Ugryziony gwałciciel trafił w ręce ofiary, a potem policji

OBORNIKI. Pewien czas temu oborniczanka pracująca na co dzień w służbie zdrowia miała, najdelikatniej rzecz ujmując, bardzo niemiłą przygodę.
Gdy dobiegła końca impreza jej córki w restauracji na skraju miasta, ojciec dziewczynki postanowił zawieźć córkę i jej koleżanki samochodem do domów, a potem wrócić po żonę. Kobieta nie chciała próżno czekać, zabrała więc w obie ręce paczki z pozostałym jedzeniem i ruszyła do domu pieszo, licząc na to, że spotka małżonka w drodze powrotnej. Gdy szła z rękoma zajętymi tacami z jedzeniem przejeżdżający obok niej na rowerze młody mężczyzna klepnął ją z nagła w pośladek. Kobieta krzyknęła w jego kierunku ostrzeżenie z dezaprobatą takiej zaczepki i ruszyła dalej.
Gdy dotarła w pobliże skrzyżowania 11 Listopada z Kowanowską znów podjechał ten sam mężczyzna, zszedł z roweru i jął ciągnąc kobietę w pobliskie zarośla.
Jej opór nie na wiele się zdał. Napastnik był znacznie silniejszy. Zaciągnąwszy ją w krzaki nie pozostawiał wątpliwości co do swoich zamiarów. Szarpał kobietę, dążąc do jej zgwałcenia.
Ta widząc, że opór na wiele się nie zda, bo przeciwnik góruje siłą, a pomocy znikąd nie widać, zmieniła taktykę i zamiast się bronić zaproponowała, by przestał ją szarpać, bo to niepotrzebne. Ona chętnie się z nim „zabawi”, byle był delikatny. Grała w ten sposób na zwłokę, wdając się z napastnikiem w rozmowę, a pamiętając, że lada chwila nadjedzie jej mąż. Gdy zapytała go o imię, odparł: Dawid. Potem pytała go co i jak lubi, a gdy tylko zwolnił uścisk, ugryzła go w palec tak silnie, że poczuła opór kości.
Ze zranionego palca napastnika trysnęła krew, brudząc ubranie kobiety. Zaczęła krzyczeć, tak że gwałciciel poderwał się do ucieczki. Chwilę potem nadjechał mąż napastowanej kobiety i zabrał ją wprost do komendy policji. Tam powiadomiła mundurowych o całym zajściu. Wiele wskazywało na to, że sprawcą mógł być mężczyzna, który rok temu gościł na naszych łamach, gdy napadł na inną kobietę, jadącą wtedy rowerem w pobliżu ronda. Do gwałtu ostatecznie nie doszło, a sprawcy nie zatrzymano.
Minęło nieco czasu, gdy w ubiegłym tygodniu napadnięta, znajdując się zawodowo w gabinecie jednego z obornickich lekarzy, usłyszała znajomy jej głos gwałciciela. Przyszedł on do chirurga w sprawie zaopatrzenia ugryzionego palca. Lekarz wiedział o „przygodzie” swojej koleżanki. Gdy ta była odwrócona tyłem do pacjenta – napastnika, skinął głową pytając, czy to on. Odparła podobnym skinieniem głowy. Lekarz wyszedł z gabinetu i zawiadomił policję. Szybko przybył patrol i niedoszły gwałciciel został zatrzymany. Czekają go teraz poważne kłopoty, ale o tym poinformujemy innym razem.

Podobne artykuły