Michał Mansfeld Maćkowiak patronem obornickiego ronda

Michał Mansfeld Maćkowiak patronem obornickiego ronda

OBORNIKI. Być może jeszcze w sierpniu lub wrześniu zapadnie decyzja, któremu z powstałych przy okazji budowy obwodnicy wałeckiej rond patronować będzie Michał Maćkowiak, burmistrz Obornik w latach międzywojennych. Jak już przypominaliśmy w maju tego roku jego sylwetkę, była to postać ciekawa, twórcza, która dobrze zapisała się w historii Obornik, a także w Połajewie, na Górnym Śląsku czy w Tomaszowie Mazowieckim.
Michał Mansfeld Maćkowiak pochodził z Połajewa. W sierpniu 1920 roku rada miejska powierzyła mu funkcję burmistrza Obornik i komisarza obwodowego.
Wybór Maćkowiaka nie był przypadkowy. Była to postać dobrze znana w całym rejonie ze swej działalności społecznej oraz przywództwa batalionu Straży Ludowej w powstaniu wielkopolskim na odcinku połajewskiem frontu czarnkowskiego.
Michał Maćkowiak, nim objął 7. października 1920 r urzędowanie jako burmistrz Obornik, położył wielkie zasługi dla Polski. Został pierwszym prawdziwym ojcem miasta, prowadzącym bardzo umiejętnie gospodarkę miejską, a miasto mu wiele wówczas zawdzięczało. Za jego rządów i jego staraniem powstała szkoła wydziałowa, którą przebudował na cztery klasy szkolne, wykupując wcześniej jej realności.
W Obornikach nie było wówczas ratusza. Michał Maćkowiak zadecydował więc o kupnie kamienicy przy ówczesnej ulicy Dworcowej, a dziś Piłsudskiego i przebudował ją na ratusz. Trzeba pamiętać o tym, że burmistrz Maćkowiak objął urząd w bardzo trudnych warunkach finansowych miasta. Dzięki swoim talentom w ciągu czterech i pół roku urzędowania wyprowadził je szczęśliwie ze wszystkich kłopotów. Spolszczył administrację miejską i ją uporządkował, Każdego roku budował od podstaw jedną ulicę, dbał też o estetykę miasta. Tym sposobem powstało wzdłuż Warty dziesięć nowych ulic, doszczętnie zniszczonych przez powódź.
W roku 1924 wielkim nakładem wybudował bez jakichkolwiek zapomóg ulicę Gołaszyńską. W gazowni miejskiej zostały zamontowane dwa nowoczesne wówczas piece retortowe do pozyskiwania gazu z węgla i tym spodobam ruszyła gazyfikacja miasta. Staraniem Michała Maćkowiaka zostały wybudowane dwa domy mieszkalne dla 12 rodzin robotniczych. W szkole został przebudowany dziedziniec, a magistrat zakupił całe wyposażenie dla dziewięciu klas szkoły wydziałowej. Gdy zaczęto budować dla obrony miasta koszary wojskowe dla trzech szwadronów jazdy, burmistrz podarował władzy wojskowej 300.000 sztuk cegły palonej i 200 kubików kamieni polnych, które kazał zawieźć na miejsce budowy. Prócz wojska, ładu w Obornikach pilnowała także policja, a obok komisariatu powstało więzienie.
Kolejną inicjatywą Michała Maćkowiaka było wykupienie zadłużonego szpitala miejskiego. Budynek wraz z jego wyposażeniem miasto odkupiło przez Urząd Likwidacyjny z rąk niemieckiego Stowarzyszenia Kobiet (Frauenverein). Miasto objęło szpital swą administracją. Gdy tylko 1. maja 1925 r. niemieckie Diakoniski opuściły szpital, opiekę nad chorymi objęły siostry Elżbietanki. Przewodziła im rektorowa Skrzetuska, dzielna patriotka i Polka. W zrozumieniu takiej potrzeby, objęła wraz z siostrą z Czerwonego Krzyża pielęgnację 28 chorych, znajdujących się wtedy w szpitalu i kontynuowała do dnia przejęcia opieki nad chorymi 5 maja 1925 przez siostry Elżbietanki.
Gdy zadbano o zdrowie mieszkańców burmistrz kontynuował rozwój oświaty, przystępując do budowy przy ośmioklasowej już wtedy szkole wydziałowej sali gimnastycznej, służącej wszystkim uczniom, sali rysunkowej i gabinetu do nauk przyrodniczych.
