Wianki, fajerwerki, łodzie i Indianie nad Wartą

Wianki, fajerwerki, łodzie i Indianie nad Wartą

OBORNIKI. Tegoroczne Wianki udały się wprost nadzwyczaj. Pogoda złagodniała, nie groził Wiankom deszcz, więc nad Wartę przybyły prawdziwe tłumy oborniczan. Tu warto zauważyć, że bardzo się przydał parking przy ulicy Powstańców Wielkopolskich, który wypełnił się co prawda po brzegi, ale nie było też problemu z zaparkowaniem pojazdu.
Pierwsza część pikniku nad rzeką była westernowa. Przy Szamotulskiej stanęło miasteczko rodem z dzikiego zachodu. Wiele osób przybyło też w westernowych strojach z epoki. Można było ujeżdżać byka lub podziwiać indiańskie tańce. Wszechobecna była muzyka country, więc bawiono się przy niej, biesiadowano, wypoczywano i oczekiwano na część drugą. Ta była zdecydowanie wodniacka.
Burmistrz Tomasz Szrama wręczył oficjalnie klucze od miasta obornickim wodniakom zrzeczonym w Stowarzyszeniu Aplaga z Robertem Filipiakiem na czele. Klucze odebrały pięknie przystrojone nimfy wodne, a wszech organizatorka imprez wodniackich Grażyna Urbaniak zawiązała burmistrzowi na szyki chustę.
Wystąpił na scenie także burmistrz Obornik Śląskich, z których do Odry jest zaledwie sześć kilometrów, by życzyć oborniczanom wszelakich wrażeń. Tych fatycznie nie brakowało. Na Warcie ścigali się kajakarze, a wodniacy pływali „na czym się tylko dało”. Wśród najdziwniejszych łódek był pływający po rzece domek z okiennicami i kwiatkami na parapetach, był wodny samochód na czterech kajakach, imitacja czołgu Rudy z żywym Szarikiem i wiele innych, które robiły ogromne wrażenie. Podczas, gdy jedni z przybyłych przyglądali się poczynaniom wodniaków, inni sami chętnie pływali po rzece, korzystając z łodzi Piotra Szumińskiego z Chaty nad Wełną.
Dzieci szalały na dmuchanych zamkach, na dorosłych czekała szeroka propozycja gastronomii.
Piknik wiankowy był nie tylko okazją do wrażeń, a tych było wiele, ale i do przypadkowych spotkań znajomych, na które na co dzień nie ma zwykle czasu. Nad głowami krążyły lotnie, znacząc niebo barwnym dymem rac. Przybywali kolejni oborniczanie, a wszyscy czekali na wieczór i finał. Czas oczekiwania skracał spektakl teatru plenerowego, a spodziewane fajerwerki miały tym razem zostać wystrzelone z powodu remontów mostów z małej barki, zakotwiczonej przy północnym brzegu Warty.
Wreszcie rzeką popłynęły wianki, budząc podziw i zbierając brawa. Kilkaset, bo kto by je liczył, wianków zostało wykonanych przez dzieci ze świetlic terapeutycznych oraz młodzież z Zespołu Szkół Specjalnych z Kowanówka. Udekorowane kwieciem i całkiem bezpieczne, bowiem zamiast żywego ognia zastosowano droższe, ale znacznie bezpieczniejsze lampki elektryczne typu led.
Szczególnie pięknie wianki wyglądały z gościnnych progów mariny Kowale, skąd doskonale było widać zakręt Warty i gromadząc się tam światełka.
Wreszcie na niebie pojawiły się motolotnie, sypiące za sobą iskrami, niczym latające smoki z płonącymi ogonami. Widowisko było nieziemskie, a to dopiero początek. W niebiosa wystrzeliły fajerwerki, a wśród nich nie widziane wcześniej w Obornikach formacje i kombinacje sztucznych ogni. Trwało to prawie kwadrans i nie było nikogo, kto by nie czuł zachwytu.
Wsłuchując się w recenzje wracających do domów oborniczan można było nabrać pewności, że tegoroczne wianki zostały przyjęte z ogromnym zadowoleniem, graniczącym z zachwytem.

Podobne artykuły