PKS do Obornik – sprawa polityczna czy ekonomiczna?

PKS do Obornik – sprawa polityczna czy ekonomiczna?

POWIAT OBORNICKI, POZNAŃ. Prezydent Poznania Jaśkowiak z PO ma zamiar zlikwidować 1 lipca przewozy realizowane przez poznańską spółkę PKS. Odczuje to też powiat obornicki, bowiem PKS obsługuje na trasie z Obornik do Poznania 96 kursów w miesiącu, po pięć dziennie. Wiele tego nie ma, ale zawsze to komunikacyjna dziura.
Dlaczego Jaśkowiak likwiduje? Na to pytanie odpowiedzi jest wiele, a gdy nie bardzo wiadomo dlaczego, to może znaczyć, że chodzi o pieniądze. PKS Poznań ma obecnie sześć milionów strat, więc prezydent Poznania chce od gmin dofinansowania, albo likwidacji spółki. Władze Obornik i powiatu obornickiego apelują do władz Poznania, a Piotr Woszczyk oświadczył: Ma to aspekt polityczny ze strony prezydenta Poznania.
Głos zabrał także prezydent Jacek Jaśkowiak: Ta działalność jest od lat nierentowna. Z naszego punktu widzenia dopłacanie do funkcjonowania PKS Poznań jest nieracjonalne. Nie ma szans, by w tej formule spółka nie generowała milionowych strat. Fakt jest taki, że kolejne spółki PKS w kraju upadają, a jedyny projekt rządowy, zakładający rekompensaty dla przewoźników obsługujących nierentowne linie przez rok od złożenia nie trafił nawet do sejmu. Deklaracje rządu w sprawie dotowania takich połączeń trudno zatem traktować inaczej niż jako obietnice wyborcze. Na tego typu zapewnieniach nie możemy opierać naszych decyzji. To jest kwestia odpowiedzialności za finanse miasta i przyszłość pracowników PKS Poznań.
Prezes Jarosław Kaczyński zakomunikował chęć odnowy PKS, a premier doprecyzował, iż rząd planuje dopłaty w wysokości 1 zł do jednego kilometra, przeznaczając na ten cel w niewiadomej przyszłości 800 mln na cały kraj rocznie. Mateusz Morawiecki zapewniał, że dopłaty pokryją jedną trzecią kosztów przewozów międzymiastowych, co oznacza, że trzy czwarte kosztów musiałyby pokrywać lokalne samorządy. Ile to wyniesie w skali roku dla Obornik, trudno dziś powiedzieć, bo nikt nie potrafi tego jeszcze wyliczyć wobec ogromu niewiadomych.
Można sobie tylko wyobrazić tę kwotę, wiedząc z oficjalnego komunikatu, że dla PKS, tylko w 2017 roku, Poznań dopłacił do przewozów 5,5 mln zł, a w roku minionym 6 mln złotych.
Zagłębiając się w historie spółki – władze Poznania przejęły spółkę od Skarbu Państwa w roku 2010 i opracowały plan jej rozwoju. W jego ramach przeprowadzono m.in. odmłodzenie floty autobusów, sprzedaż zbędnego taboru i likwidację najbardziej deficytowych linii. Mimo to w ostatnich ośmiu latach liczba pasażerów PKS Poznań spadła o 54 proc., a przychody z biletów o 64 proc.
W ocenie Poznania tzw. półśrodk,i w postaci likwidacji nierentownych połączeń, nie mają sensu, ponieważ spółka dopłaca do ponad 90 proc. z nich. Władze Poznania przekonują, że sytuacja na rynku przewozów to ogólnokrajowy problem, a nie tylko poznański, czego dowodem jest masowa likwidacja przewozów PKS. Do tego dochodzą rosnące koszty paliwa czy presja płacowa. Z kolei gminy takie jak Oborniki czy Rogoźno, których mieszkańcy najczęściej korzystają z usług PKS, nie chcą partycypować w kosztach utrzymania poszczególnych linii. 
Eksperci od transportu przekonują, że likwidacja PKS to kolejne problemy dla Poznania, bo efektem będzie jeszcze większy ruch samochodowy w mieście. W tej sytuacji doradcy prezydenta Jaśkowiaka proponują takie oto trzy rozwiązania. Jedno z nich to przekazanie spółki samorządowi województwa. Na to jednak musi zgodzić się jeszcze druga strona, a trudno przypuszczać, żeby była ona skora do przejęcia przynoszących straty linii, do których trzeba by zapewne dokładać.
