Urzędnicy się spierają o decyzje, a zamek sobie stoi

Urzędnicy się spierają o decyzje, a zamek sobie stoi

STOBNICA. Po rozpoczęciu budowy zamku w Stobnicy zrobiło się bardzo głośno, potem ucichło i znowu jest głośno, a powodem jest informacja Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Poznaniu, iż została przekroczona powierzchnia zajęta przez budowany obiekt.
Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska wznowił postępowanie w sprawie warunków prowadzenia robót dla przedsięwzięcia polegającego na budowie zamku w Stobnicy i decyzją z 26 kwietnia tego roku uchylił swoją własną decyzję ostateczną z 6 maja 2015 r. określającą warunki prowadzenia tych robót.
Wynika z tego, że nic w naturze nie jest ostateczne, nawet decyzje Regionalnych Dyrektorów Ochrony Środowiska, a cała sprawa zasadza się na powierzchni zajętej budową działki.
Okazało się, że powierzchnia inwestycji przekracza 2 hektary, choć wedle urzędników od ochrony środowiska zadeklarowano, że będzie wynosić mniej, poniżej dwóch hektarów.
Właśnie te dwa hektary są w całej sprawie najistotniejsze i kluczowe.
Inwestor mieszczący się na powierzchni dwóch hektarów nie musi występować do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ), a powyżej musi wystąpić do wspomnianego urzędu o wydanie decyzji dopuszczającej budowę.
Kontrola wykazała jednak, że inwestor w złożonej w Poznaniu dokumentacji nie określił faktycznej powierzchni realizacji inwestycji. Tym sposobem uniknął zakwalifikowania przedsięwzięcia jako mogącego znacząco oddziaływać na środowisko lub pozostać dla środowiska obojętne.
Brak wyraźnego określenia powierzchni zajętej przez inwestycje powoduje z jednej strony wznowienie postępowania przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Poznaniu, a z drugiej strony tworzy liczne możliwości odwołań od wszelkich decyzji jakie już zapadły lub jakie zapadną w najbliższej przyszłości.
Tym samym zaczął się chocholi taniec nad decyzjami i pozwoleniami, a pierwszym jego przejawem jest: Sprzeciw dla realizacji przedmiotowego przedsięwzięcia, gdyż zdaniem organ, inwestycja dotyczy działań objętych obowiązkiem uzyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach, a ta nie została dla przedmiotowej inwestycji wydana – jak informuje Jacek Przygocki, rzecznik RDOŚ w Poznaniu.
Ruszyła machina i Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Poznaniu aktualne rozstrzygnięcie przesłał do wiadomości Generalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska i staroście obornickiemu. Starosta został wciągnięty w jej tryby, gdyż wydał pozwolenia na budowę mimo braku decyzji środowiskowej RDOŚ, a tej nie było, bo inwestor nie zadeklarował zamiaru przekroczenia rozmiarów inwestycji na teren ponad dwuhektarowy.
W tej sytuacji urząd Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska chce wznowienia postępowania w sprawie uzyskania pozwolenia na budowę.
Tymczasem pozwolenie zostało już dawno wydane i na jego mocy stanęła inwestycja warta ponad 200 mln złotych.
– W tej sytuacji starosta obornicki, ewentualnie wojewoda wielkopolski, powinien w zakresie swoich kompetencji rozważyć podjęcie dalszych kroków prawnych dotyczących wydanego pozwolenia – tłumaczy swój urząd Przygocki.
Tu problem, bo pozwolenie na budowę ma już swoje następstwa, a o ewentualną opinię RDOŚ starać się nie ma sensu, bo winna być ona wydana przed wydaniem pozwolenia.
Tak ruszyła lawina urzędniczych sporów i potrwa zapewne jeszcze długo.
Strony mają prawo do wniesienia odwołania do Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Jeśli rozstrzygnięcie stanie się prawomocne, a mogą minąć lata, inwestora czeka niezwykle skomplikowana procedura uzyskania decyzji środowiskowej, aby inwestycję formalnie ukończyć, bo fizycznie jest w zakresie budowy ukończona.
Przedmiotowe rozstrzygnięcie Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Poznaniu nie jest ostateczne i strony mogą odwołać się do sądu, co potrwa jeszcze dłużej.
Tymczasem zamek w Stobnicy już stoi pod dachem i z wszystkimi instalacjami. Czym mógł zaingerować w środowisko, już zaingerował. Jego kilkudziesięciometrowa wieżą góruje nad lasem, a las ten nie jest Puszczą Notecka, jak się czasem ten teren mylnie określa.
Tak potężnej budowli nie da się gumką z pejzażu wymazać, zatem powstaje pytanie, po co ten cały urzędniczy spór decyzyjny, bo zyskają jedynie dziennikarze, którzy znów będą mieli o czym przez całe lato pisać.

Podobne artykuły