące budowy nowego obiektu i jestem w stanie zablokować pana rozwój gospodarstwa. Już zablokowaliśmy w innym miejscu hodowlę norek i panu też możemy utrudnić życie, tak że pan niczego już nie wybuduje. Przewodniczący wielokrotnie groził hodowcy, sugerując mu swoje potężne wpływy i możliwości ograniczenia jego działalności.
Inwestor usłyszał ostatecznie od radnych: Ma pan 48 godzin na wstrzymanie swych planów do czasu podjęcia działań mających na celu ograniczenie brzydkich zapachów i budowy, bo jak nie, to opinia całej rady pod pana wnioskiem będzie negatywna – ostrzegł przewodniczący i co by nie rzec, zabrzmiało to jak szantaż.
Pan Jędrzej wysłuchał ostrzeżenia i oświadczył: Mogę nie rozbudować gospodarstwa i dalej prowadzić produkcję, bo prowadzę ją dziesięć lat i nikt wcześniej nie protestował. Chce się porozumieć z sąsiadami. Następnie hodowca złożył pismo o zawieszeniu swych starań o rozbudowę folwarku.
Dwa dni później zwrócił się do biura rady miejskiej o wydanie mu nagrania z posiedzenia komisji.
W rozmowie z naszą redakcję stwierdził, że nie może być tak, że radni szantażują przedsiębiorcę z gminy, wymuszając na nim podjęcie niekorzystnej dla niego decyzji.
Co zrobi z nagraniem, tego nie wiemy. Wiemy natomiast co zrobił w sprawie rozbudowy. Uzyskał od gminy warunki zabudowy nowej chlewni. Gdy ta się uprawomocni, wystąpi do starostwa o wydanie mu pozwolenie na budowę, a starosta nie ma podstaw, by mu odmówić. Następnego dnia będzie mógł zacząć budowę obiektu, na którym tak mu zależy i pozostaje tylko pytanie, po co było to wszystko, z szantażem i pogróżkami?

Podobne artykuły