Michał Maćkowiak pomyślał o wodociągowaniu i spływie ścieków, których ówczesne Oborniki nie posiadały, korzystając jedynie ze studni i rynsztoków. Burmistrz podpisał z firmą Hedinger z Poznania umowę na zaprojektowanie miejskich wodociągów. Było to przedsięwzięcie szczególnie ważne, bowiem górna część miasta odczuwała brak wody, a potrzebowało jej także wojsko.
Michał Maćkowiak dbał nie tylko o Oborniki, ale i o okolice. W Kowanówku, uznawanym z powodu wód i mikroklimatu za rodzaj uzdrowiska, rozbudowano ośrodek leczniczy o przeszło 120 pokojach gościnnych. Stanęły też budynki zakładowe dla znajdującego się tam sanatorium i zakładu wodoleczniczego „MIŁOWODY”. Prócz tego powstał tam park, z którym miasto wiązało korzyści wycieczkowe i rekreacyjne, tym bardziej, że już wtedy było powszechnie wiadomym, jak doskonały panował tam klimat tworzony przez przepływającą przez Kowanówko Wełnę i otaczające je lasy iglaste. Przy sanatorium powstał też szpital specjalistyczny zajmujący się leczeniem chorób płuc i już od samego początku było w nim 200 miejsc dla chorych.
Innym miejscem w pobliżu Obornik był Bąblin. W stojącym w nim pałacu mieściło się letnisko urzędników kolejowych Kolei Państwowych. Miasto korzystało ze wzmożonego ruchu osób odwiedzających Kowanówko i Bąblin, a rozwój budownictwa wymusił rozwój bazy produkcji materiałów budowlanych. W Słonawach i Gołaszynie pracowały pełną parą trzy cegielnie, w Obornikach działało też pięć tartaków, były cztery młyny wodne i parowe.
Nadmiar materiałów był wysyłany pływającymi po Warcie statkami i barkami do innych odbiorców. Na płaskodenne statki typu szkuta ładowano też zboża i mąkę wysyłaną nawet w głąb Niemiec lub do Szwecji i Norwegii.
Komunikację zapewniały trzy ruchliwe szosy: do Rogoźna, Szamotuł, Buku, Poznania, Czarnkowa i Murowanej Gośliny. Przez Wartę przerzucono dwa żelazne mosty. Już tylko z kronikarskiego obowiązku trzeba dodać, że były to most kolejowy i tzw. „wielki most”, który został zbudowany w roku 1888, po zniszczeniu jego drewnianego poprzednika przez powóź Warty.
Powódź była wówczas największą odnotowaną w annałach miasta, a woda sięgała wyżej niż nie mniej niszcząca powódź z roku 1924, gdy pozom Warty podniósł się o 8 metrów i 20 cm, a woda zalała Rynek i ulice Nadbrzeżną oraz Czarnkowską.
Oborniczanie, którzy modlili się o boską interwencję, mieli do dyspozycji dwa kościoły katolickie, z czego jeden parafialny, którego historia sięgała jeszcze XII wieku, a proboszczem w nim był ks. Jaraczewski. Kościół był stary i potrzebował gruntownej naprawy, którą burmistrz obiecał, ale zrealizować już nie zdążył.
Michał Maćkowiak był nie tylko burmistrzem Obornik. Przez wiele lat pełnił funkcję komisarza policji kryminalnej w Łodzi, Zgierzu, Tomaszowie Mazowieckiem, gdzie był naczelnikiem policji, a także w Łagiewnikach, Rudzie, Bielszowicach, Katowicach i Królewskiej Hucie na Górnym Śląsku. Był też komisarzem obwodowym w Połajewie, a potem przez sześć lat naczelnikiem policji miejskiej i zastępcą podprokuratora przy Sądzie Powiatowym w Obornikach.
Przez długie lata urzędowania, zaczynając od najniższych stopni, przechodząc szkołę Policji Kryminalnej w Berlinie przy Prezydium Policji Berlińskiej zdobył duże doświadczenie w służbie bezpieczeństwa publicznego. Swą wiedzę przelał na papier pisząc podręcznik dla organów policyjnych i śledczych, wydany w roku 1926 przez drukarnię nakładową J. Kawalera w Szamotułach.
Recenzował w nim między innymi: „Straszną zbrodnię” kradzieży głowy św. Wojciecha w Gnieźnie, gdzie przyszedłem do przekonania, że śledztwo w tej sprawie dostało się w ręce nieodpowiednie, gdyż ślad po zbrodniarzach zaginął zupełnie, a naród boleje teraz nad stratą niepowetowaną. Jego podręcznik dla śledczych nie był jedynym dziełem wartym wspomnienia. Dla oborniczan ciekawszą jest zapewne Kronika Miasta Powiatowego Oborniki autorstwa Michała Maćkowiaka burmistrza z Obornik, wydana własnym sumptem w roku 1926. Kronika zawiera interesujące informacje o Obornikach i ich historii oraz oborniczanach i ich życiu codziennym.
