Wojenna sesja w Rogoźnie – bliska rękoczynów

Wojenna sesja w Rogoźnie – bliska rękoczynów

ROGOŹNO. Ostatnia sesja rady miejskiej w Rogoźnie przypominała bardziej wojenną potyczkę niż obrady samorządowców. Były momenty, w których omal nie doszło do bójki, liczne złośliwości i wzajemne ataki.
Całość trwała osiem godzin, a poszło o wniosek Krystyny Gromanowskiej poparty przez burmistrza Romana Szuberskiego, dotyczący poboru opłat na zasadzie inkasa na miejskim targowisku. Poborem opłat od miejsc targowiskowych oraz opieką nad targowiskiem mają się zajmować pracownicy spółdzielni Opus, powiązanej z Centrum Integracji Społecznej (CIS), zatrzymując na potrzeby spółdzielni 50% opłat zamiast dotychczasowych 35%.
Tu trzeba wyjaśnić, że osoby z CIS pobierają niewielkie, bo 850 złotowe wynagrodzenie za swoją pracę. Zanim trafią na rynek pracy muszą przejść przeszkolenie, choć pracujący tam są wolni i nie muszą tam pracować. Spółdzielnia socjalna zatrudnia pracowników, a oni podlegają innym przepisom co do wynagradzania, biorąc najniższą krajową.
Krystyna Gromanowska to założycielka spółdzielni „Opus”, zatrudniająca osoby, które wyszły z CIS. – Pracują dobrze, są na telefon, podejmą się każdej pracy, nie bacząc na pogodę i trudności. Pracują na rzecz Rogoźna. Nie depczcie tego, co oni tam robią – apelowała do radnych przeciwnych owym 50 procentom Krystyna Gromanowska.
Wspierał ją w tym wyraźnie radny Adam Nadolny. Klub przeciwny kierowany przez Henryka Janusa co raz żądał przerwy i po naradzie korytarzowej wnioskował, by kwestię wynagrodzenia za pobór opłat odrzucić do następnej sesji. – Chcemy poznać zakres obowiązków osób pracujących na targowisku. Zaskoczyło to Romana Szuberskiego, bo doświadczeni radni doskonale wiedzą co robi się na targowisku. Oburzyło go też prowadzącego sesji przewodniczącego Macieja Kutkę, który wyraźnie dawał sobą manewrować.
Trwał ostry spór pomiędzy radnymi z czterech klubów, do tego włączył się sekretarz gminy Marek Jagoda, wyjaśniający aspekty prawne i oczywiście burmistrz, któremu zależało, by wreszcie uchwalić opłatę. Radni w głębokim sporze pomylili inkasenta z operatorem targowiska, aż zaskoczony tym Roman Szuberski zapytał czy aby radni w ogóle rozumieją nad czym głosują? Zbigniew Chudzicki zauważył w tych działaniach próbę ograniczenia kompetencji burmistrza. Pytał kolegów: Gdzie tu współpraca? Puknijcie się w pierś. Sekretarz jako prawnik przyznał, iż burmistrz ma moc uchwałodawczą, więc staje się gospodarzem uchwały. To spowodowało dalsze dywagacje warte znacznie lepszej sprawy i ostatecznie wycofanie uchwały.
– To smutna chwila – podsumował obrady Adam Nadolny
Gdy przewodniczący Maciej Kutka próbował opanować sytuację, inicjatywę przejmował
Henryk Janus. Zrobił się wieki bałagan. Radni głosowali, zanim przewodniczący głosowanie ogłosił. Było widoczne, że radnym pomieszały się w końcu uchwały i to kto je wniósł. Ostatecznie radni przegłosowali 50% dla inkasenta, pozostawiając otwartym pytanie: Po co była ta wojna skoro wyszło jak wyjść miało?
Maciej Kutka przyznał, że była to jego porażka i przykro mu, że do tego doszło. Ma zamiar na przyszłość prowadzić sesję bardziej stanowczo.

Podobne artykuły