Zamówili okna, a otrzymali długi, zmartwienia, czasem ruinę finansową

GMINA OBORNIKI. Od pewnego czasu do naszej redakcji zgłaszają się osoby twierdzące, że zostały oszukane przez firmę produkującą okna.
Jeszcze więcej osób skarży się na nieuczciwego przedsiębiorcę w mediach społecznościowych, gdzie aż gęsto od złych opinii i oskarżeń.
– W czerwcu 2018 r. zamówiłam u nich okna z parapetami, wpłaciłem też całą kwotę. Za 6 tygodni miałam mieć je. Pod koniec sierpnia dowiedziałam się, że okna i parapety już są, tylko nie mają szyb i za 2 tygodnie będę miała montaż. Te dwa tygodnie przeciągnęły się do dwóch miesięcy. Przez cały czas zwodzono mnie, przekładano termin realizacji zamówienia. Właściciel firmy był przez cały czas nieuchwytny. Nie zliczę wykonanych do nich telefonów i osobistych moich wizyt w biurze firmy.
Ktoś inny skarży się: Pomimo, że firma produkująca nie wywiązuje się z dostaw okien, to nadal nalega na zaliczki i je pobiera.
Jeszcze inna osoba pisze: Ja wpłaciłem ponad 50 tys. i na tę chwilę mam nakaz zapłaty, mam nadzieję, że komornik odzyska moją kasę! Oszust i tyle!
A jeszcze inny napisał: Widzę, że nie jestem sam. Umowa podpisana w kwietniu, a okien brak do dzisiaj, zero kontaktu.