Wreszcie Michał Maćkowiak dbał też o obornicki sport. Gdy powstała drużyna piłkarska i można było wyliczyć jej pierwsze sukcesy, 10 maja 1927 burmistrz Maćkowiak powołał specjalny komitet budowy boiska, stając na jego czele. Boisko miało powstać w okolicach ulicy Młyńskiej. Niestety, plany te nie zostały zrealizowane, a komitet wraz z magistratem ustalił, że nowy stadion powstanie przy Strzelnicy Bractwa Kurkowego w okolicach ulicy Poznańskiej. Lokalizacja ta wydawała się bardzo słuszna, gdyż w tamtych rejonach od końca XIX w. działał związek strzelecki, a później właśnie Bractwo Kurkowe. W parku znajdował się duży budynek z salą, który mógł być zapleczem na różnego rodzaju akademie i uroczystości.
Michał Maćkowiak pięknie zapisał się nie tylko na ziemi obornickiej, ale i w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie jak wspomnieliśmy pełnił funkcję komisarza policji.
Tu warto wspomnieć, że we wrześniu 1915 r. Niemcy utworzyli w Tomaszowie Komisariat Policji Cesarsko Niemieckiej. Podporządkowano go Komendzie Powiatowej w Brzezinach, a ta podlegała Prezydium Policji w Łodzi. Od początku na czele miejscowej cesarsko-niemieckiej policji stał komisarz. Był nim właśnie Michał Mansfeld Maćkowiak. Zorganizował pracę komisariatu, w którym pracowało trzech urzędników kryminalnych (Duzzi, Pahl i Krause) oraz jeden urzędnik więzienny o nazwisku Schwarke. Pozostali to 20 posterunkowych – szeregowych. Komisariat zatrudniał jeszcze ośmiu cywilnych urzędników biurowych. Większość posterunkowych to mieszkańcy Tomaszowa narodowości niemieckiej. Kilku z nich w listopadzie 1918 r. znalazło się w szeregach polskiej policji.
Komisarz Maćkowiak był przykładem policjanta patrioty. Jako wielkopolanin, poddany cesarza niemieckiego, musiał służyć zaborcy. Gdy tylko nadarzyła się okazja, włączył się w walkę i tworzenie zrębów administracji odrodzonej Polski. Zaraz po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.
12 listopada 1918 r. komisariat niemieckiej policji zlikwidowano. Stało się to z inicjatywy komisarza Macieja Maćkowiaka, który przyłączył się do Polskiej Organizacji Wojskowej, uczestniczył w rozbrajaniu niemieckiego garnizonu i kierował tworzeniem polskich sił policyjnych. Większość jego podkomendnych także wzięła udział w uwalnianiu miasta od niemieckich okupantów. Z jego inicjatywy powołano w Tomaszowie Mazowieckim Milicję Robotniczą. Na czele stanął Michał Maćkowiak. Formacja liczyła 68 funkcjonariuszy. Do końca 1918 r. było ich 89. Stan uzbrojenia, według protokołu z końca listopada 1918 r. to: 31 szabli, 12 bagnetów, 66 karabinów i 1500 naboi karabinowych. Tylko kilkunastu milicjantów posiadało umundurowanie, czyli poniemieckie mundury policyjne z białoczerwoną przepaską na rękawie. Poza kilkunastoma osobami wywodzącymi się z byłej policji, reszta nie miała żadnego przygotowania do pełnienia służby. Tymczasem trzeba było zmierzyć się z wieloma problemami: bandytyzmem, spekulacją żywnością, wycinką i kradzieżą drzew, kłusownictwem. Tomaszowscy milicjanci patrolowali przez całą dobę miejsca najbardziej narażone na kradzieże, także stację kolejową i cztery tartaki.
W dniu 1 grudnia 1918 r. Maciej Maćkowiak przekazał swe obowiązki Kazimierzowi Krzyżewskiemu a sam wrócił do Wielkopolski. W grudniu 1918 r. powrócił do swej rodziny mieszkającej wciąż w Połajewie. Tam był organizatorem Straży Ludowej i Straży Obywatelskiej. Jako dowódca batalionu Straży Ludowej bronił granicy polsko-niemieckiej w rejonie Połajewa. Pamięć o nim nie wygaśnie, gdy zostanie patronem jednego z rond obornickich.

Podobne artykuły