Kłopoty rolniczych tygrysów

POWIAT OBORNICKI. Po przedstawieniu faktów na temat uboju chorych, poranionych krów i handlu wołowiną z nierzadko padłych wcześniej sztuk, polski eksport wołowego mięsa do Europy nagle wyhamował. Podesłanie Czechom drobiu z salmonellą sytuacji nie poprawiło. Nad sytuacją rolnika hodowcy skupili się niedawno radni powiatu.
Według radnego Zbigniewa Nowaka – To inne państwa z Polską walczą, bo polski rolnik jest tygrysem Europy, więc go atakują.
Andrzej Ilski owych „tygrysów Europy” w swoim sąsiedztwie jakoś nie widzi i na sytuację patrzy z pesymizmem. – W rolnictwie jest źle. Mamy w hodowli 34% mniej trzody, dopłaty są mniejsze, bydła mamy mniej. Ilski pytał: Co robić, gdy krowa złamie nogę lub się nie doi. Czy rolnik może na niej jeszcze coś zarobić? Czy już jedynie zapłacić za ubój sanitarny?
Odpowiadała mu wojewódzki weterynarz w powiecie obornickim, Magdalena Karmelita-Bach. – Gdy lekarz weterynarii stwierdzi sztukę wybrakowaną, to już tylko ubój sanitarny. Do uboju na przerób może skierować jedynie zdrowe sztuki. Gdy dojdzie do kontuzji zwierzęcia w gospodarstwie, to można je dobić, ale trzeba o tym poinformować lekarza weterynarii, wtedy przyjedzie ubojowiec z uprawnieniami i przy lekarzu weterynarii, który zbada zwierzę przed i po uboju, skróci jego cierpienie.
Wynika z tego, że rolnik na takim zwierzęciu już nie zarobi, zwłaszcza po niedawnej krowiej aferze.

Magdalena Karmelita-Bach zapewniła, że będą szkolenia dla przewoźników, by i oni mieli wiedzę jak postępować z rannym zwierzęciem. – Może się zdarzyć kontuzja w przewozie, ale wówczas w ciągu dwóch godzin musi przybyć do zdrowego zwierzęcia lekarz weterynarii, bo potem już nic z niego nie będzie. Takiego już do uboju odstawić nie można. Jeżeli zwierzę nie było ubezpieczone, a większość tego nie ma, to rolnik ma problem. W przypadku utylizacji rannego zwierzęcia rolnik może liczyć na wsparcie finansowe od agencji rolnej.
Na koniec ostrzegła: Będziemy robić kontrole krzyżowe, by wyeliminować złe nawyki. Zwierzę ze złamaną nogą musi być ubite jeszcze w gospodarstwie, a jeżeli do kontuzji dojdzie w transporcie, zakład ubojowy dobija. To co zostało ubite w gospodarstwie, tego nie można wlec do uboju.
Według prawdziwego rolniczego tygrysa, radnego Zbigniewa Nowaka: W praktyce to wygląda inaczej. Rolnik za sztukę po wypadku dostaje 400 złotych, a jeszcze zarabia rzeźnia.
Niestety są potem tego skutki, o których piszemy na wstępie. Spożycie wołowiny w Polsce potężnie spadło i dużo wody w Warcie upłynie, zanim znów pojawią się chętni na wołowy befsztyczek.

Podobne artykuły