Pierwszy powojenny strajk w Obornikach

OBORNIKI. Historia Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, zwanej przez dekady peerelem, na terenie gminy Oborniki wciąż odkrywa swoje karty i pewnie jeszcze długo będzie to czynić. Archiwa Instytutu Pamięci Narodowej nadal skrywają bowiem wiele nieodkrytych dotąd teczek i dokumentów.
Przeglądając materiały, które pisane były przez ówczesny urząd bezpieczeństwa publicznego, a później przez służbę bezpieczeństwa, historyk z zawodu i regionalista z zamiłowania, Krzysztof Nowacki ustalił wiele interesujących, a jeszcze nieopisanych faktów z życia Obornik, które dzięki jego uprzejmości możemy czytelnikom przedstawiać. Źródło informacji znajduje się w archiwum IPN, pod sygnaturą Po 003/184
O tym, że w latach osiemdziesiątych fala strajków przelała się przez Oborniki wszyscy ci nieco starsi dobrze pamiętają, a młodsi mogą się teraz o tym dowiedzieć. Strajkował wówczas Metalplast, Fabryki Mebli i Zakłady Mięsne. Działalność Zbigniewa Piaseckiego, Juliana Kubiak, Błażeja Stasiaka była wielokrotnie opisywana na naszych lamach. Jednak o tym, że pierwszy strajk w Obornikach miał miejsce w roku 1962 raczej nikt nie wie. Tymczasem to fakt. Pierwszy powojenny strajk, związany z odmową pracy odbył się dokładnie rankiem 16 maja 1962 r.
Dzień później, 17 maja 1962 r. Komenda Powiatowa Milicji Obywatelskiej w Obornikach przygotowała w tej sprawie specjalny tajny meldunek do zastępcy komendanta Milicji Obywatelskiej ds. bezpieczeństwa w Poznaniu. Czytamy w nim: W dniu 16 maja 1962 r. w godzinach wieczornych tutejszy referat uzyskał informację następującej treści. W Przedsiębiorstwie Remontowo-Budowlanym PGR w Obornikach [dziś mieści się tam ZUS – przyp. red.] w dniu 16 maja 1962 r. brygada budowlana składająca się z 12 pracowników fizycznych zatrudniona przy budowie budynku mieszkalnego tzw. sześcioraka na terenie miejscowości Dąbrówka Ludomska, przerwała pracę w związku z otrzymaniem niskich wypłat w dniu 15 maja.
Dla dzisiejszej młodzieży jest nie do pomyślenia w dobie cyfryzacji, gdy informacje biegną w świat bardzo szybko, jednak w roku 1962 informacja o strajku podjętym rano dotarła do komendy milicji dopiero wieczorem, dlatego pracownicy Służby Bezpieczeństwa mogli zająć się nią dopiero rankiem.
Tak też się stało. Został przesłuchany kierownik przedsiębiorstwa Jan Dobiegała, który oświadczył: Faktycznie w dniu 16 maja brygada robocza w Dąbrówce Ludomskiej nie podjęła o godz. 7.00 pracy, co trwało do godziny 9.00. Bezpośrednią przyczyną tego było domaganie się przez pracowników wyjaśnienia przyczyn nie płacenia im ryczałtu za dojazdy rowerem do miejsca pracy przekraczającym 10 km, który wynosi za 1 km kwotę 30 gr. plus dodatek 6 zł dziennie. W sumie robotnicy ci obliczyli sobie, że stracili na tym średnio od 400 do 500 zł miesięcznie.
Przed przyjazdem kierownika, Jana Dobiegały, brygada w liczbie 10 osób pracowała już normalnie, jednak dwóch młodych pracowników w dalszym ciągu nie podjęło pracy, a mianowicie Zdzisław Janc urodzony 12 grudnia 1941 r. zamieszkały w Połajewie oraz Zdzisław Dreger urodzony 4 grudnia 1941 r. zamieszkały także w Połajewie. Zdzisław Janc otrzymał w dniu 15 maja 346 zł wypłaty za przepracowanych 8 dni, z tym że potrącono mu zaliczkę 100 zł, którą pobrał przed 1 maja. Jeżeli chodzi o Janca, to według relacji towarzysza Dobiegały: Jest to człowiek, który nie jest zbyt sumienny w pracy np. w pozostałe dni miesiąca kwietnia był zatrzymany przez posterunek MO w Połajewie za spowodowanie awantury chuligańskiej.
17 maja cała brygada podjęła już pracę normalnie, po tym jak wyjaśniono im przyczyny wstrzymania ryczałtu za dojazd rowerem do miejsca pracy. Kierownik Przedsiębiorstwa Budowlanego towarzysz Jan Dobiegała wyjaśnił to w następujący sposób: W dniu 5 lutego 1962 r. Wojewódzkie Zjednoczenie PGR w Poznaniu przesłało mi pismo nakazujące wstrzymać wypłacanie ryczałtu za dojazdy, w którym jako podstawę tej decyzji podane jest Zarządzenie Ministra Rolnictwa z dnia 24.01.1962 r. W związku z powyższym począwszy od 1 marca 1962 r. we wszystkich brygadach Przedsiębiorstwa Remontowo-Budowlanego w Obornikach nie wypłaca się wspomnianego ryczałtu. Decyzja ta początkowo była przyjęta z niezadowoleniem przez wszystkie brygady, jednak wstrzymanie pracy nastąpiło tylko w Dąbrówce Ludomskiej.

Jak tłumaczył dalej Dobiegała: Robotnicy zostali zapoznani z treścią pisma jakie zostało w tej sprawie wysłane do Ministerstwa Rolnictwa. Robotnicy byli bardzo niezadowoleni, bo przy miesięcznych zarobkach około 900 zł, wypłacony ryczałt stanowił czasem połowę pensji. Jan Dobiegała wyjaśniając w komendzie milicji mówił, że: Wstrzymanie pracy nie było jakimś celowym działaniem, a spontaniczną akcją robotników, którzy domagali się jakiś wyjaśnień dotyczących umniejszenia ich wynagrodzenia. Dobiegała twierdził także, że: Wstrzymanie pracy nie było żadnym aktem politycznym.
Akcja protestacyjna spowodowała podjęcie przez PGR w Obornikach odpowiednich działań, polegających m.in. na szybszym przepływie informacji dotyczących nastrojów wśród załogi, tak aby w przyszłości uniknąć przestojów w pracy, no i strajków. Pod pismem wysłanym do Poznania podpisał się zastępca komendanta powiatowego milicji obywatelskiej w Obornikach Józef Biskupski.
Czy pracownicy, którzy podjęli dwugodzinną akcję protestacyjną zostali w jakiś sposób ukarani? W materiałach, do których udało się Krzysztofowi Nowackiemu dotrzeć, żadnej takiej informacji nie było. W teczce, w której znajduje się opis tego strajku nie ma więcej dokumentów związanych z tą sprawą, a strajk nie mógł się powieść, bo przystąpiła do niego zbyt mała grupa robotników, a aparat władzy był zbyt potężny, by ulec tak niewielu, choć sama sprawa wobec biedy lat sześćdziesiątych była bardzo istotna.

Podobne artykuły