Forum Rolnicze Uścikowo

Forum Rolnicze Uścikowo

UŚCIKOWO. Dwunaste już Forum Rolnicze odbyło się tym razem w gościnnych progach wiejskiej świetlicy w Uścikowie a jego dalekim tłem były rolnicze protesty zwane Agropowstaniem.
W Uścikowie było jednak spokojnie, by nie rzec miło. Przybyło ponad 80 rolników pogodzonych w znacznej części z rzeczywistością. Na początek uhonorowano zasłużonych dla rolnictwa Zbigniewa Zająca, który usłyszał laudację za swoją wieloletnią działalność doradczą oraz działacza PSL Andrzeja Ilskiego.
W części obrad nie można było pominąć tematu wprowadzonej do obrotu wołowiny z chorego bydła, które trafiły nie tylko na polskie stoły, ale i do wieku krajów Europy czyniąc tym niewyobrażalnie wielkie szkody.
Wojewódzki lekarz weterynarii wyjaśniał, że: Do rzeźni może dotrzeć zwierzę chore, czy pourazowe, ale winien go zbadać i zatwierdzić lekarz weterynarii. Takie rzeczy się zdarzają i cała Europa tak robi, więc zmienić tego nie możemy. Istota jest w tym, że stwierdzono kilka przypadków, poszło to w świat i teraz jest wielki problem. Takie przypadki się zdarzają, ale nasi lekarze wykonali akcję badania mięsa we wszystkich ubojniach jednocześnie. W każdej ubojni drobiu pobraliśmy próbki. Wyniki nas zadowoliły.
Wojewódzki weterynarz zapewnił, że w każdym zawodzie są ludzie nieuczciwi, ale jest tez wielu uczciwych.
Inna prelegentka wyjaśniła nowości w działaniu rolniczego ubezpieczenia KRUS. Była mowa o funkcji pomocnika rolnika, Polaka lub cudzoziemca pełnoletniego, który na mocy umowy może liczyć na opiekę KRU nawet do 180 dni. Rolnicy mogą też liczyć na pomoc publiczną w przypadku szkód spowodowanych przez żywioły. Brzmi to pięknie, diabeł tkwi jednak w szczegółach a te mówią o znacznych ograniczeniach w uzyskiwaniu wszelkich odszkodowań.
Inspektor powiatowej stacji ochrony roślin, jednocześnie mieszkaniec Uścikowa, przedstawił takie problemy jak bakterioza ziemniaka. Choroba już na szczęście mało groźna bo opanowana przez specjalistów. Wszystkie plantacje będą nadal badane aż choroba nie ustąpi całkowicie. Tragedią jest, wedle jego słów, wycofywanie z niektórych upraw preparatu Roundup, herbicydu służącego do nieselektywnego zwalczania chwastów i znaczny wzrost jego ceny po zakupie licencji przez firmę Bayern. Mówił tez o tym, że minister rolnictwa zabrania użycia wielu preparatów wspierających rzepaki, bo trują ona pszczoły. – Wypadło z rynku ponad 40% preparatów ze środkiem czynnym a nic nie przybyło w ich miejsce. Zapewnił też, że – Nie jest prawdą, że wprowadzanie zdrowej żywności podnosi jej ceny w handlu.
Leśnik mówił o styku Lasów Państwowych z działalnością rolniczą. Odwiecznym problemem są szkody wywoływane przez zwierzynę leśną. Dzików zostało już na terenie łowiectw związanych z powiatem obornickim tylko 360, a liczenie ich miało miejsce w marcu minionego roku. W całym nadleśnictwie na 680 dzików przeznaczonych do odstrzału, 540 już odstrzelono.
Myśliwi zabijają z roku na rok coraz więcej jeleni, obecnie jest to 240 szt. Populacja zwierząt spada, a szkody sięgające jeszcze niedawno 3 mln złotych teraz kształtują się na poziomie poniżej miliona. Jeżeli jakiś rolnik nie może się porozumieć z kołem łowieckim mediatorem może być dla niego któryś z nadleśniczych.
Była też mowa o wilkach. Rolnicy mają z tym problem twierdząc, że wilki atakowały ich zwierzęta, a mogły to być nie tyle wilki co zdziczałe psy, których w lasach nie brakuje
