Protest rodziców z Ludom. Dzieci, czy ekonomia?

Protest rodziców z Ludom. Dzieci, czy ekonomia?

LUDOMY. Gośćmi sesji rady gminy Ryczywół byli rodzice dzieci klas czwartych, uczęszczających do szkoły w Ludomach. Przyszli, by zaprotestować przeciwko planom połączenia klas 4 a i 4 b w jeden zespół klasowy. Są to klasy 12- i 13-osobowe, a gdy jest poniżej 20 uczniów w klasie, gminie nie wystarczy państwowa subwencja i musi do takiej klasy dopłacać.
W ten sposób po jednej stronie sporu stanęła ekonomia, a po drugiej rodzice, dla których dobro dzieci jest wartością najwyższą, a martwi ich istotne zróżnicowanie wieku dzieci, bowiem różnica miedzy nimi wynosi trzy lata, gdyż jedne poszły do szkoły w wieku 6 lat inne w wieku lat 7 a nawet już 8 latek. Tak licznego zespołu klasowego nigdy w ludomskiej szkole nie było.
W imieniu rodziców pani Ewelina odczytała list protestacyjny: W związku z decyzją o połączeniu klasy 4a i 4b w jeden zespół klasowy od września 2019 roku, jako rodzice uczniów tych klas protestujemy przeciwko takiemu rozwiązaniu. Podział na dwie klasy jest uzasadniony, ponieważ uwzględnia zróżnicowanie wiekowe dzieci. W klasie 4a znajdują się dzieci z rocznika 2009, objęte ówczesną reformą oświatową, która zakładała rozpoczęcie edukacji szkolnej przez 6-latki, a w klasie 4b są dzieci z rocznika 2008 a nawet 2007. Gdy nasze dzieci, jako 6-latki szły do szkoły zapewniano nas, że taki podział jest niezbędny i zostanie utrzymany do końca szkoły podstawowej.
Pomimo realizowania takiego samego programu nauczania w obu klasach, między dziećmi występują istotne różnice rozwojowe pod względem fizycznym, emocjonalnym i społecznym. Połączenie klas będzie niekorzystne przede wszystkim dla młodszych uczniów, którzy przez czteroletni okres edukacji byli traktowani przez klasę 4b jak „maluchy”, z uwagi na cechy fizyczne i emocjonalne podejście do wielu spraw. Ponadto rywalizacja między klasami sprawiła, że narosło wiele antypatii, a nawet zachowań agresywnych i sami uczniowie są bardzo negatywnie nastawieni do decyzji o połączeniu klas. Obawiamy się, że zamiast efektywnej nauki w klasie 5 zaczną się poważne problemy wychowawcze, które uniemożliwią lub znacznie obniżą zachowanie dyscypliny.
Obecny podział uczniów na dwie klasy zapewnia indywidualne podejście do dziecka, rozpoznanie jego problemów, potrzeb czy zdolności. Od początku rozpoczęcia edukacji szkolnej nasze dzieci nauczone są pracy w małej grupie, systematycznego sprawdzania ich wiedzy, co zapewnia im komfort nauczania. Połączenie w jeden 25 osobowy zespół może im tylko zaszkodzić i obniżyć poziom nauczania.
Kolejnym aspektem jest zmiana wychowawcy, co dla dzieci w tym wieku jest wielkim rozczarowaniem a nawet dramatem. Dzieci szybko się przywiązują i traktują wychowawcę jak powiernika, opiekuna, osobę do której zawsze mogą udać się ze swoimi sprawami czy problemami szkolnymi. Uważamy, że dla zapewnienia ciągłości pracy wychowawczej i jej skuteczności, pożądane jest, aby wychowawca opiekował się tymi samymi uczniami w ciągu całego cyklu kształcenia w szkole.
W każdej z klas są uczniowie wymagający indywidualnego traktowania ze strony nauczycieli, co orzekają opinie po przeprowadzonych badaniach w poradniach psychologiczno-pedagogicznych. W klasie 4a czterech uczniów ma opinię poradni, dodatkowo dwoje dzieci uczęszcza na zajęcia dydaktyczno-wyrównawcze po rozpoznaniu przez nauczycieli. W klasie 4b: czworo dzieci ma opinie z poradni psychologiczno-pedagogicznej, jedno dziecko ma zajęcia socjoterapeutyczne, kolejne dziecko ma orzeczenie z poradni, czworo dzieci musi uczęszczać na zajęcia korekcyjno-kompensacyjne, dodatkowo dość duża grupa dzieci uczęszcza na zajęcia wyrównawcze z języka polskiego (4 dzieci), z matematyki (6 dzieci) oraz z języka angielskiego (2 dzieci), jedno dziecko wymaga zajęć logopedycznych, jedno z dzieci czeka na opinię z poradni.
Jak wynika z powyższego, w obu klasach są dzieci z problemami. Uczniowie Ci wymagają indywidualizacji procesu wychowawczego, szczególnego wsparcia zarówno nauczycieli jak i wychowawcy oraz indywidualnego podejścia. Jeśli liczebność klasy wzrośnie dwukrotnie, pomoc takim dzieciom będzie znacznie utrudniona lub wręcz niemożliwa.