Innym wariantem jest podział spółki, polegający na wydzieleniu trzech Zorganizowanych Części Przedsiębiorstwa (ZCP), z których każda zajmuje się inną działalnością oraz przeniesienie ich do innych miejskich spółek. Przy wyborze takiego rozwiązania, zajmująca się działalnością przewozową „ZCP Przewozy” oraz „ZCP Zaplecze Serwisowe” zostałyby wniesione do Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Poznaniu, natomiast trzecia część: „ZCP Nowy Dworzec” trafiłaby do Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych. W tej sytuacji autobusy i całe zaplecze techniczne trafiłyby do MPK, a wszyscy pracownicy mieliby zapewnione zatrudnienie w nowym miejscu. Z kolei dworzec autobusowy trafiłby pod skrzydła ZKZL.
Zatrudnieni w PKS zaproponowali z kolei przejęcie przewoźnika przez spółkę pracowniczą. Miasto obecnie analizuje też taką możliwość.
Wiceburmistrz Piotr Woszczyk, o którym można powiedzieć, że jest komunikacyjnym ekspertem, nie kryje irytacji wobec samej formy likwidacji PKS Poznań. – Pragnę jednoznacznie oświadczyć, że sama forma, jak i treść spotkania w żadnym zakresie nie zbliżyła nas do rozwiązania problemów.
Wiceburmistrz Obornik uważa, że Poznań zdecydował o likwidacji przewoźnika i jedynie potrzebuje legitymacji, aby w mediach przedstawić fikcyjny zamiar ratunku firmy. – W związku z takim stanem spraw i powagą sprawy wystąpiłem do Spółki z zapytaniem w kwestii merytorycznej w zakresie: przedstawienia naszej gminie aktualnej liczby kursów na trasie Poznań – Oborniki i Oborniki – Poznań. Zwracam się z prośbą o przedstawienie całościowego wyliczenia kosztów funkcjonowania tras PKS Poznań SA , przedstawionego innym gminom i metodologii wyliczeń z wyjaśnieniem, jakie realne koszty musiałaby ponieść Gmina Oborniki. Dlaczego za reprezentatywny w naszej tabeli przyjęto miesiąc październik 2018, skoro przychody z biletów i liczba pasażerów w tym miesiącu są najwyższe? – pytał Piotr Woszczyk.
Co będzie dalej, trudno dziś przewidzieć, a sam problem tkwi najprawdopodobniej w tym, kto będzie ponosić koszty dopłat do nierentownych przewozów. Według Piotra Woszczyka sugerowanie dopłat ze strony gmin jest niepoważne. Propozycje rządu dopłacania złotówki do kilometra mogą się okazać jednak niewystarczające.
Choć samorządy nie są winne zaistniałej sytuacji, to na nich będą wieszali psy mieszkańcy gmin, którzy nie będą mogli skorzystać z dotychczasowych połączeń. Być może zrekompensuje je inny przewoźnik. Tu trzeba pamiętać, że przewozy na linii Oborniki – Poznań były już organizowane przez przewoźników prywatnych i dość szybko upadły. Może problem choć w części rozwiąże Kolej Metropolitalna?
Starosta Obornicki Zofia Kotecka wraz z burmistrzem Tomaszem Szrama i jego zastępcą apelują do władz Prezydent Poznania, aby spotkał z wójtami i burmistrzami i zaproponował im współfinansowanie połączeń. Samorządowcy poczuli się postawieni pod ścianą, bo spotkanie odbyło się 7 marca, a decyzja w sprawie PKS-u ma zapaść 19 marca – Co takiego się stało, że tak szybko trzeba tę spółkę likwidować? Tu i teraz. W marcu czy kwietniu. Może byłoby warto usiąść do rzeczowej analizy, przedstawić cyfry, przedstawić wyniki – zastanawia się Piotr Woszczyk, zastępca burmistrza Obornik. Samorządowcy są gotowi do negocjacji, ale te wymagają czasu. 
O danie tego czasu gminom zaapelował Marek Sternalski, przewodniczący klubu radnych PO w radzie miejskiej Poznania. – Termin kilku dni dla gmin, żeby podjęły decyzję jest zbyt krótki. Powinniśmy wydłużyć ten czas, porozmawiać z gminami.
Czy uda się w tym czasie wypracować konsensus, czy pogodzą się ekonomia z polityką? Na odpowiedzi przyjdzie zapewne nam jeszcze poczekać.

Podobne artykuły