Ostry spór w szpitalu i „krzyk rozpaczy” średniego personelu

Ostry spór w szpitalu i „krzyk rozpaczy” średniego personelu

OBORNIKI. Gośćmi ostatniej sesji rady powiatu były pielęgniarki z obornickiego szpitala, które przybyły liczną grupą z przewodniczącą związku zawodowego Aliną Antowską na czele.
Pielęgniarki i położne miały ze sobą plakaty. Przybyły, żeby zaprotestować i prosiły o wysłuchanie. Musiały przeczekać kilkugodzinną sesję, bo kolej na ich głos wypadła niemal na koniec spotkania.
Protest dotyczył relacji pomiędzy średnim personelem szpitala, a dyrektor Małgorzatą Ludzkowską.
Ta ostatnia była obecna podczas sesji, ale tylko do przerwy. Pielęgniarki twierdziły, że jedynym celem ich wizyty jest domaganie się szacunku ze strony dyrekcji i oponowanie przeciwko zniewagom i złemu traktowaniu. O pieniądzach nie wspominały, choć te zwykle stanowią bazę większości takich sporów.
W końcu Alina Antowska, w towarzystwie dwóch pań z plakatami w dłoniach, stanęła przed radą powiatu ze słowami: Jesteśmy obrażani i pomijani. Dostaliśmy z ministerstwa po 550 złotych premii, która dyrektor rozdzieliła bez żadnych kryteriów i zasad. Chciałyśmy porozmawiać o tym z panią dyrektor, ale nigdy nie miała dla nas czasu. Wreszcie doszło do spotkania i zamiast rozmowy była ze strony dyrektor jedynie agresja. Nie mamy żadnych oczekiwań płacowych, jedynie chcemy szacunku ze strony dyrekcji, chcemy co nasze i innego traktowania.
Alina Antowska twierdziła, że: Zdaniem dyrektor podwyżka dla pielęgniarek była niesłuszna, bo pomijała lekarzy i inny personel. Mówiła nam, że wszystkie pieniądze były kierowane do nich. Czy kierownicy są źle wynagradzani? To była nieprawda. Obciąża się nas zarzutem, że to przez nas inni nie zarabiają tak jak by powinni. Dyrektorka nazywa nas kłamczuchami. Chcemy, aby organ założycielski wiedział, że poszczególne grupy są przez dyrektor Ludzkowską napuszczana na siebie. Pracujemy i to ciężko dla człowieka chorego, stoimy przy szpitalnych łóżkach, uczestnicząc w najważniejszych chwilach życia pacjentów. Nie rezygnujemy z zawodu z powodu świadomości o odpowiedzialności tej pracy.
Pielęgniarki mówiły o tym, że czekają na ruch ze strony władz, potencjalnych pacjentów, bo brak jest pielęgniarek i szpitalowi grozi katastrofa. – W szpitalu już się zmniejsza ilość lóżek, bo brak jest personelu. W szpitalu panuje bardzo zła atmosfera. Czekamy na przeprosiny pielęgniarek i położnych. Przypominamy, że związki zawodowe są organizacją niezależną i nie życzymy sobie wtrącania pani dyrektor do naszych związków.
Na pikietę organizowaną w Warszawie pojadą samorządy i szpitale. One ze swoja dyrektor nie pojadą, bo zbyt wiele ich dzieli. Na plakatach można było przeczytać – „Chcemy dyrektora, nie dyktatury” i „Pielęgniarki i położne nie są kłamczuchami”.
Przewodnicząca Renata Tomaszewska skwitowała protest pielęgniarek nadzwyczaj trafnie słowami: To krzyk rozpaczy. Szanujemy państwa zawód, odnosimy się do niego z szacunkiem i mamy świadomość, jak ciężka to praca i zawsze była oraz będzie źle oceniana. Wasze pismo z protestem przesłałam do wszystkich radnych. Trafi ono do komisji skarg i wniosków i petycji.