Kolejnym problemem jest to, że w klasach są dzieci, które przejawiają agresję lub prowokują sytuacje konfliktowe, co może doprowadzić do eskalacji takich zachowań przy zwiększonej liczbie uczniów i zróżnicowaniu wiekowym, w szczególności między klasami, które ze sobą rywalizują. W ciągu czterech lat dochodziło już kilkukrotnie do agresji nie tylko werbalnej, ale także fizycznej, co zostało zgłoszone na policję. Podobne sytuacje oraz wzajemne antypatie na pewno będą miały wpływ na naukę i skupienie pozostałych uczniów podczas zajęć lekcyjnych. Ekonomia i finanse nie mogą być decydującym czynnikiem stanowiącym o przyszłości naszych dzieci, bowiem priorytetem powinno być ich dobro, którego nie wzięto pod uwagę podejmując decyzję o połączeniu klas. Nie ma ważniejszej rzeczy jak szczęście dziecka, jego dobre samopoczucie podczas zajęć lekcyjnych i co za tym idzie pewność siebie oraz bycie docenianym i akceptowanym w swojej klasie. Połączenie klas zaburzy cała ich dotychczasową systematykę, na którą pracowali rodzice, nauczyciele oraz pedagodzy szkolni. Pozostawienie obu klas da im możliwość na dobry start w przyszłej edukacji.
Jako rodzice, nie zgadzamy się na połączenie klas i wierzymy, że nasz głos w tej sprawie jest istotny i nie zostanie pominięty przy ponownym rozważeniu decyzji, która ma istotny wpływ na los naszych dzieci.

Wójt Henryk Szrama wyjaśnił, że ten problem zgłaszała mu już kierownik referatu oświaty, bo są klasy 12- i 13-osobowe i trzeba takie dwie klasy połączyć w jeden zespól 25 osobowy. On, jako nauczyciel uważa, że to dobrze, gdy grupa jest tak liczna. – Gdy rozmawiałem z dyrektor nie miałem żądnych dokumentów, a ona żadnych wątpliwości. Te przymiarki są spóźnione o rok, bo zmiana wychowawcy nie jest dla dzieci dobra. Gdy podejmę decyzje, to w klasie pierwszej też może być protest, bo jest tam 25 dzieci i w Ryczywole też jest tak liczna klasa. Do tego czasu nie było wątpliwości, więc podpisałem pismo, dający dyrektor wolną rękę. Gdy mnie rodzice odwiedzili rozmawialiśmy o wątpliwościach. Mam wszystkie orzeczenia poradni i jest tylko jeden z orzeczeniem na nauczanie indywidualne. Są tu różne opinie zalecające objęciem opieką specjalistów z logopedii czy psychologów. Prostuję, że w ramach zajęć się dzieci uczyć się w zespołach tematycznych liczących osiem osób, bo takie są przepisy.
Tu pojawił się element ekonomii. Brak połączenia klas będzie gminę kosztował co najmniej 94 tysiące złotych rocznie. – Jeżeli narosło wiele antypatii i agresji pomiędzy dziećmi – to, zdaniem wójta – Trzeba było się tym zająć już wcześniej i nad tym pracować. Szkoła i rodzice powinni działać, likwidując wszelkie objawy agresji w szkole.
Jednak czasu nie można odwrócić, a bezlitosna ekonomia wciąż szczerzyła zęby, gdy wójt wyliczał: Dla mnie 25 osobowy zespół jest normą, a do oświaty i tak dużo dopłacamy z powody mało licznych oddziałów.
Szymon Chmielewski przyznał, że – Połączenie tych klas to sprawa ekonomiczna, nie było jednak przypadku łączenia trzech roczników w jednej klasie, więc popieram protest rodziców.
Przeciwnego zdania był Łukasz Krzyśko: Trzeba będzie dopłacać około 100 tys. rocznie. To nam ograniczy inwestycje, a mamy na to tylko milion.
Bogumiła Szychta była wśród radnych stawiających dzieci ponad ekonomię: Dobro dzieci jest najważniejsze, a nie inwestycje. Połączenie roczników u tak małych dzieci jest bardzo niekorzystne dla ich rozwoju. Mogą sobie nie poradzić i powstaną takie antagonizmy. Popieram rodziców, a warunkowanie kosztami takich decyzji jest złe, bo my jesteśmy dla rodziców, a nie oni dla nas. Największym problemem jest różnica wiekowa.
Henryk Szrama przypomniał, że mało liczne klasy stały się powodem zamykania szkół we Wiardunkach, w Radomiu, bo miały oddziały 12-osobowe i nie mogły przetrwać.
Adam Sobociński chciał wiedzieć: Co ma przy łączeniu dwóch klas w jedną zamykanie szkół? Wójt oświadczył, że: w Ryczywole też są trzy roczniki w jednej klasie, nie ma problemu. Nie rozumiem, w czym problem w Ludomach? Trudno by wójt zajmował się oddziałami klasowymi, wiedział o ich problemach, ja muszę globalnie. Muszę usłyszeć argument tak poważny, by mnie przekonał do zmiany decyzji.
