Pasażerowie mdleli na peronie z gorąca, jedna osoba zmarła

Pasażerowie mdleli na peronie z gorąca, jedna osoba zmarła

ROGOŹNO. W sobotę na stacji kolejowej w Rogoźnie przez wiele godzin stały dwa pociągi. Pasażerowie obu składów byli zmuszeni czekać w wagonach bez klimatyzacji lub na peronie w upale na naprawę usterki, by pociąg mógł kontynuować jazdę. Wiele osób zemdlało. Innym niewiele brakowało.
Prawdziwy dramat rozegrał się jednak w jednym z nich, a dokładnie w pociągu TLK Gwarek relacji Katowice-Słupsk. W okolicach Pleszewa w Wielkopolsce pociąg miał blisko trzy godziny postoju. W nieklimatyzowanych, choć wydawać by się mogło nowoczesnych wagonach było potwornie gorąco i duszno. Obsługa pociągu dowiedziała się od pasażerów, że w jednym z wagonów zmarł 75-letni pasażer. Trzeba było czekać na prokuratora. Wcześniej lekarz stwierdził zawał serca, który mógł być spowodowany upałem.
Po zabraniu ciała, pociąg przewożący około 400 pasażerów dotarł do Poznania, gdzie znów zaliczył postój. Wreszcie około 13.35 dojechał do Rogoźna i tam stanął na dobre z powodu awarii sieci. Postój trwał prawie pięć godzin. Temperatura powierza wynosiła 34 stopnie a odczuwalna była jeszcze wyższa. Pasażerowie mdleli z powodu gorąca, duchoty i wyczerpania. Ludzie nie mogli korzystać z toalet, bo nie było wody. Przytomność straciła osoba dorosła i dwoje dzieci. Potem było coraz gorzej. Większość z osób, rozebrana na ile można było, wyszła na peron w poszukiwaniu choćby odrobiny chłodu.
Kolej dostarczyła wodę, ale stanowczo za mało. Butelki trafiły jedynie do tych znajdujących się bliżej okien lub na peronach. Z pomocą ruszyli strażacy z miejscowych jednostek OSP, którzy przygotowali zraszacze wody. Rozstawione bardzo sprawnie wodne kurtyny, które dawały pasażerom nieco ochłody. Na miejsce przybyła także policja i pogotowie ratunkowe. Przybyły też trzy zastępy straży. 
Działania porządkowo-ochronne policji wspierali strażacy. Ich zadaniem było też dostarczanie wody oraz polewanie wodą peronów, by pasażerowie doznać mogli choćby odrobiny ulgi – powiedział burmistrz Roman Szuberski, który przybył na miejsce tragedii. Wsparcie policji polegało też na hamowanie emocji wściekłych na kolej pasażerów. Jak informował oficer dyżurny komisariatu w Obornikach: Ratownicy czuli się zagrożeni przez rozjuszonych pasażerów, dlatego porządek musiało przywrócić kilka patroli policji.
Nie tylko pasażerowie cierpieli z powodu fatalnych warunków podróży, ale i obsługa nie wytrzymała warunków panujących w pociągu i obiektach kolei. Kierowniczkę pociągu i konduktorkę zabrały karetki pogotowia, a po pasażerkę przyleciał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który wylądował na łące blisko dawnej wieży ciśnień. 
Gdy okazało się, że awaria związana jest z uszkodzeniem sieci trakcyjnej na odcinku Rogoźno-Budzyń co mógł spowodować upał. Podstawiono lokomotywę spalinową, ta jednak nie mogła ruszyć z powodu braku załogi.
Wreszcie kolejarze usunęli usterkę, znaleźli osoby do obsługi i pociąg około 19:30 odjechał z Rogoźna z niemal dziewięciogodzinnym opóźnieniem.
Gdy wagony ruszały, z okien pasażerowie dziękowali rogozińskim druhom.
Agnieszka Serweńska z biura prasowego PKP Intercity poinformowała: Pasażerowie mają prawo do reklamacji i w jej ramach mogą dochodzić praw związanych z tą podróżą. 
Przeprosin nie było za to kolejarze zachęcają do podróży, bowiem podobno „Koleją bliżej i szybciej”.

Podobne artykuły