Poniszczone kołami terenówek drogi nadal nieprzejezdne a winnych brak

POWIAT OBORNICKI. W poprzednim numerze Gazety informowaliśmy o problemach, jakie spowodowała impreza Barwy Dakaru w połączeniu z Super Rally. Choć są dwie nazwy, trudno imprezy rozdzielić, bo obie dotyczyły zmagań pojazdów terenowych.
Miał z tym problem nawet Marcin Biedny, współorganizujący Barwy Dakaru, który w spocie reklamującym imprezę mówił: W tym roku Barwy Dakaru będą zawierały Super Rally i to jest ciekawostka. Dla Super rally szykujemy dwa odcinki, jeden 8 km a drugi 13 km – dodał drugi z organizatorów, Paweł Grzybowski, przedstawiający się we wspomnianym filmowym spocie jako – organizator Barw Dakaru. Zachęcał do udziału obiecując: Odbędzie się w lasach, bardzo szybko i po drogach szutrowych. Jest to największa impreza offroudowa i będziemy mieli razem ponad 200 pojazdów. Marcin Biedny dodał: Pojazdy 4 x 4 będą jeździły po torze crossowym, a super rally po drogach na odcinku prawie 40 kilometrowym.
No i jak obiecali tak się też stało. Pojazdy wyruszyły na drogi powiatu i gdyby jeszcze tylko na te utwardzone, ale i na gruntowe, ryjąc w nich głębokie na pół metra koleiny i wyrywając w gruncie dziury.
Sołtys Bąblina, Stanisław Pakuła, skarżył się: Droga w kierunku Marylówki została zniszczona w 90 procentach. Tego dnia, gdy był tu rajd nie mogła przejechać karetka pogotowia i musiała szukać drogi naokoło.
Tydzień później droga nadal nie została naprawiona. – Ma to zrobić na koszt organizatora rogozińska firma drogowa Anmak – powiedział sekretarz gminy Oborniki Krzysztof Nowacki. Współorganizator imprezy Paweł Grzybowski bagatelizuje tę sprawę, twierdząc, że: Tam i tak nikt nie mieszka. Pan Paweł przybył na teren powiatu obornickiego z Poznania i nie jest szczególnie zadowolony z sąsiadów, którzy źle jeżdżą, śmiecą i opróżniają szamba na pola.
Po naszym artykule zwrócił się do naszej redakcji zapewniając, że pojazdy Barw Dakaru jeździły tylko po terenach żwirowni oraz po prywatnej łące i wskazując na winnego zniszczenia dróg Krzysztofa Biela, organizatora imprezy Super Rally. – Impreza odbyła się obok Barw Dakaru na zupełnie innych trasach, na zupełnie innych zasadach.
Problem w tym, że Krzysztof Biel niemal wszystkiemu zaprzecza i oświadczył, iż w imprezie nie uczestniczył, jego pojazd tam nie jechał i w ogóle nic nie wie.
Miał jedynie żal do naszej redakcji, że zamieściliśmy jako ilustrację artykułu fotografię jego pojazdu. Wyjaśniliśmy mu, że sięgnęliśmy po nią na stronę internetową do zakładki „obrazy Super Rally”, która nie ma copyrightu, więc jest publicznie dostępna. Paweł Grzybowski po artykule, w którym użyliśmy słowa „rajd” prostował: To nie rajd, to spotkanie terenowe z elementami rywalizacji.
Problemem jednak nie była terminologia, ale brak zgody na organizację takiego „spotkania terenowego z elementami rywalizacji” na drogach gruntowych bez zgody ich zarządców. Co prawda pan Paweł wspomina, że organizatorzy imprezę zgłosili ponoć policji, jednak policja nie zarządza drogami, więc żadnych pozwoleń nie wydała. Nie wydali ich też burmistrz, wójt ani starosta, a ten ostatni wydał wręcz odmowę. Paweł Grzybowski upiera się, że zawarł z obornickim magistratem pisemną umowę, choć ujawniać jej nie chciał, a w magistracie nikt o niej nic nie wie.
Zarządcy dróg będą się domagali ich naprawy, mimo twierdzeń organizatora, że były i tak w złym stanie przed wiosennym równaniem. – Na wszystkie drogi zniszczone po imprezie wjechała koparka i równiarka, które naprawiły drogi – twierdził organizator Paweł Grzybowski, a zupełnie innego zdania jest sołtys Bąblina, który powiedział: Przejechała koparka ciągnąc łyżkę i niecznego nie równając. Drogę trzeba odtworzyć przy użyciu równiarki i walca.
Marcin Biedny uważa, że pisząc o zniszczonych drogach zniszczyliśmy piękną imprezę. Tymczasem sama impreza miała kilku ojców, a poczynione przez nią szkody zostały sierotą, bo winnych nie widać.
Jeszcze dziwniejsze rzeczy wygłasza Paweł Grzybowski, który na wieść o płoszeniu przez pędzące i ryczące pojazdy zwierząt leśnych uważa, że najlepiej by ich w ogóle nie było, bo czynią jedynie szkody. Sam problemu nie widzi, a tym, którzy go dostrzegają grozi nawet grzywnami, jeżeliby który tknął to, co organizatorzy postawiali sobie na gminnych drogach, niczym na własnych.
Czy coś się w przyszłości zmieni? Paweł Grzybowski obiecuje, że więcej tego rodzaju „spotkań terenowych z elementami rywalizacji” na terenie powiatu obornickiego nie będzie.

Podobne artykuły