Na prośbę naszej czytelniczki spotkaliśmy się z częścią tych oszukanych. Przybyło ich na spotkanie 12 osób, każda miała dowód wpłaty, żadna nie otrzymała zamówionych okien, żaluzji czy drzwi.
Wszyscy zebrani opowiedzieli podobną historię. Podczas składania zamówienia dowiadywali się, że zaliczka przyspieszy dostawę i wpłynie znacząco na udzielony rabat. Potem było długie czekanie, odwiedziny w siedzibie firmy, telefony, tłumaczenia, a na koniec dowiadywali się, że ich zlecenie na razie nie może być zrealizowane. Niestety, swoich zaliczek też nie otrzymywali.
Wszyscy, którzy się z nami spotkali odwiedzili wcześniej policję i prokuraturę. Były też odwiedziny u obornickiego rzecznika praw konsumentów, choć nikt nie uzyskał tam efektywnego wsparcia.
Właściciel firmy nagle zniknął. Na bramie jego siedziby pojawiła się nowa tablica, zupełnie innej firmy. Rodzina nierzetelnego przedsiębiorcy nie chciała z pokrzywdzonymi rozmawiać, informując jedynie, że mąż lub tata jest chory.
Pozostało działanie prawne polegające z jednej strony na złożeniu zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, a z drogiej strony wystąpienie do sądu z pozwem cywilnym.
W jednym z takich zawiadomień o popełnieniu przestępstwa poszkodowany napisał: Niniejszym zawiadamiam, iż O. (tu nazwisko, którego nie publikujemy z ostrożności procesowej, zastąpiliśmy literą „O” jak Okna), właściciel firmy PPUH „O”., prowadzącego działalność gospodarczą popełnił przestępstwo wyłudzenia pieniędzy w kwocie 90 243,00 zł. Firma pana O., zajmowała się produkcją, montażem okien i bram garażowych. 28 czerwca 2018 roku po kontakcie telefonicznym z przedstawicielem firmy, panem X., umówiłem się na przedstawienie oferty na montaż okien i bram garażowych zgodnie z zapotrzebowaniem, który wysłałem na jego adres e-mail. 2 lipca pan X. wysłał mi na mój adres email ofertę oraz umowę na sprzedaż wraz z montażem wspomnianych okien i bram. Usilnie namawiał mnie, a nawet mówił, że to konieczne, abym wpłacił 100% wartości zamówienia, a ponieważ już wcześniej współpracowałem z tą firmą, więc wydawało mi się, że jest godna zaufania. Jeszcze w tym samym dniu podpisałem umowę i wysłałem do firmy pana O., i zapłaciłem zaliczkę w kwocie 90 243,11 złotych. Po paru tygodniach, zaniepokojony brakiem podpisanej umowy, zacząłem dzwonić do handlowca X., pytając co się dzieje. Niestety zbywał mnie, że jest na chorobowym albo, że jest na urlopie. Później się okazało, że w tym czasie zwolnił się już z firmy. 25 września 2018 po wielu prośbach i ponagleniach na miejsce budowy przyjechał kierownik firmy pan Zbyszek, by dokonać obmiarów i doprecyzować ustalenia techniczne co do wykonania usługi, niestety bez podpisanej umowy, bo ją rzekomo zapomniał. Ku mojemu zdziwieniu pan Y. usilnie namawiał mnie na wpłacenie następnej kwoty w wysokości 10 000 zł, rzekomo niezbędnej do zrealizowania umowy. Po wielu próbach, ponagleniach pisemnych na e-mail, jak również telefonicznych, usługa nie została zrealizowana. W dniu 19-listopada 2018 wysłałem pocztą za potwierdzeniem odbioru panu O., wezwanie do wykonania umowy pod rygorem odstąpienia. Ponieważ nikt się ze mną nie skontaktował, w dniu 11grudnia wysłałem pismo o odstąpieniu od zawartej wcześniej umowy, żądając zwrotu wpłaconej zaliczki i to w całości. Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem zwrotu wpłaconych pieniędzy. Dzisiaj wiem, że proceder wyłudzenia znacznych kwot nie dotknął tylko mnie, ale wielu klientów nieuczciwej firmy.
Tu poszkodowany wnioskuje do prokuratury o dokonanie zabezpieczenia majątku firmy pana O. oraz załącza wszystkie dokumenty potwierdzające opisaną sytuację.
Takich zawiadomień wysłanych do prokuratury nasza redakcja mogłaby zacytować kilkanaście, we wszystkich działanie było podobne, a różnią się one od siebie tylko kwotami i datami. Wiemy też o toczących się sprawach cywilnych, a jest ich jeszcze więcej.
Do naszej redakcji dotarła informacja o poszkodowanych przez O. dużych firmach. Jedna z nich na „współpracy” z nierzetelnym przedsiębiorcą straciła około 600 tysięcy.
Tymczasem firma O. zmieniła siedzibę, przeprowadzając się ziemi obornickiej do innego miasta. Tam działa nadal, handlując produktami i usługami dla budownictwa. Trzeba przyznać, że jak na teoretycznego bankruta to wiele, choć brak jeszcze jednego wpisu, który powinien brzmieć „oddaję pieniądze moim poszkodowanym klientom”.
Pisząc o nowej działalności firmy O. nie mamy zamiaru jej reklamować, a raczej ostrzegać przed ryzykiem współpracy, zwłaszcza w przypadku żądania zaliczek i wpłat a konto. W imieniu O. działa obecnie rodzina. Jak nietrudno było ustalić, sam pan O. przebywa ostatnio w szpitalu.
Poszkodowani to często ludzie, którzy remontują mieszkania lub budują domy za oszczędności całego życia, zadłużając się niejednokrotnie na długie lata. Dla nich taki przedsiębiorca, który pobrał zaliczki, a zlecenia nie zrealizował, to cios po którym trudno będzie się podnieść. Do kilku z nich już się zwróciły banki, które udzieliły im kredytów na określonych warunkach. Jednym z nich jest rozliczanie się z kolejnych etapów budowy i kolejnych zakupów. Tych od pana O. zaliczyć nie chcą, grożąc wezwaniem do natychmiastowego zwrotu udzielonej pożyczki.
O szansach na uzyskanie zwrotu zaliczek od O. trudno dziś przesądzać, zwłaszcza w obliczu krążących informacji o ogromnym zadłużeniu firmy, sięgającym dziesiątek milionów. Miało do tego dojść na skutek zaangażowania się firmy w wysyłkę do Niemiec dużej partii okien, gdzie pośrednik za owe okna miał nie zapłacić. To wszystko jednak tylko plotki i domysły złożone ze strzępów informacji.
Faktem natomiast wydaje się być to, że właściciel firmy okniarskiej nie wypłacił swoim pracownikom poborów za ostatnie dwa, trzy miesiące. Można się też domyślać, że swej należności nie otrzymali także fiskus i ZUS. W takiej sytuacji szanse na odzyskanie przez oszukanych wpłaconych na okna zaliczek wydają się być raczej niewielkie, by nie rzec niemal żadne.

Podobne artykuły