Wilk jest chroniony prawem i nie podlega odstrzałowi, ale przy odszkodowaniu bywa problem. O ile za szkody wywołane przez bobry państwo wypłaciło 18 mln o tyle za szkody wywołane przez wilki odszkodowania wyniosły jedynie 800 tysięcy. Wilki są w Polsce pożyteczne bowiem eliminując dziki a zwłaszcza ich młode. Sam dzik jest dla leśnika zbawieniem i wielkim pomocnikiem. Dziki eliminują bowiem ogromne ilości owadów szkodliwych dla drzew. Jednak pomiędzy myśliwymi a rolnikami zgody nie ma.
Skoro się rzekło o wilkach, trzeba było wspomnieć i o Stobnicy, gdzie przez dekady istniał wilczy park. Było w nim 14 osobników, dziś w Stobnicy żyje już tylko jeden sędziwy wilk, bo starsze wymarły. Wilki żyją do 14, góra 15 lat, więc ich szybko w takich miejscach ubywa.
Jeden z szefów Krajowego Ośrodka Wspierania Rolnictwa stwierdził, że rolnicy dzwonią do niego często niepotrzebnie. Szef jest w Ośrodku nowy, bo dopiero od sierpnia i chce realizować wytyczne państwa a nie wysłuchiwać utyskiwań rolników. W ramach owej realizacji wymienił to, w czym Ośrodek rolników może wspierać. Oferuje im na przykład pożyczki, którymi rolnik nierzadko spłaca poprzednie pożyczki a pętla długów mu się na szyi zaciska. Dziś KOWR oferuje pożyczki sięgające do 80% przedsięwzięcia z terminem spłaty do 10 lat. W tym czasie rolnika czeka jednak tak wiele niewiadomych, że strach brać, tym bardziej, że musi wystawić weksel i wyrazić zgodę na egzekucje na całym swym majątku. Stąd zainteresowanie tym produktem zebranych rolników było mniej niż znikome, a dokładnie po taki kredyt sięgnął tylko jeden rolnik z całego powiatu obornickiego.
Nowy szef KOWR rzekł: Polska ma nadwyżkę żywności i rolnicy muszą konkurować. Rolnicy o tym doskonale wiedzą i pytają ka konkurować skoro co raz wychodzą takie afery jak na z mięsem chorych krów. – Za to co w rzeźni wyszło trzeba ukarać wszystkich w tym prokuratora – powiedział urzędnik i dodał zmieniając temat: Pałac w Uchorowie się zawalił, i co ja mam go odbudowywać? Namawiał też na udział w programie „Polska Smakuje”, który jednak kosztuje rolnika 2% od wartości produktu i jak można było usłyszeć w sali: Po zapłaceniu tych wszystkich podatków i opłat zostajemy na koniec z odciskami i pustą kieszenią.
Spotkanie a z tak wysokim urzędnikiem nie mogło pominąć kwestii protestów rolniczych. Pytany o to czy wziąłby w nich udział odparł: – Jestem przeciw protestom na drodze, bo to dla rolników bardzo niebezpieczne, gdyż może się wydarzyć wypadek. Strajkami i tak nic nie załatwicie. Ostrzegł nie wiedząc czemu, że: Sąsiad o sąsiedzie wszystko wie, bo się nagrywa i fotografuje.
Inny rolnik pytał jak to jest, że KOWR monitoruje rynek skoro on dostaje 4 złote za kg, a za granicą zakontraktowany ten sam kilogram kosztuje już 5 złotych. Szef odparł: – Mamy z tym wielki problem. To co w Unii tego się nie dostrzega. Jednak czy ta Unia utrzyma się czy nie, to i tak trzeba coś robić. Musimy sytuację odwracać i sami o to zadać. Kolejny rolnik zapytał szefa z KOWR: – Czy podpisuje się pan pod manifestacją AgroUnii 6 lutego? W odpowiedzi i on usłyszał: Nie, pod tym się nie podpisuję. Rolnik wyjaśnił: Musimy protestować, bo nie ma z kim już rozmawiać. Wszystkim rolnictwo śmierdzi, dochodowość jest żadna i jak mamy gospodarować. Tu urzędnik z KOWR także zapytał: Rolnicy chcą manifestować przeciwko rządowi? A co rząd przez te trzy lata źle zrobił? Nic.
Dyskurs z KOWR-owskim szefem stał się zdecydowanie jałowy, niewielu w nim brało udział, bowiem większość zgromadzonych korzystała z bufetu albo dyskutowała w swoich gronach. Finałem spotkania była ciepła kiełbasa i losowanie upominków.

Podobne artykuły