70-lecie Liceum Ogólnokształcącego na zupełnym luzie

70-lecie Liceum Ogólnokształcącego na zupełnym luzie

OBORNIKI. Jubileusz 70-lecia obornickiego ogólniaka był przygotowywany od co najmniej kilku miesięcy. Każdy z zaproszonych wiedział, że tak okrągła rocznica, plus długie przygotowania równa się pompa i to przez duże „P”.
Uroczystości zaczęły się w minioną sobotę w kościele mszą w oprawie księży, dawnych abiturientów liceum. Potem był przemarsz do szkoły, a ta została przystrojona fotografiami, wystawą tematyczną, stoiskiem z pamiątkami, panami w poważnych barwach garniturach oraz paniami dyskretnie eleganckimi.
Wreszcie się zaczęło. Z początku niewinnie. Dyrektor Agnieszka Katarzyna Balcerowiak powitała parlamentarzystów: Martę Kubiak (PIS) i Krzysztofa Paszyka (PSL), władze powiatu, licznie przybyłych dyrektorów pozostałych szkół, burmistrza Rogoźna i jeszcze kilka ważnych person. Zauważyła, że: – Szkoła ta jest kuźnią obornickich elit – a potem dodała: – Chylę czoła przed tymi, którzy przede mną tworzyli trendy tej szkoły.
Chór Pro Musica odśpiewał Gaude Mater Polonia. Chór dostał brawa, a jego występ był doskonałą okazją do uczczenia jego twórcy i wieloletniego dyrygenta, Józefa Czypka. Maestro zostawił chórzystów w dobrych rękach Renaty Wrzeszcz. Pamięć Józefa Czypka zostanie niebawem uczczona zamontowaniem na piętrze Liceum, gdzie historia chóru się zaczęła, tablicy pamiątkowej, która pozostanie tam na zawsze. Tablicę w tak uroczystym dniu odsłoniła, zaproszona przez prezes chóru Magdalenę Smelę, jego małżonka Jolanta Czypek, a sam chór występował tego dnia jeszcze wiele razy.
Dyrektor Agnieszka Katarzyna Balcerowiak wyrecytowała pięknie wiersz, a potem poprosiła szczególnych gości, by zamiast przemawiać wpisali się do księgi pamiątkowej.
To było zaskoczenie, bo dostojny i okrągły jubileusz bez kilku przemówień nie był jeszcze nigdzie wcześniej praktykowany. Potem zaczęła się część najważniejsza, bez żadnego zadęcia, bez mów, kartek, kwiatków, dyplomów i uścisków dłoni. Rozpoczął się trzy i półgodzinny program będący „kabaretem”, choć to nie jest tak do końca właściwym słowem, a na poły wspomnieniami na wesoło z udziałem byłych dyrektorów, nauczycieli i kilku szczególnych uczniów. Ci dotarli „łodziami” na tropikalną wyspę, usiedli wygodnie w fotelach, na leżakach i kanapach, a potem się zaczęło.
Wyspa okazała się być wyspą wspomnień, więc wspominano i wspominano.
Jeżeli obraz jest wart 1000 słów, to gdybyśmy zapisali nasze wszystkie szpalty, to i tak nie oddalibyśmy w pełni obrazu, który wymyślił, nakreślił i realizował Adam Krasicki, wspierany na scenie przez Annę Jagodzińską. Jako pierwsi wylądowali na wyspie byli dyrektorzy: Paweł Drewicz 1991-1995, Janina Miller 1991-2000, Teresa Kasprzak 2000-2005, Tomasz Szrama 2005 do 2010, bo dyrektorowanie nagle przerwało mu zwycięstwo wyborcze oraz obecna dyrektor Agnieszka Balcerowiak. Niedługo potem pojawili się wyjątkowi nauczyciele, czyli ci, których się nigdy nie zapomina, tacy jak Dorota Krasicka, do której wzdychała latami męska połowa szkoły (a część wzdycha do dzisiaj), Henryk Łukaszewski, który nauczył jazdy na nartach ponad 1000 osób, organizował obozy i wycieczki zapadające na zawsze w pamięć oraz uczył po lekcjach tych najroztropniejszych z uczniów historii prawdziwej. Obok nich usiedli cieszący się wielką estymą u uczniów: Waldemar Cyranek, Maria Wieła oraz Paweł Bździak.