Pani Ewelina wyliczyła: Tam są trzy roczniki 2007 do 2009, a jeden uczeń jest z roku 2005. To powoduje ogromne różnice rozwojowe. Gdy jedni uczniowie wierzą wciąż w świętego Mikołaja i wróżkę Zębuszkę, starsi mają zainteresowania o podłożu seksualnym. Tocząca się przed sądem sprawa o agresję ucznia też powinna być panu znana.
Zdaniem Barbary Boch w tej dyskusji powinna uczestniczyć dyrektor ludomskiej szkoły. Wójt Henryk Szrama wyjaśnił: Ona na początku problemu nie widziała, a teraz jest burzliwie w szkołach, bo są egzaminy i jest ona zajęta. Pośpiechu jednak nie ma, bo można wszystko pozmieniać aneksem. Chcę też poznać opinie kuratorium, by podjąć najlepszą opinię. Cała sprawa jest oparta na ekonomii i się do tego przyznaję, bo budżet jest najważniejszy, a my nie tworzymy kolosa liczebnego w tej klasie. Nad agresją boleję, ale szkoła może zadziałać i agresję zlikwidować, co jest jej obowiązkiem. Dyrektor ma wiele środków z policją włącznie. Znam hasła, że dzieci są najważniejsze ale trzeba pamiętać też o budżecie. Henryk Szrama obiecał: Nawiążę kontakt z panią dyrektor.
Po stronie wójta stanęła radna Bogumiła Figiel: W całości popieram pana wójta. Niczego złego w tym połączeniu nie widzę. Rodzice nie mogą twierdzić, że my się nie damy. Ja wójta popieram. Pani Ewelina zauważyła: To nie rodzice podejmowali decyzje, a reforma wniosła obowiązek nie pytając rodziców o ich zdanie. Wójt przyznał jej rację: Ten właśnie argument najlepiej do mnie dociera i mnie przekonuje.
Tomasz Kaczmarek chciał poznać autora pomysłu łączenia mniejszych klas w większą: Kto miał inicjatywę? Referat oświaty czy dyrektor szkoły? Jeśli winien referat, to wójt powinien coś z tym zrobić. Czy ktoś rok temu składał wniosek połączenia? Przecież finanse nie są tak ważne, jak ważne są dzieci. Skoro zależy nam na dzieciach, to trzeba znaleźć w budżecie te 90 tysięcy i zadbać o dzieci.
Wójt się najwyraźniej tym zirytował: Hasła o dobru dziecka najmniej do mnie przemawiają, bo się już tych haseł wiele nasłuchałem i trudno mnie do nich przekonać. Poparła go Genowefa Nędza: Popieram wójta. Ekonomia jest ważna.
Roman Trzęsimiech nie krył zaskoczenia. – Smutno mi, że dzieci są dla pana wójta argumentem najmniej ważnym, dziwi mnie, dlaczego roku temu nie było sygnałów o potrzebie łączenia.
Henryk Szrama wyjaśnił: Pierwszy sygnał był na radzie dyrektorów, potem była u mnie kierownik z wydziału oświaty, by połączyć klasy i się zgodziłem. Zrozumiałem, że dyrektor zgodziła się na połączenie. Traktowaliśmy to, jako norma, ale potem przyszli do mnie rodzice. Na koniec dodał: Ja nie jestem przeczulony na dobro dziecka, ale na hasłowość w oświacie.
Roman Trzęsimiech podsumował: Dziś te 94 tysiące uzyskały priorytet i stały się ważniejsze od dzieci. Łukasz Krzyśko dodał: Ale jak będą jednak podwyżki dla nauczycieli, to będzie jeszcze drożej. Zdaniem Moniki Olech: Mimo wszystko, nie powinno być łączenia roczników.
Pani Ewelina wyjaśniła radnym: Rozmowy trwały od stycznia, a w marcu dyrektor została wezwana do zmiany arkusza organizacyjnego i połączenie klas. My, jako rodzice, dowiedzieliśmy się o decyzjach w kwietniu od nauczycieli. Od stycznia do kwietnia można było z nami rozmawiać. Prosiliśmy pana wójta o spotkanie rodziców i dyrektor, pan powiedział, że takie spotkanie jest niepotrzebne, bo wszytko jest w tej sprawie już ustalone.
Szymon Chmielewski prosił wójta o ponowne rozmowy i zapoznanie się z opinią kuratorium i dopiero wtedy podjęcie decyzji. Wójt obiecał, przypominając na koniec znów o 95 tysiącach, a trzeba pamiętać, że owe 95 tysięcy pochodzi właśnie z podatków protestujących rodziców. Ci ostatni powiedzieli, że nie przestaną, a nawet zintensyfikują swoją walkę o dobro dzieci.
Kto zwycięży? Dzieci, czy ekonomia? Tego jeszcze dziś nie wiadomo.

Podobne artykuły