Zbigniew Nowak nie chciał czekać na ustalenia komisji. – Pytam zarząd, czy starosta przewiduje zmiany na stanowisku dyrektora szpitala, bo spór najwyraźniej będzie trwał.
Zofia Kotecka zapewniła: Komisja ma to rozpatrzyć. Nie chcę z góry, bez wysłuchania pani dyrektor, podejmować żadnych decyzji. Tak nie można. Są po obu stronach emocje, poczekajmy na ocenę radnych z komisji.
Alina Antowska zarzuciła pani staroście opieszałość. – Od trzech miesięcy zna pani sprawę i mówi, że wszelkie oceny są przedwczesne? Zofia Kotecka wyjaśniała, że – Różne niezależne sprawy przesunęły terminy, więc były niedotrzymane. Mieliśmy spotkanie z wyjazdem do Poznania. Staraliśmy się o ratownictwo.
Zbigniew Nowak nie odpuszczał: Skoro zmian personalnych nie będzie, to co zrobicie w obliczu strajku lub chorobowego załogi? Starosta odparła: Futurystką nie jestem. Nie wiem co będzie.
Piotr Desperak poprosił o nieeskalowanie problemu. – Panie przyszły prosić o wsparcie. Co będzie, jeżeli komisja nie poprze pielęgniarek? Obawiam się, że konflikt zostanie. Obawiam się, że komisja skarg i wniosków nic nie załatwi. Pielęgniarki proszą o mediacje, załatwianie tego komisją i przerzucanie się kamykami nic nie da. Radny zaproponował mediacje komisji społecznej, w której sam zasiada. Zgodziła się z nim Renata Tomaszewska. – Nie mam wątpliwości, że ich przybycie to wołanie o pomoc. Komisja musi się skargą zajęć. Błażej Cisowski próbował coś ugrać dla swego klubu (PSL). – Władze powiatu już sprawę znają, problem jest personalny. Jako klub PSL widzę w tym winę państwa.
Alina Antowska najwyraźniej nie chciała w spór wciągać resztę państwa polskiego, więc wyjaśniła: Nam nie chodzi o pieniądze. Nie chodzi nam o premie. I tak o pieniądzach mieliśmy nie wiedzieć, bo inni dostali premie, a my nie. Nam chodzi o szacunek wobec ciężkiej pracy.
Zofia Kotecka przyznała, że problemy owszem są. Ona rozumie dyrektor szpitala, która: Chciała zrobić odrobinę przyjemności pracownikom przed świętami, bo zarabiają po 1800 złotych, więc dała im trochę pieniędzy. Ja do związków też należałam, ale szybko z nich wystąpiłam. Związek powinien pomagać najsłabszym pracowników zakładu, a nie zawsze tak jest.
Głos zabrał też Andrzej Ilski: Pielęgniarki oczekują od pani dyrektor przeprosin. To jak na związek zawodowy bardzo niewiele, bo taki związek może znacznie więcej. Liczę, że dyrektor Ludzkowska powinna panie przeprosić, bo się zagalopowała używając złych słów.
W obornickim szpitalu pracuje w różnym wymiarze 135 pielęgniarek i położnych, w tym 99 na etacie. Do związków zawodowych należy 75% średniego personelu, więc jest to bardzo silna reprezentacja.
– Szpital kosztował w ostatniej dekadzie podatników obornickich ponad 30 milionów, a może się zawalić z powodu sporu personalnego – powiedział w czasie przerwy Wiesław Bartkowiak.
Trudno się z nim nie zgodzić, a i tak już nie jest łatwo. Jak informowała Alina Antowska: Średnia wieku pielęgniarek w naszym szpitalu wynosi 56 lat.
Można pielęgniarki i położne jeszcze bardziej rozeźlić. Ale kto wtedy zajmie się pacjentami?

Podobne artykuły