Kto napadł na Komunalną Kasę Oszczędności w Obornikach?

OBORNIKI. Był rok 1945, jedni świętowali wyzwolenie u boku Armii Czerwonej, nie wiedząc że pozostanie ona w Polsce na prawie 50 lat, drudzy walczyli w lasach z nowym okupantem w zdziesiątkowanych oddziałach dawnej Armii Krajowej. Pozostali próbowali ułożyć sobie normalne życie.
W aktach Instytutu Pamięci Narodowej w Poznaniu znajduje się mała, niepozorna teczka z nazwiskiem Kazimierz Krüger. Dotarł do niej niezastąpiony w swej dociekliwości historyk i regionalista Krzysztof Nowacki, by przeczytać: Urodzony w Połajewie 1 lutego 1905 r. Absolwent szkoły wydziałowej, zawód – bankowiec. W 1945 r. zamieszkały w Obornikach przy ulicy Park 3 Maja.
Co sprawiło, że znalazł się on w aktach Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego?
Wyjaśniają to akta sprawy, z których wypływa interesująca historia. Znajdują się one w archiwum IPN pod sygnaturą PO 04/690.
Był dzień 17 sierpnia 1945 r. Około godziny 12 został zorganizowany napad przez, jak to określono w zapiskach, bandę Armii Krajowej, na Komunalną Kasę Oszczędności w Obornikach. Skradziono z niej ok 71 tys. zł. Dzięki szybkiemu pościgowi funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z Wągrowca udało się złapać jednego z podejrzanych, niejakiego Władysława Gronowskiego z Potrzanowa, powiat obornicki (dziś powiat wągrowiecki przyp. red.).
Podczas przesłuchania w Wągrowcu, zatrzymany Gronowski wymienił nazwisko Kazimierza Krügera, pełniącego funkcję tymczasowego dyrektora Kasy Komunalnej w Obornikach.
Gronowski zeznał, że dyrektor kasy był także członkiem AK i doskonale wiedział wszystko o planowanym napadzie. Informacja ta była bardzo dziwna, jak bowiem pisze w swoim sprawozdaniu starszy oficer śledczy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego Zygmunt Pytel: Kazimierz Krüger cieszy się w mieście, jak i w powiecie, bardzo dobrą opinią. Był zawsze i jest gorliwym oraz sumiennym pracownikiem kasy. Według Zygmunta Pytla zeznania Gronowskiego, jako członka zdelegalizowanej przez władze komunistyczne Armii Krajowej, która walczyła z panującym w PRL ustrojem mogą być celowe, żeby szkalować szanowanego obywatela.
Sprawa napadu w roku 1945 była jednak aż tak polityczna, że zajęły się nią Urząd Bezpieczeństwa w Poznaniu oraz prokuratura wojskowa. Po zeznaniach Gronowskiego Kazimierz Krüger został zatrzymany i przebywał w areszcie śledczym w Obornikach.
W oświadczeniu złożonym w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego Krüger zeznał (prawdopodobnie po torturach): W miesiącu sierpniu 1945 r. wbrew mojej woli zapisałem się do organizacji podziemnej AK. W ramach mojej działalności tolerowałem dokonany w dniu 17 sierpnia 1945 r. za moją wiedzą napad rabunkowy na Komunalną Kasę Oszczędności w Obornikach, w której pełniłem funkcję kierownika. W wyniku tego napadu do rąk AK padła gotówka w kwocie 71.241 zł. W pierwszej połowie 1945 r. przybył do mnie do kasy Feliks Urbaniak „Norwid”, który starał się ze mną nawiązać rozmowę na tematy polityczne. Ponieważ nie oponowałem przeciwko jego ujemnemu stosunkowi do nowego ustroju, był pewien mojego poparcia. Spotykając mnie po raz drugi w Starostwie oświadczył, że AK jest na tym terenie silnie zorganizowane i ma również swoich zaufanych u władz bezpieczeństwa publicznego. Na tym się rozeszliśmy. Następnego dnia przyszedł nieznany osobnik podając się za dowódcę AK i zmusił mnie do przysięgi, odgrażając mnie się, że już jestem poinformowany o napadzie i o wszystkim i mogą z tego wyjść jakieś represje. Wtenczas się zgodziłem na przysięgę, a on zaproponował, abym uszykował pół miliona złotych. Nie chcąc się narazić na ich zamiary przeciwko mnie, jakie by mogły zajść w konsekwencji do mnie, zdecydowałem się zrobić tak, żeby jak najmniej zostało gotówki w kasie i nie dostało się tyle do ich rąk. W dniu napadu gotówki w kasie było 240 tys. zł, z której krótko przez oznaczoną godziną napadu, kwotę 160 tys. zł zabezpieczyłem osobiście przed zabraniem, a sam opuściłem natenczas kasę. Broni żadnej od nich nie dostałem.
