Obornicki szpital próbowano sprzedać, a potem zlikwidować

Obornicki szpital próbowano sprzedać, a potem zlikwidować

OBORNIKI. Szpital obornicki miał swe wzloty i upadki, a raz już nawet doszło do jego formalnej likwidacji. Miało to miejsce w roku 1936. Już sześć lat wcześniej, na początku roku 1930 magistrat zaproponował sprzedaż przejętego pięć lat wcześniej od Niemców szpitala wojsku na „Dom Wypoczynkowy dla Oficerów” za całkiem pokaźną wówczas kwotę 130 tysięcy złotych, plus 20 tysięcy złotych za część nieruchomości. Pertraktacje z dowódcą korpusu okręgu VII generałem Dzierżanowskim ostatecznie spełzły na niczym. W tej sytuacji 15 lipca 1936 r. Rada Miejska podjęła uchwałę o zaprzestaniu prowadzenia Szpitala Miejskiego z dniem 15 sierpnia 1936 r. Budynek lecznicy wraz z ogrodem i parkiem oddano Towarzystwu Naukowemu na prowadzenie tam gimnazjum. Wydatki na przebudowę i dostosowanie budynku do potrzeb oświatowych zabezpieczył w swym budżecie Zarząd Miejski, a radni podjęli decyzję o zaciągnięciu dwóch pożyczek po 12 tysięcy złotych każda, na przebudowę gmachu szpitala dla celów szkolnictwa. W miejsce szpitala miano utworzyć jedynie izbę z czterema łóżkami.
Do redakcji ówczesnej Gazety Obornickiej trafił w tej sprawie list o treści: Zarząd Miejski i Rada Miejska Obornik uchwaliły zlikwidować szpital miejski. Służba otrzymała już wypowiedzenie na dzień 15 sierpnia, a chorych już się nie przyjmuje. Budynek szpitalny ma być oddany na cele prywatnego gimnazjum. Szpital miejski jest obecnie jedynym szpitalem całego powiatu obornickiego. Brak szpitala będzie odczuwała mianowicie niezamożna część obywatelstwa, która nie posiada środków na leczenie się w odległych szpitalach. Mimo kryzysu gospodarczego znajdowało się w ostatnim roku w szpitalu przeciętnie 7 chorych. Pozatem dochodziło do szpitala co dzień kilku ubogich po opatrunki. Szpital stanowi zresztą dla miasta i powiatu ważniejszą instytucję społeczną niż prywatne gimnazjum, dla którego powinno się znaleźć inne i odpowiedniejsze pomieszczenie jak w szpitalu.
Tu trzeba wyjaśnić, ze mała liczba chorych nie wynikała z żelaznego zdrowia oborniczan, ale z panującej powszechnie w mieście biedy. Koszt pobytu w szpitalu wahał się w granicach 5 do 6 złotych na dobę, a jedynie dla członków samorządowych i robotniczych przysługiwała ulga w wysokości jednego złotego.
Los szpitala uratowało Ministerstwo Opieki Społecznej, które zdecydowało się przenieść Ubezpieczalnię Społeczną z Szamotuł do Obornik. Wcześniej wobec licznych głosów sprzeciwu zaniechano pozbycia się szpitala. Z takiego obrotu spraw najbardziej zadowolona była Komisja Ubogich i ich podopieczni. Na leczenie ubogich i bezrobotnych Związek Komunalny przeznaczył ryczałt, którego wysokość była różna i wynosiła od 400 złotych na początku lat 30 do 1500 złotych w roku 1939.
Podczas sesji rady miejskiej 14 sierpnia 1936 r. rada zniosła uchwałę z 14 lipca w przedmiocie likwidacji szpitala miejskiego. Jednocześnie rada podjęła decyzję, by sprzedać Ubezpieczalni Społecznej w Szamotułach grunt miejski wielkości 2.405 m kw za cenę 320 złotych pod zabudowania gospodarcze ubezpieczalni Jednocześnie w związku z wycofaniem się z decyzji dotyczącej adaptacji szpitala na potrzeby szkolne, zdecydowano o rozbudowie miejscowej szkoły powszechnej, obecnie dzisiejszy budynek SP 2 do niedawna gimnazjum nr 3.
Powstanie w Obornikach Kasy Chorych spowodowało potężny wzrost zapotrzebowania na restauracje i hotele. Tych powstało w mieście wiele, bo chorzy zjeżdżali się w odległych okolic.
Tymczasem i wobec możliwości leczenia się ambulatoryjnie, w budynku Kasy Chorych wydatki na utrzymanie szpitala ograniczono do minimum, a stan zatrudnienia personelu był czasem bardziej niż skromny. W niektórych latach ograniczał się do jednego lekarza, dwóch sióstr zakonnych, jednej pielęgniarki, dwóch osób personelu pomocniczego i jednego kierowcy. Za utrzymaniem szpitala przemawiały bardziej względy prestiżowe niż możliwości finansowe miasta. Uważano, że miasto powiatowe pozbawione takiej placówki straci dużo na prestiżu.
Dziś sytuacja finansowa szpitala też nie jest najlepsza, ale to temat na zupełnie inną okazję.
Artykuł przygotowano we współpracy z Krzysztofem Nowackim.

Podobne artykuły