Wreszcie „podpłynęli” byli uczniowie, wśród których był Adam Borowicz, prezes Stowarzyszenia Matura 56, były dyrektor OOK Lech Faron, Monika Walińska Miś, znana z dokonań prasowo-teatralnych, Miła Janecka ucząca potem w dawnej Alma Mater wuefu, a Jakub Cieślewicz był „doradcą królowej”.
Wszyscy byli przepytywani, egzaminowani i skłaniani do zwierzeń, co siedzącym w sali do wychowania fizycznego dało większą wiedzę o historii szkoły niż nawet kilkanaście starannie napisanych przemówień. Okazało się, że dyrektorzy najbardziej lubili nauczać, a Tomasz Szrama dodatkowo przebudowywać i remontować. Udało się wspólnie odkryć miejsca tak magiczne i pełne wspomnień jak szkolna kotłownia. Wyszło na jaw, że profesor Dorota Krasicka obskubała wraz z uczniami tynk ze ścian budynku na skapie, a dopiero potem zapytała dyrektora Szramę o pozwolenie na takie skubanie. Wspominano ucznia, który podrobił klucze do wspomnianego budynku, by urządzić w nim potajemnie swoją osiemnastkę, a na koniec otrzymał od dyrektora pochwałę za wielką fantazję. Nauczyciele przyznali się, dlaczego wybrali takie, a nie inne kierunki i tak okazało się, że na przykład Dorota Krasicka miała słabość do Adamów, w tym przypadku Adama Mickiewicza, a Henryk Łukaszewskiego na historię namówił jego mistrz profesor Taberski, chcący mieć następcę, co się zresztą stało.
Nie mogło być jubileuszu bez wspomnienia o szkolnej gazetce Trybuna Budy i jej redaktorach. Kolejno opowiadali o swoich przygodach ze słowem pisanym, a było ich wiele. Można było obejrzeć też rewię mody zmieniającej się wraz z wiekiem szkoły, a co pewien czas na scenie pojawiał się by zagrać „Staszek Band”, zespół powstały specjalnie na tę okazję z wielką jednak przyszłością na pozostałych scenach świata. Gwiazd było więcej, bo przeróżne scenki odtwarzali bardzo utalentowani młodzi aktorzy: Alicja Nakoneczna i Kajetan Ruks, oboje ze świetnymi warunkami, choć nie tylko oni, bo Waldemar Cyranek błysnął niepodważalnym talentem aktorskim z elementami komizmu, co zostało zauważone i przyjęte gromkimi brawami.
Wicestarosta ścigał się swoimi uzdolnieniami z Mariuszem Drewiczem, który dla odmiany ujawnił wielki talent poetycki. Jeżeli do tego dodać finałowy występ piosenkarski Lecha Farona, to obraz stanie się bardziej kompletny. Zakończenie oficjalnej części jubileuszu było równie luzackie jak cała reszta, zwłaszcza po wyśpiewaniu przez Lecha Farona propozycji: A teraz idziemy na jednego! Zebrani rozeszli się do zajęć grupowych i wszyscy bez wyjątków chwalili luźną i pogodną formę świętowania. W teatrzyku na skarpie odegrano spektakl dwóch Dawidów, a na szkolnym podwórcu zbierano się klasami i rocznikami, by wspominać, opowiadać i świętować.
Ostatni akt jubileuszu miał miejsce w jednej z obornickich restauracji na wielkim balu, jednak to już opowieść na zupełnie inną okazję.

Podobne artykuły