W aktach IPN-u znajduje się także protokół z przesłuchania prowadzonego w Obornikach przez starszego oficera śledczego UB Zygmunta Pytla. Na pytanie Pytla dotyczące napadu Kazimierz Krüger odpowiedział w następujący sposób: W sprawę tę wmieszali mnie jak niepoczytalni ludzie, którym widocznie zależało na skompromitowaniu mnie, a może też dlatego że sferom tym nie podobało się od samego początku oswobodzenia miasta oraz to, że zająłem się organizacją kasy, prowadząc ją do coraz lepszego rozwoju. Jak już raz oświadczyłem, mimo braku odpowiednich urzędników i zabezpieczeń kasy uchroniłem ją, zabezpieczając 100 tys. zł, a do rąk napastników wpadły więc podręczne pieniądze znajdujące się u kasjerki na stole kasowym.
26 października 1945 r. kolejne przesłuchanie prowadził brutalnie z ramienia UB Stanisław Konitz. Na pytania dotyczące napadu Kazimierz Krüger odpowiadał w następujący sposób: Do współpracy z AK się nie przyznaję, do kasy przychodzili różni ludzie, przypominam sobie, że przychodził także rzeźnik Urbaniak, który jak się dowiedziałem, że był poszukiwany przez Urząd Bezpieczeństwa. Urbaniak chciał zaciągnąć pożyczkę ok 100 tys. zł na uruchomienie składu rzeźnickiego. Oświadczyłem m, że kasa nie udziela takich pożyczek jednoosobowych w takiej kwocie i że pod taką kwotę będzie potrzebne zabezpieczenie i stosowny wniosek. Urbaniak wniosku nie złożył. Gdy sprawa wyszła na jaw uważam, że to on mógł przygotować grunt pod napad. To Urbaniak powiedzieć musiał sprawcom, w tym Gronowskiemu, że w kasie jest pół miliona złotych i że kierownik jest z nami. O tym, że jestem wmieszany w sprawę dowiedziałem się 13 sierpnia około godziny 13.00 z listu pisanego przez jakiegoś Jankiela, mówiącego o grożącym kierownikowi kasy niebezpieczeństwie.
Na koniec swojego zeznania Kazimierz Krüger oświadczył, że od 25 lat pełni wierną i nienaganną służbę dla narodu i odrzuca jakiekolwiek podejrzenia kierowane pod jego adresem.
Urząd Bezpieczeństwa Publicznego mając zeznania Kazimierza Krügera, Gronowskiego oraz informacje o dobrej postawie i dobre opinie o podejrzanym, m.in. od pracowników kasy, postanowił przeprowadzić konfrontację Krügera z Gronowskim. W piśmie kierowanym do prokuratury wojskowej w Poznaniu z 19 stycznia 1946 roku czytamy, że: Do konfrontacji nie doszło, bowiem Gronowski zbiegł z aresztu śledczego.
Kolejne pismo z teczki, kierowane do prokuratury wojskowej w Poznaniu, datowane na 26 stycznia 1946, to postanowienie o umorzeniu postępowania przeciwko Kazimierzowi Krügerowi oraz uchyleniu środka zapobiegawczego i zwolnieniu z aresztu. Na tym sprawa się kończy.

Czy zatem doszło do napadu w Obornikach i czy dokonała tego Armia Krajowa?
Wiedząc, jak działała propaganda komunistyczna w okresie 1945-1956 można założyć, że w całej tej sprawie chodziło jedynie o zdeprecjonowanie Armii Krajowej. Dziwny jest także fakt ucieczki z aresztu samego Władysława Gronowskiego, który rzucił oskarżenia pod adresem Kazimierza Krügera. Zeznania Krügera też są bardzo niespójne, zupełnie inaczej zeznawał on w UB w Obornikach, a inne oświadczenie złożył w wojewódzkim UB w Poznaniu. Znając jednak metody tortur, jakie podczas przesłuchań stosowali funkcjonariusze UB, nie można wykluczyć, że zostały one zwyczajnie wymuszone.
W taj całej historii z napadem jedno jest pewne, lata 1945-1956 w Obornikach, podobnie jak w całym kraju, nie należały do łatwych, a najsmutniejsze jest to, że nikt nie znał dnia ani godziny swojego aresztowania, które mogło nastąpić bardzo szybko, a skończyć się nie tylko aresztem jak w przypadku Kazimierza Krügera, ale często wieloletnim wyrokiem lub śmiercią.

Podobne artykuły